Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

181 miejsce

Czy aby precesja wyjaśnia epoki lodowcowe?

Akademicka ścieżka zawiodła? Oto wyjaśnienie ruchu obrotowego Ziemii, geneza zlodowaceń, cyklicznych potopów, dryfu kontynentów. Czyżby czekała nas globalna katastrofa?

Lodowiec / Fot. Wikimedia ComonsObecnie istnieje niewiele opracowań wyjaśniających przyczyny zlodowaceń. Dzięki badaniom geologicznym wiemy o ich istnieniu, pewne są przynajmniej cztery. Ostatnie ze zlodowaceń miało miejsce w czwartorzędzie, zakończyło się nie dalej niż piętnaście tysięcy lat temu. Jest ono zwane różnie, w Polsce zlodowaceniem bałtyckim, w Ameryce zlodowaceniem Wisconsin. W Polsce lądolód sięgał Wielkopolski, w Ameryce jeziora Michigan. Grubość pokrywy lodowej sięgała według szacunku geologów dwóch kilometrów. Tyle fakty.

Jakakolwiek była geneza zlodowaceń implikowała szereg konsekwencji. Grubość pokrywy lodowej aż do 50-go równoleżnika wynosiła do dwóch kilometrów. Lód nie jest niczym innym niż zamarzniętą wodą. Nie wzięła się jednak ona przecież znikąd; wyparowała z oceanów i wraz z opadami śniegu osiadła w wielkiej czapie pokrywającej biegun północny. Należy przypuszczać, że w owym czasie poziom wód morskich obniżył się o co najmniej kilkaset metrów. Istniały więc wówczas lądy, o których dzisiaj już nie wiemy, a które spoczywają pod morskimi falami; strefa klimatu umiarkowanego przesunięta była znacznie w kierunku równika.

Ważne dla naszych rozważań są jednak warunki fizyczne naszej planety. Masa wody znajdująca się na jej powierzchni łatwo się przemieszcza. Ogrzewana przez słońce paruje, po czym skrapla się w zimniejszych strefach klimatycznych. W ekstremalnych osadza się pod postacią lodu. Warto przy tym pamiętać, że Ziemia jest zawieszoną w próżni bryłą, której cykl obrotowy i pozycję w kosmosie zapewnia siła grawitacji. Choć Kopernik przyjął, że nasza planeta jest kulą, dziś wiemy już, że nie jest nią do końca. Ruch obrotowy wywołuje siły odśrodkowe, które spłaszczają kształt Ziemi o ponad 20 km. Dzięki temu samoistnemu spłaszczeniu ruch obrotowy planety jest bardziej stabilny.

Byłoby skrajną ignorancją sądzić, że pokrywa lodowa bieguna północnego nie wpłynęła na fizykę planety. Tym bardziej, że podczas gdy na półkuli północnej obserwujemy typowy glacjał, na półkuli południowej nie znajdujemy śladów zlodowaceń dla danego okresu czasu. Masa wody skupiła się więc wokół Arktyki zmieniając symetrię Ziemi, a co za tym idzie, przesunęła w kierunku północnym środek ciężkości planety.

Gruba na co najmniej dwa kilometry pokrywa lodowa zajmująca znaczną część globu jest nie lada ciężarem. Biorąc pod uwagę, że nie jest to dodatek, ale przemieszczenie masy można wysnuć wniosek, że mniej więcej o taki dystans przemieszcza się także punkt ciężkości planety. Czy można ten fakt zignorować wiedząc o tym, że środek ciężkości decyduje o ekliptyce ruchu wokół słońca? Czy możemy zignorować ten fakt wiedząc, że orbita księżyca nie jest płaska i równoległa do równika Ziemi? Czy znając prawo powszechnego ciążenia potrafimy dedukować zachowanie ciał niebieskich z ruchomym środkiem ciężkości?

Wszechświat jest cudownie przewidywalny, prawa fizyczne pozwalają nam obliczać trajektorie planet, przewidywać z wielką dokładnością zaćmienia, wschody i zachody słońca. Warunkiem jest znajomość wszystkich istotnych warunków fizycznych. Jednym z prawideł jest tendencja do zwracania się satelity punktem ciężkości do centrum orbity. Związane jest to z energią potencjalną grawitacji.

