Facebook Google+ Twitter

Człowieczeństwo. Ach, już za późno...

Mili państwo, parę dni temu cały świat przekonał się, że dla ludzi XXI wieku pieniądze i chwilowa sława są ważniejsze od życia drugiego człowieka. Czy doświadczalnie przekonaliśmy się o końcu człowieczeństwa?

Chodzi mi oczywiście o program wyemitowany we Francji "Zone Xtreme". Czy ludzie będą chcieli (ba! Czy będą w ogóle zdolni) razić prądem drugiego człowieka w telewizyjnym programie? Okazuje się, że jak najbardziej tak. Uogólniając chodziło o reality show, w którym za złą odpowiedź każemy przeciwnika prądem elektrycznym. Początkowo niskie dawki, przechodzą do coraz boleśniejszych, by ostatecznie dojść do śmiertelnych. Wszystko to dla pieniężnej nagrody i możliwości pokazania się w telewizji. Jak się po wszystkim okazało, był to jedynie eksperyment naukowy mający badać ludzkie zachowania i współczucie. Rażona prądem osoba w rzeczywistości jedynie grała swoją mękę, o czym nie wiedzieli jednak dręczący go uczestnicy. Wyniki programu okazały się przerażające- aż 80 proc. uczestników bez większych oporów było gotowych ryzykować życiem aktora.

Najciekawsze i najgorsze jest to, że sam pomysł nie jest nowy. Ludzka tendencja do zła od dawna fascynuje psychologów, stanowiąc jedną z największych zagadek ludzkiej psychologii. W latach 1960-1961 amerykański psycholog Stanley Milgram przeprowadził bardzo podobny eksperyment. Wybrano grupę studentów, która miała odgrywać rolę nauczyciela. Ich zadaniem było nauczenie ucznia pewnej bardzo trudnej listy słów, rażąc go prądem w przypadku złej odpowiedzi- wszystko to odbywało się w obecności eksperymentatora czuwającego nad przebiegiem badania. Zarówno on jak i uczeń byli podstawionymi aktorami, a całość miała na celu ukazanie wpływu autorytetu na jednostkę, co stanowiło by wyjaśnienie zbrodniczości nazistów podczas II wojny światowej. Efekt zaskoczył samego Milgrama- nie spodziewał się, że 65 proc. badanych zdecyduje się na najwyższą dawkę prądu. Okazało się, że wystarczą słowa eksperymentatora o "wyższej konieczności", oraz "dobru nauki", by studenci ignorowali prośby ucznia o przerwanie eksperymentu. Autorytet "mądrze wyglądającej osoby w kitlu" był tak wielki, że zamieniał nauczyciela w zwykłe narzędzie (część z nich była nawet gotowa kontynuować eksperyment po zakończeniu go przez eksperymentatora). Wystarczyło słowne zapewnienie o słuszności podejmowanych działań, a żaden z badanych uczestników nie zgłosił nic władzom uniwersytetu na terenie którego miało miejsce badanie. Na nic zdały się przejmujące krzyki ucznia o jego słabym sercu i kilkukrotne płaczliwe błagania o wypuszczenie. Całkowita znieczulica i ślepe wykonywanie swoich obowiązków- kilkanaście lat po II Wojnie Światowej. Warto wspomnieć także eksperyment z 1971 roku tzw. Eksperyment Więzienny. Wtedy to Philip Zimbardo wyselekcjonował 24 zdrowych, stabilnych psychicznie i (co najważniejsze) niekaranych studentów, podzielił ich losowo na strażników i więźniów, po czym umieścił ich w przygotowanym na ten cel wiezieniu. Planowane na 14 dni badanie zostało przerwane po 6 dniach. Dlaczego? Otóż strażnicy zaczęli zmuszać więźniów do odbywania aktów homoseksualnych. Wcześniej miały miejsce przymusowe pompki, wielogodzinne odliczenia, nakazy czyszczenia muszli toaletowych gołymi rękoma. Więźniowie po nadaniu numerów zaczęli tracić własną tożsamość (już drugiego dnia wybuchł bunt), strażnicy z kolei stosowali coraz to nowe metody znęcania się nad nimi. Zimbardo, pełniący funkcję dyrektora więzienia, sam przyznał, że zbytnio wczuł się w swoją rolę i zatracił dystans. Eksperyment ten pokazał "Efekt Lucyfera"- przemianę zwykłego człowieka w kata pod wpływem otoczenia. Porzucenie wszelkich norm i człowieczeństwa nastąpiło błyskawicznie tylko ze względu na odgrywaną rolę.
Jak to wygląda dziś? Jak na ironię - gorzej. Najnowszy francuski dokument (w konwencji udawanego realisty show) udowodnił nam, że stajemy się tylko gorsi. Studenci Milgrama mieli zapewnioną anonimowość i poczucie działania w imię nauki. Strażnicy z Eksperymentu Więziennego (początkowo) odgrywali narzuconą im rolę. Uczestnikom programu wystarczyła tylko wizja nagrody pieniężnej i chwilowej sławy telewizyjnej, by ryzykować życiem człowieka. Najwyraźniej dziś to wystarczy, by zadziałał "Efekt Lucyfera".

Nie chcę tu uderzać w zbyt dramatyczne tony, ale nasuwa mi się pewnego rodzaju historyczna refleksja. Zarówno Imperium Rzymskie, jak i Imperium Azteków przeżywały swoje schyłkowe lata w atmosferze "rozrywkowej śmierci"…może, więc czas czekać na koniec naszej cywilizacji? Obojętnie czy czeka nas atak kosmitów, czy piekło atomowej pustyni pozostaje nam tylko pamiętać końcową scenę z "Człowieka-słonia" Davida Lynch, gdy tytułowy bohater krzyczy: "I am not an elephant! I am not an animal! I am a human being! I am a man!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.