Facebook Google+ Twitter

Czwarta władza IV RP

Od ponad dwudziestu lat Polska ulega ciągłej demokratyzacji. Nie oznacza to jednak, że społeczeństwo z dnia na dzień podda się publicznej aktywizacji i zacznie samo kierować swymi poglądami. Chwilowo jesteśmy zdani na łaskę mediów. Czy aby?

Podatność na sugestie jest głęboko zakorzeniona w naszej psychice. Oczywiście jedni kontrolują się bardziej, drudzy mniej, jednak stuprocentowe panowanie nad własnym zachowaniem graniczy z cudem, ponieważ otoczeni niezliczoną ilością bodźców wizualnych nie jesteśmy nawet w stanie wychwycić chwili, w której nasza percepcja poddawana zostaje wypaczeniu.  / Fot. Wikimedia Commons

Czwarta władza?

Od roku 1989, tak przełomowego dla historii powojennej Polski, jesteśmy świadkami zjawiska powszechnej demokratyzacji, nie tyle stricte ustrojowej, ale objawiającej się na wielu płaszczyznach społecznych. Zniesienie cenzury doprowadziło do wzrostu znaczenia wolnej prasy. Upowszechnienie określenia czwartej władzy i dający się odczuć wpływ, jaki wywiera ona na swoich odbiorców uświadomiły zarówno obywatelom, jak i politykom przez nas wybieranym, że słowo pisane ma siłę obalania rządów i kierowania polityką państwa.

O ile na początku lat 90. święcie wierzyliśmy, że to my - lud - mamy ostateczny głos w sprawach istotnych dla Polski, ostatnie dwadzieścia lat poddało owy pogląd próbie. To ja wybieram polityka, którego poglądy są pokrewne moim własnym, jednak wolą mediów jest czy, i w jaki sposób doprowadzić do kontaktu na linii rząd-obywatel. Przebijają się nieliczni, wcale niekoniecznie mający do przekazania jakąkolwiek treść merytoryczną.

Powodem występowania takiego zjawiska jest kontrola społeczna, jakiej w pewnym stopniu podlegają dziennikarze i politycy. Jedni, poprzez kokietowanie i zaspokajanie upodobań swych odbiorców umacniają siłę oddziaływania na ich światopogląd, drudzy natomiast poprzez sprzedawanie się walczą o głosy elektoratu w kolejnych wyborach. Doprowadza to do jednego - ogłupienia jednostki i wybrania przez nią nie tego,co wartościowe, ale tego co trendy.

Konkurs piękności

 / Fot. Wikimedia CommonsPrawdziwa debata toczy się w tle, a jej bohaterami są ludzie sporadycznie, bądź wcale nie występujący na pierwszych stronach gazet. Blask jupiterów przypada innym. Czołowymi przykładami walki o zainteresowanie odbiorcy są Janusz Palikot i Tomasz Lis. Nie ukrywana w żaden sposób stronniczość dziennikarza, i jeszcze do niedawna wszechobecne show w wykonaniu posła na Sejm dowodzą niezbicie, że walka o uwagę ogółu trwa!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.