W idealnym świecie istniałyby idealne kształty, w rzeczywistym kształty zawsze są mniej lub bardzie nieregularne. Najlepszym przykładem na zobrazowanie omawianych cech fizycznych jest nasz naturalny satelita. Z powierzchni globu obserwujemy jedynie jedną stronę Księżyca, która ciągle jest zwrócona w kierunku Ziemi. Zjawisko łatwo zauważyć, gdyż dzięki swojemu ukształtowaniu terenu przypomina poniekąd ludzką twarz. Na powierzchni Księżyca materia występuje jedynie w postaci stałej, nie może się ona przemieszczać tak łatwo jak na Ziemi. Czy gdyby na nim jednak znajdowała się warstwa cieczy i gazu Księżyc nadal byłby tak stabilny? Z całą pewnością nie!

Prześledźmy zatem proces formowania się naszej planety. Zapewne na samym początku Ziemia składała się z gazu oraz ciał płynnych. Ze względu na wysoką temperaturę nawet skały znajdowały się w postaci płynnej. Zawieszona w próżni materia przyjęła formę kuli, gdyż cały jej ciężar przyciągała wypadkowa siła grawitacji, czyli punkt ciężkości planety. Ponieważ jednak Ziemia obraca się po orbicie słonecznej jej kształt ulegnie wydłużeniu wzdłuż promienia orbity. Zmiana kształtu będzie związana z grawitacją Słońca. Zastygająca powierzchnia Ziemi utrwali owalny kształt, dzięki któremu nasza planeta zwrócona będzie stale jedną stroną w kierunku Słońca. Ponieważ na Ziemi oprócz kwarcu znajdują się jeszcze gazy oraz woda, stale ogrzewana promieniami słonecznymi strona osuszy się, a lotna materia skropli na biegunie nieoświetlonym. Ponieważ tonąca w mroku półkula jest istotnie zimniejsza od nasłonecznionej, cała woda przemieści się na ciemną stronę i tam osiądzie w formie lodu. Należy przypuszczać, że także część gazów ulegnie tam skropleniu, temperatura powietrza przy rozrzedzonej atmosferze może spaść nawet do kilkudziesięciu Kelwinów (poniżej krystalizacji CO2, a nawet gazów takich jak azot, czy tlen).

Najistotniejsze jest to, że grubość skorupy zastygającej Ziemi powinna być stała. Na biegunie nieoświetlonym jednak owa grubość skorupy będzie zawierała w sobie także grubość pokrywy lodowej. Wraz ze wzrostem głębokości zmieni się także struktura krystaliczna skały, gdyż krzepnięcie odbywa się pod dużym ciśnieniem. Skała taka będzie miała zagęszczoną konsystencję i różnić się będzie ciężarem od skały, która krzepnie przy powierzchni globu. Po ewentualnym rozpuszczeniu lodu pozostała skorupa skalna powinna wykazywać mniejszą grubość oraz większy ciężar właściwy skały, z której się składa.

Przemieszczające się masy przesuwają punkt ciężkości całej planety do tyłu, Ziemia robi się coraz bardziej owalna. Krążący wokół globu Księżyc także niezaprzeczalnie oddziałuje grawitacyjnie na Ziemię. Jeszcze dzisiaj jego wpływ możemy namacalnie zauważyć pod postacią pływów morskich. Ogromne masy wody przesuwają się wzdłuż kuli ziemskiej, a wraz z nimi także punkt ciężkości. Zlokalizowany w tylnej części planety ciężar rozhuśtany Księżycem obrócić się w końcu musi w kierunku Słońca. Na podobnej zasadzie działają zabawki zwane Wańka-Wstańka. Nieregularny rozkład masy powoduje obracanie się kuli zawsze jedną stroną do centrum grawitacji.

Teraz obserwujemy jednak ciekawe zjawisko. Zwały lodu ogrzane nagle słońcem zaczynają się raptownie topić. Kilkukilometrowa warstwa lodu zamienia się gwałtownie w wodę, która rusza w stronę bieguna wcześniej oświetlonego. W następstwie „wywrócenia się” planety oraz ruszenia wód powodowany jest ruch obrotowy planety wokół własnej osi. Dzięki temu cała planeta jest oświetlana.

