Jerzy Bukowski – doktor filozofii,
były komendant szczepu Żurawie, obrońca kopca Piłsudskiego, wreszcie
rzecznik kombatantów nie wygląda na muskularnego herosa. Ale mięśnie
wcale też nie są mu potrzebne. Jego oręż to słowa – używa ich zręcznie,
z wdziękiem i, co najważniejsze, z podziwu godną regularnością.
Doprowadził do opuszczenia Polski przez rosyjskiego konsula, który
porównał Józefa Piłsudskiego do Stalina i Hitlera. Ze skutkiem walczył
o przeniesienie grobów żołnierzy sowieckich spod Barbakanu na cmentarz
Rakowicki.
Tylko z Szarikiem i czterema pancernymi przez długi
czas nie udało mu się wygrać. Wytrwale jednak, z każdą zmianą prezesa
telewizji publicznej, ponawiał apele o wycofanie z ekranów popularnego
serialu o przygodach załogi Rudego, w którym, jak podkreślał, „lansuje
się kłamliwą wersję dziejów rodem spod ogona psa Szarika”. I w końcu,
po sześciu latach bojów, zwyciężył. W jesiennej ramówce TVP „Czterech
pancernych i psa” oraz „Kapitana Klossa” już nie będzie – zapowiedział
tydzień temu nowy prezes TVP.
Jerzy Bukowski triumfował, ale
bynajmniej nie osiadł na laurach. W ciągu kilku dni od pokonania
czterech pancernych zdążył już publicznie wezwać księdza Mieczysława
Malińskiego, by honorowo przyznał się do współpracy ze Służbą
Bezpieczeństwa. Przygotował też pismo do prezydenta Lecha Kaczyńskiego,
by pośmiertnie awansował na generała pułkownika Ryszarda Kuklińskiego,
który w czasach komuny przekazał Amerykanom strategiczne plany ataku
Układu Warszawskiego na Zachód i wprowadzenia w Polsce stanu wojennego,
za co przez wiele lat uznawany był za zdrajcę. W końcówce lat 90, gdy
Kukliński przyjechał do Polski Bukowski był jego rzecznikiem. Wcześniej
wiele razy, w kraju i za granicą, pisał o pułkowniku i walczył o jego
rehabilitację.
Piłsudczykowski aktywizm
Dzień bez
polemiki, komentarza, upublicznienia mniej lub bardziej
kontrowersyjnego pomysłu to dla Bukowskiego dzień stracony. Pisze po
dwa – trzy teksty dziennie i rozsyła je do gazet, a te często
publikują. Czuje media, wie jak napisać informację, by była ona
atrakcyjna dla czytelników, a redaktorzy nie mieli za dużo pracy przy
jej umieszczaniu na łamach. Czasem nawet dostarcza gotowe artykuły,
cytując w nich samego siebie. – Gdy do harcerskiej gazetki
„Czuwaj” potrzebny był jakiś materiał, wszyscy wiedzieli, że Bukowski
napisze szybko, na dowolny temat i w zamówionej objętości – wspomina
Andrzej Wysocki, dziś radny miasta.
Znajomi opowiadają, że
Bukowski potrafi najpierw wywołać skandal, potem zaprotestować
przeciwko niemu głośno i publicznie, później skomentować go na łamach
kilku gazet, w radiu, w telewizji. A gdy hałas wyda mu się nadal zbyt
mały, to gotów jest jeszcze wejść (pod pseudonimem oczywiście) w
namiętną polemikę z własnymi komentarzami.
– Cechuje go
piłsudczykowski aktywizm: najpierw zadziałać, a potem pomyśleć – mówi
Bogdan Gancarz, dziennikarz Gościa Niedzielnego i wieloletni przyjaciel
Bukowskiego. – Ma to pozytywne strony, bo wielu ogranicza się do
mówienia co zrobić, a on przekuwa to w czyn. Są jednak sytuacje, jak
ostatni apel do księdza Malińskiego, które przynoszą więcej szkody, niż
pożytku – dodaje Bogdan Gancarz.
Człowiek renesansu
–
To człowiek o wszechstronnych zainteresowaniach – mówi o Bukowskim jego
wieloletni przyjaciel prof. Jacek Purchla, historyk sztuki, ekonomista.
Jako dziecko Bukowski zagrał w Starym Teatrze cztery role i rólki
w sztukach reżyserowanych przez Jerzego Jarockiego i Konrada
Swinarskiego. Myślał o szkole teatralnej, ale na przeszkodzie stanęły
niedostaki wymowy. Przez kilka miesięcy studiował reżyserię.
