Facebook Google+ Twitter

Czy Ameryce grozi recesja?

W odpowiedzi na kryzys na rynku hipotecznym w Stanach, Europejski Bank Centralny (EBC) zamierza wpompować około 500 miliardów dolarów w system bankowy. Finansiści wiedzą, że gdy Ameryka kicha, reszta świata łapie katar.

Drukowanie dolarów, licencja CC / Fot. Christopher Hollis for Wdwic Pictures, http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:United_States_Two_Dollar_Uncut_32-Subject_Currency_Sheet.jpgTydzień zaczął się od decyzji amerykańskiego Urzędu Rezerwy Federalnej (FED), który uruchomił transzę 20 mld dolarów. Drugie tyle dorzucił we wtorek Londyn, a EBC zapowiedział dwutygodniową akcję o wartości 500 mld dolarów. Wszystko po to, by w gorącym okresie świąt, bankom w strefie euro i dolara nie zabrakło gotówki. A że gotówki brakuje, jest już niemal pewne, tak samo jak realna wydaje się groźba kryzysu gospodarki, wywołana załamaniem rynku kredytów hipotecznych w Stanach.



Złe długi Ameryki



Chyba po raz pierwszy Amerykanie oglądali prezydenta Busha na konferencji prasowej w Białym Domu nie ogłaszającego kolejnej krucjaty w wojnie z terrorem, ale mówiącego o podjęciu zdecydowanych kroków w walce z falą niewypłacalności kredytobiorców. I prawdę mówiąc nikt już nie przejmuje się dalekim Irakiem, gdy w kraju co miesiąc prawie 150 tys. rodzin zawiesza spłatę zobowiązań, a podwyżka oprocentowania kredytów hipotecznych może wynieść nawet 20 proc.

Miedzy innymi dzięki niskim stopom procentowym, czyli tanim kredytom, w ostatnich kilku latach rynek nieruchomości cieszył się takim powodzeniem wśród inwestorów, że ci bez strachu inwestowali w ryzykowne kredyty hipoteczne, tzw. sub-prime. W efekcie ten segment rynku nieruchomości, aktywnie wspierany przez rząd USA, rozrósł się do rozmiarów bańki, która właśnie z hukiem pękła. Gwiazdą - bankrutem okazała się firma New Century Financial, która udzielała kredytów na „piękne oczy”, nie sprawdzając rzeczywistej kondycji finansowej kredytobiorców. Co więcej, by zdobyć jak najwięcej umów, brokerzy radzili swoim klientom korzystanie z sytemu, gdzie przez pierwsze lata spłaca się niskie odsetki, ale nie uprzedzali, że już za chwilę kwota do spłaty podwoi się. Wiele osób dało się nabrać.

Dom na przedmieściach, licencja CC / Fot. SanjibLemar, http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Single-family_home.jpgModel długo się sprawdzał, dlatego wiele innych firm poszło w ślady lidera. Szacuje się, że na rynku nieruchomości, w 2006 roku udzielono takich kredytów około 20 proc., z czego już teraz 1,7 mln należy do kategorii tzw. złych długów, w stosunku do których wszczęto egzekucję majątku. Liczba rodzin, które stracą domy w najbliższych dwóch latach może sięgnąć 2 milionów. Firmy wolą przejmować nieruchomości niż renegocjować warunki kredytów.



Bush na ratunek?



Prezydent USA, na wspomnianej konferencji, zapowiedział zamrożenie oprocentowania kredytów na pięć lat. Przyznał jednocześnie, że nie jest to zachęta do nieostrożnego brania kredytów, których nie można spłacić, czy też dla nieuczciwych firm sektora sub-prime.

Wcześniej jednak republikanie nie chcieli brać odpowiedzialności za nieprzemyślane decyzje współobywateli i wspominali, że podobne kryzysy są czymś naturalnym dla gospodarki. Skąd zmiana stanowiska? Mogą być tego dwa powody: przyszłoroczne wybory prezydenckie i niepokojące sygnały jakie wysyła gospodarka amerykańska.