Czy znajdujemy pozostałości tego procesu dzisiaj? Oczywiście! Skorupa Ziemi, która stygła w strefie oświetlonej jest gruba i zawiera zarówno na powierzchni lekką skałę uformowaną w niskim ciśnieniu, jak i głęboką warstwę o dużej gęstości. Płyta spod czapy lodowej będzie miała jedynie konsystencję skały głębinowej bez warstwy lekkiej, będzie także adekwatnie cieńsza. Implikacją będzie utworzenie się kontynentu, czyli płyty o niższej gęstości niejako pływającej po magmowym wnętrzu. Na biegunie nieoświetlonym mógł istnieć tylko lód, natomiast wzdłuż pasa o niskim nachyleniu Słońca mogła skupiać się także warstwa wody. Sucha płyta kontynentalna zajmowała więc około trzeciej części planety. Reszta była albo pod lodem, albo pod wodą.

Po roztopieniu się czaszy lodowej ruchoma woda stabilizuje planetę wytracając część energii obrotowej na pływy. Obrót wokół własnej osi się normuje, a jego oś przebiega przez środek bieguna oświetlonego. Masy wody przenoszą się wraz z punktem ciężkości planety, płyta kontynentalna także zaczyna spływać. Nie dość, że teraz stworzył się czop na biegunie, to jeszcze siły odśrodkowe go rozrywają. Rozszarpany na kilka płyt kontynent płynie powoli w kierunku punktu ciężkości planety dążąc do utworzenia bryły grawitacyjnie idealnej, jaką jest kula. Takie właśnie zjawisko tłumaczy rozpad superkontynentu zwanego przez świat naukowy Pangeą. Jeszcze dzisiaj kontynenty dryfują w kierunku środka ciężkości globu powodując kataklizmy trzęsień ziemi i tsunami.

Ponieważ Ziemia zawsze będzie miała eliptyczny kształt powodowany ruchem wokół własnej osi, tudzież cyklem słonecznym, który rozciąga planetę, za jakiś czas znów ustawiać się będzie środkiem ciężkości w kierunku Słońca. To zaś spowoduje odkładanie się wody pod postacią czapy lodowej na biegunie nieoświetlonym. Następuje okres zlodowaceń, w którym środek ciężkości przemieszcza się do tyłu planety, a następnie gwałtowne wywrócenie się globu, roztopienie lodu i globalna fala powodziowa. Każdorazowo część energii obrotowej wokół Słońca przeniesie się na cykl dobowy. Planeta zacznie wirować z każdym kolejnym glacjałem szybciej. Doba się skróci, cykl roczny zawierać będzie więcej dni.

Obecny poziom nauki bardzo enigmatycznie wyjaśnia powstawanie i dryf kontynentów; epoki lodowcowe tłumaczy się ruchem precesyjnym, a mityczne doniesienia o potopie zbywa milczeniem. Przypatrując się teoriom powszechnie panującym trudno nie odnieść wrażenia, że geneza nie jest rozumiana, a tłumaczenia opierają się na bardzo pokrętnych domysłach. Tak więc za powód dryfu kontynentów uważa się konwencję cieplną wewnątrz globu, za przyczynę zlodowaceń lekki postępujący wir osi Ziemi zwany precesją.

Zjawisko przemieszczania się osi Ziemi zostało zaobserwowane dosyć niedawno. Na podstawie odkrytego fragmentu ruchu obliczono, że pełen cykl precesyjny trwa około 26 tysięcy lat. Należy zaznaczyć jednakże, że do antycypacji zachowania planety uwzględniono tylko oddziaływanie grawitacyjne Księżyca oraz Słońca, nie brano pod uwagę skłonności Ziemi do ustawiania się biegunem do centrum orbity spowodowanego zmienionym punktem ciężkości planety. Czy więc nie należałoby zrewidować tej teorii?