–
Już w szkole średniej wyróżniał się ogromną erudycją historyczną czym
zabłysnął m.in. w słynnym kółku historycznym prowadzonym przez Henryka
Sędziwego, legendarnego dyrektora „Nowodworka”. Jednocześnie ujawnił
wówczas duży talent literacki, wygrał ogólnopolską olimpiadę
polonistyczną. Jako meloman nie opuścił ani jednego koncertu w
Filharmonii Krakowskiej. A potem na korytarzu liceum Nowodworskiego
nucił najciekawsze fragmenty klasycznych utworów – opowiada prof.
Purchla.
Poza tym w III klasie liceum miał już za sobą lekturę
kanonu dzieł filozoficznych. W wieku dwudziestu paru lat zrobił
doktorat z filozofii, a 10 lat później napisał „Zarys filozofii
spotkania” uznanej za najlepszą filozoficzną książkę roku.
Literacki talent Jerzego Bukowskiego znalazł również ujście w sztuce
teatralnej o problemie samobójstwa. W latach 70. zdobyła ona pierwsze
miejsce w konkursie „Szukamy polskiego Szekspira”, a potem była
wystawiana przez warszawski teatr Ochota.
Mundur z krótkimi spodniami
W krakowskim harcerstwie był bardzo barwną postacią. Jedni twierdzą, że wręcz legendarną.
– Organizacyjnie skuteczny, przejęty patriotycznie – ocenia Konrad
Myślik, dziś działacz Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków
Krakowa. Według innych Bukowski raczej budował swoją legendę, niż
był legendą. Niektórych denerwowało jego obnoszenie się z uwielbieniem
dla tradycji piłsudczykowskiej.
– Bardziej teoretyk, niż metodyk.
Lubiłem go i lubię nadal za żywy umysł i cięty język. Był
kontrowersyjny. Oryginał i dziwak. Nie wszystkim to się podobało.
Dlatego, gdy powstawał elitarny Krąg Instruktorów Harcerskich Adama
Małkowskiego nie od razu został do niego przyjęty – dodaje Andrzej
Wysocki. Prof. Purchla wspomina, jak na obozie nad jeziorem
Rajgrodzkim, Bukowski przechowywał ludzi, którzy wyszli z internowania.
Harcerzy uczył prawdziwej historii, zarażał pryncypialnym
antykomunizmem. – Harcerstwo było kuźnią dla opozycji – podkreśla Konrad Myślik.
Nie stała za nim żadna grupa
Piłsudczykiem został po dziadku - ułanie i legioniście. W 1981 roku
wstąpił do Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego. Od lat jest
jego przewodniczącym.
– Od zawsze związany z ruchem
narodowo-patriotycznym. To on prowadził patriotyczne uroczystości w
krypcie Piłsudskiego, w latach 80. odnawiał zarośnięty drzewami kopiec
na Sowińcu i organizował tam uroczystości ku czci marszałka, czym
narażał się bezpiece. Po przełomie w 1989 roku nie znalazł jednak
swojego miejsca na scenie politycznej i skupił się na roli recenzenta i
komentatora – dodaje prof. Purchla.
Pytany, dlaczego tak się
stało odpowiada, że to raczej pytanie do osób, które były na tej
scenie. Przyznaje jednocześnie, że kandydatura J. Bukowskiego na
jednego z wiceprezydentów Krakowa brana była pod uwagę w 1991. Według
Andrzeja Wysockiego, jako pretendent do fotela wiceprezydenta rozważany
był także przy konstruowaniu AWS-owskiego zarządu Krakowa w 1998 r.
Bogdan Gancarz twierdzi, że kilkakrotnie był on przymierzany także do
stanowisk w ministerstwie obrony. Na przymiarkach jednak się skończyło,
głównie z powodu wrodzonej niechęci Bukowskiego do wszelakiego
urzędniczenia.
– Należy do grupy intelektualistów o silnym
instynkcie państwowym, którzy nie znaleźli jednak dla siebie miejsca w
nowej rzeczywistości opartej na partyjniactwie – podkreśla prof.
Purchla.
W partyjną politykę wdepnął tylko raz, kiedy w 1993 roku próbował z listy KPN dostać się do Sejmu.
– Bukowski to indywidualista. I indywidualnie osiągnął sławę. Źle znosi
kompromis. Jak czuje, że ma rację, walczy wszelkimi środkami. Nigdy
jednak nie był ceniony przez jakieś grupy, komitety, partie. A w
karierze politycznej jest to niezbędne – dodaje Andrzej Wysocki.
