Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20874 miejsce

Czesław Miłosz, czyli opowieść o pewnej śmierci

Był 14 sierpnia 2004 roku. Wraz ze współlokatorką pakowałyśmy się przed opuszczeniem wynajmowanego mieszkania. SMS od mamy był gromem z jasnego nieba: "Miłosz nie żyje".

Śmierć zupełnie obcego człowieka, którego nawet nigdy nie widziałam okazała się ciężkim przeżyciem. Byłam przecież przyzwyczajona do jego nazwiska i twarzy. Odnajdowałam je w prasie, podręcznikach szkolnych i uniwersyteckich. Nie należałam do zagorzałych fanek tej twórczości - zawsze wolałam Herberta. A jednak odejście Czesława Miłosza odczułam jako prawdziwą pustkę. Być może dlatego, że traf chciał, iż zaledwie kilka miesięcy wcześniej poznałam i pokochałam poezję katastroficzną, którą tworzył w okresie międzywojennym; poznałam też "Dolinę Issy", którą czytałam leżąc nad Wisłą. Można powiedzieć, iż byłam na etapie samodzielnego odkrywania Miłosza, w oderwaniu od szkolnego obowiązku lekturowego. W tej żałobie było również coś ze zwykłego, ludzkiego egoizmu: żałowałam, że umarł, zanim zdążyłam go zobaczyć. Bo przecież przez cały rok mieszkaliśmy w jednym mieście.

 / Fot. M. KubikPamiętam za to jego pogrzeb. Kościół Mariacki skutecznie ogrodzony, bramki ustawione na użytek anonimowych żałobników. Łut szczęścia, który pozwolił mi dostać się do wnętrza, do prawej nawy wypełnionej po brzegi świątyni. Fragmenty liturgii odśpiewane po łacinie. Długie i mądre kazanie biskupa Józefa Życińskiego, jakby na przekór toczącej się przez wiele dni batalii o Miłosza i o to, jaka właściwie była jego twórczość: wielka i wartościowa, a może plugawa i grafomańska? Tysiące ludzi, którzy zalali falą ulicę Grodzką, idąc za trumną poety. Czarne flagi wywieszone tu i ówdzie. Kelnerki stojące w drzwiach eleganckich kawiarni. Nieprzebrany tłum mniej lub bardziej anonimowych postaci, różnorako motywowanych do pojawienia się na pogrzebie. Na pewno łączyło nas jedno: wszyscy czytaliśmy Miłosza w szkole. Niezależnie od stopnia znajomości jego twórczości wymienialiśmy to nazwisko obok innych polskich noblistów.

Czesław Miłosz został pochowany w Krypcie Zasłużonych na Skałce, w podziemiach kościoła ojców Paulinów. Jego pogrzeb poprzedziła wielodniowa batalia o miejsce pochówku, związana z kontrowersjami wokół osoby autora, któremu zarzucano antypolskość i sympatie komunistyczne tuż po wojnie (Miłosz był dyplomatą w USA i Francji z ramienia rządu Polski Ludowej). Przez szereg dni na oczach społeczeństwa spierano się, gdzie spocznie ciało nie tylko poety, ale - przede wszystkim - człowieka.

Pochowanie ciała zmarłego Czesława Miłosza było swoistym finałem dyskusji o poezji, która - paradoksalnie - przez wiele lat była w naszym kraju zakazana. Wprowadzona do podręczników jest znana bądź kojarzona przez prawie wszystkie polskie dzieci. Być może powinniśmy od czasu do czasu zrewidować nasze spojrzenie na świat. Szukać w artyście talentu i podziwiać jego warsztat, pozwalając mu jednocześnie na bycie człowiekiem tak, jak my wszyscy zmagającemu się ze światem i jego problemami. Tego życzę sobie i innym w trzecią rocznicę śmierci Czesława Miłosza.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

dokładnie tak samo odczułem smierc Jacka Kaczmarskiego, +

Komentarz został ukrytyrozwiń

tekst bardzo mi się podoba :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 14.08.2007 11:25

(+) Rowniez nie naleze do zwolennikow tworczosci Milosza. Nie mialem tez okazji czytac jego dziel w szkole, gdyz pojawil sie w Polsce dopiero po wydarzeniach sierpniowych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.