Facebook Google+ Twitter

Cztery lata Roberta Lewandowskiego. Od zera do bohatera

Robert Lewandowski przegranym meczem z Bayernem Monachium 0:2 w finale Pucharu Niemiec pożegnał się z kibicami Borussii Dortmund, kończąc tym samym swoją czteroletnią przygodę na Westfalenstadion. Dla Polaka był to etap wielu sukcesów.

 / Fot. By Eastfrisian (Own work) [CC-BY-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/3.0)], via Wikimedia CommonsLewandowski przybył do Dortmundu jako mistrz Polski i król strzelców Ekstraklasy, ligi bliżej w Europie nieznanej, choć akurat z Niemcami jesteśmy po sąsiedzku. Pomimo swoich dokonań w Lechu Poznań - 18 trafień i korony króla strzelców, łatwo mu nie było. Zaczynał od zera, bo nawet jeśli ktoś widział w nim potencjał, to musiał swoje udowodnić i wypracować na boisku.

Z roku na rok było coraz lepiej. Pierwszy gol, hat -trick, pierwszy występ w Lidze Mistrzów. Nadszedł czas na poprawianie rekordów Polaków w Bundeslidze. Stopniowo Lewandowski zyskiwał rzeszę swoich wiernych fanów, co przy wsparciu Jakuba Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka pozwoliło określać BVB mianem "Polonii Dortmund", na punkcie której oszalała w Polsce większa część kibiców - nie tylko żeńska. Całej euforii "borussiomanii" wtórowały media, w których dzień bez Lewandowskiego stawał się dniem straconym.

Od zachwytu przyszła pora na lekkie znużenie. Polak pisał swoją własną historię, a oczekiwania rosły. Spekulacje transferowe nieco przyćmiły kunszt Lewego i z czasem narobiły mu wrogów. Przepychanki wokół przejścia do Bayernu Monachium niektórym zaczynały mocno przeszkadzać, bądź co bądź było to już frustrujące. Lewandowskiemu nie udało się przejść do Bayernu ani rok temu, kiedy to po porażce w finale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium pewne było, że z Dortmundu do Monachium wyemigruje Mario Goetze. Nie udało się Polakowi przejść też zimą, ale na szczęście chyba dla wszystkich szczegóły przejścia na pół roku do przodu zostały ustalone. Lewandowski po wygaśnięciu kontraktu w Borussii od 1 lipca oficjalnie zostanie piłkarzem Bayernu Monachium.

Polak mimo wszystko w czarno - żółtych barwach robił swoje. Na boisku wiele się nie zmieniło. Wywalczone zaufanie u Juergena Kloppa nie zostało zachwiane i Lewandowski nadal wychodził w podstawowej jedenastce na murawę. Borussia miała o co grać. Już 25 marca na siedem kolejek przed końcem rozgrywek Bundesligi było pewne, że mistrzostwa w Niemczech nie uda się wywalczyć, ale pozostawała walka o drugą lokatę i Puchar Niemiec. Ciągle były jeszcze szanse w Lidze Mistrzów. Choć jednak jakość drużyny z Westfalenstadion w tym sezonie nie była taka jak przed rokiem i perspektywa finału była mocno zamglona.

Ostatecznie Borussia kończy rozgrywki na drugim miejscu ze stratą do Bayernu 19 (!) punktów. Wyższość Bayernu musi również uznać w Pucharze Niemiec. W Lidze Mistrzów obie ekipy podzieliły ten sam los, co wcześniej w 1/8 finału Schalke 04, przegrywając z Realem Madryt - BVB w ćwierćfinale, Bayern w półfinale.

Lewandowski kończy przygodę w Borussii podobnie jak w Lechu Poznań. Jako król strzelców i nie mistrz, ale wicemistrz rozgrywek ligowych. Faktem jest, że nawet wicemistrzostwo Niemiec jest czymś lepszym od mistrzostwa w lidze, gdzie by podnieść rangę i ciekawość rozgrywek po sezonie dzieli się punkty przez dwa i rozgrywa się dodatkowe siedem kolejek na zasadach bliżej pozbawionych jakiejkolwiek logiki i sprawiedliwości. To jednak temat na odrębną dyskusję.

Polski piłkarz na pewno żegna się z Borussią dużo bogatszy, nie tylko chodzi tu o aspekty finansowe, ale też o przygody boiskowe. Choć czasem dla wielu teksty z Lewandowskim w roli głównej były już nużące i frustrujące, to mamy przed sobą kawał pięknej historii jaką kiedyś pisały Orły Górskiego i którą spora część z nas zna tylko z opowiadań i powtórek telewizyjnych, ze starych nagrań i artykułów. W żaden sposób nie porównuję Lewandowskiego do kadry trenera Kazimierza Górskiego, podkreślam tylko fakt, że mamy Polaka, który w półfinale Ligi Mistrzów strzelił cztery gole Realowi Madryt, który zdobył koronę króla strzelców innej ligi niż polska, który zagrał w finale Ligi Mistrzów, który strzelił 103 bramki dla Borussii Dortmund, który poprawił rekord Jana Furtoka (ilość bramek strzelonych przez Polaków Bundeslidze w jednym sezonie) i wywindował go do 24.

Najważniejsze jest to, że ta historia się jeszcze nie kończy. Choć Lewandowski doczekał się już trzech książek w tym autoryzowanej biografii, to trzeba zaznaczyć, że najlepsze może być dopiero przed nim. Wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego na Stadionie Olimpijskim w Berlinie zakończył się pewien etap, ale już 1 lipca rozpocznie się nowy, kolejny. Choć nie lubię Bayernu Monachium i dość często "robertomania" napawała mnie osobiście frustracją, życzę Robertowi jak najlepiej, bo kto wie, czy doczekam piękniejszych sukcesów Polaków na europejskich arenach. Patrząc na wyczyny reprezentacji, z każdym kolejnym meczem w to coraz bardziej wątpię.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.