Dolar mniej zielony



Dolar jest słaby. Kosztuje tylko 67 eurocentów. Cena baryłki ropy zbliża się już do magicznej granicy stu dolarów, a Amerykanie tracą miejsca pracy. Coraz więcej firm tnie koszty pracy i przenosi produkcję poza kraj. W ostatniej dekadzie koniunkturę w USA nakręcał sektor nieruchomości, na który składa się również budownictwo i wyposażenie domów. Amerykanie budowali się na potęgę, ale głównie na kredyt. Chętnie też brali pożyczki na konsumpcję. Tani import z Chin tylko wspierał takie zachowanie, dlatego deficyt handlowy stale się powiększał. Tak samo jak dług publiczny. USA pożycza już nawet w Indiach i Chinach. Jak dotąd, inflację udaje się utrzymać w ryzach, ponieważ Pekin świadomie osłabia własną walutę, skupując amerykańskie obligacje. Miedzy innymi dlatego ceny produktów chińskich są tak bardzo konkurencyjne.

W czym więc problem? Jeśli kryzys hipoteczny osłabi popyt Amerykanów, odczują to nie tylko ci, którzy eksportują do Stanów. Europejskie banki sporo zainwestowały w USA, stąd interwencja EBC. Zresztą system naczyń połączonych światowej gospodarki jest bardzo wrażliwy na niekontrolowany przepływ kapitału, czego dowodem był kryzys azjatyckich tygrysów z 1997 roku, który odbił się czkawką m.in. w Rosji i Argentynie. Tymczasem mówimy tu o potencjalnym kryzysie największej gospodarki świata.

Psychologia recesji



Budynek giełdy nowojorskiej (NYSE), licencja CC / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Pano-nyse.jpgŻaden rynek nie jest doskonały, każdy jest jakoś regulowany. Nikt też nie posiada pełnej wiedzy o rynku, dlatego decyzje giełdy i instytucji finansowych nie można uznać za w pełni racjonalne. Inwestorzy różnie szacują ryzyko i zyski w zależności od sytuacji, o czym mówi teoria perspektywy, za którą Daniel Kahneman w 2001 roku otrzymał nagrodę Nobla. Niekoniecznie twarde liczby i faktyczny stan gospodarki decydują o zachowaniu giełdy. Emocje są równie ważne.

Kiedy guru finansistów, poprzedni szef FED Alan Greenspan, wypowiadał się na temat gospodarki, każde jego słowo było od razu wnikliwie badane przez setki analityków. Jedno nieprzemyślane stwierdzenie mogło wywołać krach na giełdzie lub nieuzasadnioną hossę. Właśnie dlatego równie ważnym wskaźnikiem staje się poziom optymizmu konsumentów. Ekonomiści głowią się teraz czy amerykańscy hedoniści dalej będą tak radośnie konsumować? Jeśli mniej, to o ile? Czy spanikują?

Nikt nic nie wie...



Lub nie chce powiedzieć. Banki komercyjne nie chwalą się stratami, bo łatwo wywołać panikę wśród klientów. Dlatego banki centralne pompują dolary w system poprzez tzw. aukcje, na których korzystający z pomocy pozostają anonimowi. Regulatorzy rynku ani rządy narodowe nie mają pojęcia jaka jest faktyczna skala strat sektora bankowego.

Miliardy dolarów interwencji mogą wydawać się górą pieniędzy ale np. cały komercyjny sektor bankowy w USA to aż 10,9 tryliona dolarów. Dlatego wszystkie działania banków centralnych są zabiegami kosmetycznymi, mającymi na celu odbudowanie zaufania do sektora bankowego - bagatelizuje interwencje ekonomista Roger M. Kubrych w wypowiedzi dla portalu CFR.org - Ważniejszym pytaniem jest, jak wiele zabezpieczeń, którymi chwalą się banki, faktycznie zadziałało.