Zasady mechaniki kwantowej opierają się na obliczaniu prawdopodobieństwa danej właściwości fizycznej. Świat subatomowy nie opiera się na obrazowych i rozumowych dywagacjach, poza stałą Plancka nawet podstawowe prawa nie muszą już obowiązywać. Fizycy przestrzegają przed próbą pojęcia mikro świata zasadami logiki, zachęcają do używania wyłącznie języka matematyki. Należy jednak bezwzględnie zaznaczyć, o czym już wielu Wielkich Fizyków wspomniało, że mechanika kwantowa daje odpowiedzi na zadane pytania, w których zostały podane pierwotne warunki. Wymaga to od nauki znajomości czynników stymulujących, wykluczane jest jednocześnie poznanie zasad, które nie zostały pierwotnie założone. Tak więc możemy policzyć prawdopodobieństwo wyrzucenia kostką odpowiedniej liczby z zadanego zbioru. Dla wartości 7, czy 0 takiego prawdopodobieństwa się już nie zakłada, ponieważ nie mieszczą się te wartości w kryteriach analizowanego zbioru.

Następujące po sobie zlodowacenia bardzo łatwo jest wyjaśnić na kanwie ruchu wody i przemieszczającego się środka ciężkości globu. Dzięki tej teorii znajdujemy wyjaśnienie globalnego potopu, fakt znalezienia ruin zamierzchłych cywilizacji w głębinach mórz i oceanów (poziom wód znacząco obniżony w czasie zlodowaceń), cyklicznego i nagłego ginięcia gatunków zwierząt. Nie tylko Biblia wspomina o kataklizmie potopu, także w dziełach Platona znajdujemy wzmiankę o cywilizacji Atlantów, których pochłonął ocean. Podczas gdy święcili oni techniczne tryumfy, na półkuli północnej panowało ostanie zlodowacenie. Poziom wód mógł być niższy o kilkaset metrów, Egipt leżał w strefie klimatu umiarkowanego, na starożytnych mapach zaznaczano znajdującą się dzisiaj pod lodem linię brzegową Antarktydy wraz z rysunkami zwierząt ją zamieszkujących.

Cykliczne zwracanie się Ziemi w kierunku Słońca oraz związane z tym późniejsze globalne potopy są odpowiedzialne za wyginięcie dinozaurów, kataklizm Atlantów, ale także za naszą przeszłość. Media donoszą o globalnym ociepleniu. Choć sporo miejsca w szpaltach przeznacza się na opis topnienia Arktyki, mało kto wspomina o sukcesywnym powiększaniu się Antarktydy. Gdyby lód Arktyki nie odkładał się na biegunie południowym podnoszący się poziom wód oceanicznych zalałby już wiele miast nadmorskich. Tymczasem w przeciągu ostatnich 125 lat, odkąd prowadzone są badania, poziom wód wzrósł o niecałe 15 cm, które mieszczą się w granicach błędu pomiaru. W tym samym czasie z roku na rok Antarktyda się powiększa bijąc rekord za rekordem. Informacja ta jest jednak z powodu niezgodności z tezą globalnego ocieplenia przemilczana, nieliczni przedstawiciele świata nauki próbują tłumaczyć niezaprzeczalny fakt spłaszczaniem się kontynentu, byle tylko nie runęła popularna teza. Zjawisko przemieszczania się masy wody na półkulę południową jest faktem, faktem też więc jest, że po przekroczeniu punktu krytycznego planeta się wywróci lodowcem w stronę Słońca, lód się stopi i przemyje kontynenty wielką falą.
Dla bryły zawieszonej w próżni nie ma znaczenia jej waga całkowita, znaczenie ma różnica rozmieszczenia ciężaru. Gdy siły się znoszą, nieistotne są ich wartości nominalne – decyduje natomiast nawet niewielka ich różnica. Jeśli umieścimy na orbitującej stacji kosmicznej spacerującą mrówkę, to jej ciężar w dłuższej perspektywie w istotnym stopniu wpłynie na ruch całej stacji, która zacznie się obracać wokół własnej osi. Nieistotne jaką proporcją jest ciało mrówki do całej stacji, dla stacji będącej w stanie równowagi tylko waga mrówki decyduje o sile przyciągania.
Warto znać proces fizyczny rządzący naszą planetą i się zawczasu do nieuniknionego kataklizmu przygotować. Potop nie był karą za grzechy; następny nadejdzie niezależnie od tego, jak się prowadzimy...
Tagi: Zlodowacenia


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.