Komentują
Prof. Wiesław Godzic, teoretyk filmu: -
Serial „Czterej pancerni i pies” samoistnie zniknąłby z anteny, bo już
jest archaiczny. Działania zmierzające do usunięcia go na siłę,
paradoksalnie, spowodują wzrost zainteresowania filmem. Nie uważam, by
było to dzieło, które może mieć szkodliwy wpływ na młodzież. Owszem, są
tam pewne historyczne przemilczenia dotyczące stosunków
polsko--rosyjskich, ale historia nie jest w tym filmie najważniejsza.
Główny akcent położony jest na warstwę przygodową. Ogląda się go jak
piękną bajkę o męskiej przyjaźni w trudnych czasach. Przed laty serial
zdobył ogromną popularność i mimo wszystko zrobił wiele dobrego. Po
jego emisji powstawały kluby pancernych, w których ludzie nawzajem
sobie pomagali. Obecne działania to przykład rewanżyzmu, który w
kulturze nie przyniósł niczego dobrego.
Prof. Andrzej Chwalba, historyk: -
To był najważniejszy film frontu propagandowego PRL. Scenariusz pisali
oficerowie propagandowi Wojska Polskiego. Bez tego reżyser nie dostałby
państwowej dotacji na produkcję serialu. Roi się w nim od błędów i
świadomych przeinaczeń. Obrazy sojuszu polsko-rosyjskiego i wielkiej
przyjaźni między żołnierzami obu krajów u historyka budzą zrozumiały
opór. Z drugiej strony u widza budują fałszywy obraz historii. Z
artystycznego punktu widzenia to piękne dzieło, świetne role aktorskie.
Szkody płynące z emisji tego serialu są jednak większe, niż korzyści.
Bez żalu przyjmuję jego zniknięcie z anteny telewizji publicznej.
Doktor Jerzy Bukowski: -
Nie domagam się cenzury
- Jako dziecko oglądał Pan „Czterech pancernych”?
– Tak, chyba nawet pierwszą emisję tego serialu w latach 60. Poznałem
nawet wtedy Franciszka Pieczkę, który grał w Starym Teatrze, a ja
występowałem tam w niewielkich rolach. Koledzy prosili, bym przynosił
im autografy Pieczki.
- Nie chciał Pan wtedy być Jankiem?
– Pewien internauta zarzucił mi na forum Onetu, że harcmistrz Bukowski,
jak bawił się z kolegami na podwórku w czterech pancernych to służył
jako lufa od czołgu. Mimo, że byłem zmilitaryzowanym dzieckiem, mój
dziadek był legionistą, nasłuchałem się mnóstwa wojennych opowieści,
potem wciągnęło mnie harcerstwo, to przyznać muszę, że w zabawach
inspirowanych przygodami czterech pancernych nie brałem udziału. Na
naszym porządnym patriotycznym podwórku graliśmy z kolegami raczej w
piłkę nożną.
- A w Marusi się Pan nie podkochiwał?
–
Nie, to nie w moim stylu. Nie podkochiwałem się również w Emilii
Plater. Nie pałałem uczuciami ani do bohaterek historycznych, ani
znanych aktorek.
- Dlaczego Pan tak nie lubi tego serialu?
– Bo jest oparty na całkowitym fałszerstwie, pokazuje kłamliwą wersję
braterstwa broni między Polakami i Sowietami. Nie ma słowa, że była
wcześniej armia Andersa czy w jaki sposób główny bohater znalazł się w
Rosji.
- Takich filmów powstało więcej. Będzie Pan również walczył o wycofywanie ich z emisji?
– Tak jest z moim apelem o honorowe przyznanie się księdza Malińskiego
do współpracy z SB. Wielu księży było agentami, ale ksiądz Maliński
jest pewnym symbolem. Serial o czterech pancernych jest symbolem
propagandowego zakłamania. Nie ma powodu by w ogóle nie wyświetlać
takich filmów, ale nie na okrągło i bez żadnego historycznego
komentarza. Telewizja publiczna musi spełniać pewne obowiązki dotyczące
kształtowania świadomości młodych Polaków. Czekam też na filmy o
legionach, armii Andersa, Katyniu i pułkowniku Kuklińskim. Władze
telewizji obiecały, że wyłożą pieniądze na ich produkcję. To pozytywny
efekt mojej walki z Szarikiem.
- Nie obawia się Pan, że wycofanie
z emisji serialu o czterech pancernych paradoksalnie spowoduje wrost
popularności filmu?
– Jesli ktoś chce oglądać „Czterech
pancernych i psa“, a ktoś inny – cztery gołe dziewczyny z sześcioma
gołymi facetami, to niech ogląda, ale nie w publicznej telewizji. Od
tego są wypożyczalnie wideo. Nie domagam się wprowadzenia całkowitej
cenzury. •
Małgorzata Nitek/Gazeta Krakowska