Pozostaje więc czekać i trzymać kciuki za Amerykanów. Tak samo jak robią to Chińczycy, Hindusi, szejkowie znad Zatoki Perskiej i Europa. W końcu jedziemy na tym samym, globalnym wózku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Polecam
http://www.exklusiv.pl/artykul/id,154

Komentarz został ukrytyrozwiń

jako totalny amator w tych sprawach przeczytałem z zainteresowaniem i za wzbudzenie tego zainteresowania plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

1. Jeszcze raz: proces wpompowywania potrwa dwa tygodnie. Jeszcze trwa. Operacja nie zakończyła się w jeden dzień, więc pisząc 'bank wpompował' nie jest się precyzyjnym. Cała kasa nie została od razu wpompowana. W podanym przykładzie z Onetu, autor uzył czasu przeszłego i ... tak naprawdę nie ma to większego znaczenia. Bo skupiał się na efekcie jaki miało odnieść podanie takiej informacji.

2. Zresztą albo oba teksty traktują widocznie o innym rozmiarze tej samej akcji (Onet o części, ja o całości) albo autor fatalnie się machnął:

'Rynkom pomogła udana akcja Europejskiego Banku Centralnego, który wpompował 500 mln euro,by zbić cenę pieniądza na rynku międzybankowym'.

Pisałem o 500 mld USD, a Onet o 500 mln euro. Możliwe, że autor ma dokładniejsze informacje i tego dnia interwencja opiewała na kwotę 500 mln euro (i napisał o wpompowaniu). Nie zmienia to faktu, że cała akcja trawjąca dwa tygodnie to 500 mld USD w systemie (czyli moje 'wpompowywanie'). Swoją drogą to ciekawe, co pisze Onet: 500 mln euro czyli prawie 718 mln dolarów, to mniej niż jedna pięćsetna wartości całej interwencji.Jeśli codziennie przez dwa tygodnie EBC miałaby pompować podobne kwoty, to nie wyrobi się w dwa tygodnie. Mozliwe, że wyższe kwoty wpadną do systemu przed nowym rokiem.

pozdr

Komentarz został ukrytyrozwiń

No dobrze że analiza, to nie zmienia jednak faktu że masz błąd w tekście bo piszesz że zamierza wpompować, a już dawno to zrobił ! Opublikowałes to po tym jak juz to się stało, powinieneś więc to uwzględnić przed wysłaniem tekstu.

Tutaj dowód:

http://gielda.onet.pl/0,1459010,komentarze.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

powiedziałbym raczej- gdy Ameryka ma lekki katarek reszta świata kicha ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wpompowanie euro w system polega na udzielaniu pozyczek bankom w tej walucie na preferencyjnych zasadach, poniżej rynku. Akcja pożyczkowa EBC będzie trwała dwa tygodnie w okresie około świątecznym (taki jest sens tej interwencji).

Materiał nie jest tylko suchą informacją ale szerszą analizą. Bardzo aktualną, bo banki centralne właśnie teraz interweniują na rynku.
Co więcej nie jest praktyką udzielanie pozyczek 16- dniowych (z taką mamy tu do czynieniu) na przełomie roku. We wtorek wieczorem trąbiły o tym agencje (np. biznesowy Reuters). W środę wieczorem pojawił się ten tekst.

pozdr.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pierwsze zdanie heada: "W odpowiedzi na kryzys na rynku hipotecznym w Stanach, Europejski Bank Centralny (EBC) zamierza wpompować około 500 miliardów dolarów w system bankowy."

Na początku tego tygodnia EBC wpompowało właśnie takie pieniądze ! informacja więc jest nieświeża.

Minus z mojej strony za wprowadzanie w błąd.

Komentarz został ukrytyrozwiń

za to mozna wybrać się do NY na zakupy, sprawa wielce opłacalna;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.