Wojny Ameryki, które też są naszymi, stają się bezsensowne, bo wyniszczające. Z tej równi pochyłej może USA, ale i cały świat (Polskę też), zawrócić tylko nowy prezydent. Nie John McCain, ale Barack Obama.
Zobacz także:
Artykuły
(246)
Galerie
(26)
Średnia ocen
(3.91)
Wiek: 28 | Miejscowość: Zagranica | Kraj: UK
O mnie: Mieszkam w Anglii. Interesuję się muzyką i wszystkim innym.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Szymon Niemiec 04.09.2008 16:14
Wiesz Robercie, Floryda tym razem może nie odegrać tak wielkiej roli jak chociażby Pensylwania, która w tych wyborach może się okazać swing state. Jest ogromna ilość niewiadomych co do wyniku głosowań w dużych (tak zwanych biorących) stanach. Alaska ma 3 głosy elektorskie, więc prawdę powiedziawszy, w ogólnym rozrachunku nie liczy się praktycznie. Paradoksem wyborów USA jest to, że możesz wygrać wybory we większości stanów i przegrać w Electoral Colleage. ;)
Szymon Niemiec 04.09.2008 15:22
Nie lekceważę Republikanów Robercie. Raczej patrzę nieco pomiędzy liniami. Ta kampania jest bardzo dziwna, bo całkowicie odbiega od przyjętych zasad i tradycji. Wiele rzeczy zdarzyło się po raz pierwszy. Republikanie w tych wyborach popełnili wiele błędów, próbując kopiować działania Demokratów, ale w taki specyficzny sposób, który bardziej ich ośmieszał niż pomagał. Obama poszedł utartym szlakiem, zaczynając od ugruntowania swojej bazy (skrajnej lewicy), by następnie przesunąć się do centrum (co jest normalną praktyką w wyborach w USA - normalną i sprawdzoną). McCain zrobił to odwrotnie, próbując odciąć się od porównań z Bushem. Tyle, że ta taktyka zawiodła, bo w obecnej sytuacji baza republikańska, czyli skrajni konserwatyści są wystarczająco mocno podzieleni, by nie zjednoczyć się w ciągu 2 miesięcy jakie zostały do wyborów. Palin bez wątpienia była zaskakującym rzutem na taśmę, ale wątpię aby spełniła nadzieje w niej pokładane.
Szymon Niemiec 03.09.2008 19:57
Anno, "wycofanie" się kandydatów na vice prezydentów ma już swoją tradycję w wyborach w USA. Wierz mi, opinia pani Palin będzie miała tutaj ostatnie znaczenie ;)
Barbaro, podejście do życia prywatnego tym się różni od podejścia do polityki kraju, że w tym drugim obowiązuje (przynajmniej w USA) konstytucyjne i trwałe rozdzielenie Church & State.
Anna Motreanu 03.09.2008 19:34
Co do zachowania Pani Palin, nie dziwi mnie ono absolutnie - jej ostatnie dziecko, ktore urodziła w tym roku, mialo zdiagnozowany system Downa już podczas badań prenatalnych, a mimo to urodziła. Więc to, że przyjmuje ciążę córki w ten sposób nie dziwi mnie wcale.
Rzeczywiście oficjalnie dzieciaki maja sie pobrać, ale ponoć na koncie MySpace tego młodego taty, padło stwierdzenie, że on nie chce żadnych dzieci...
Wlaśnie przed chwila obejrzalam jakąś sondę przeprowadzoną na ulicach Stanów Zjednoczonych. jeden z przechodniów powiedział: "Skoro jest taka religijna, a jej nastoletnia córka mimo to zaszła w ciążę to chyba znaczy że nie umie przekazać swoich wartości dzieciom. W jaki sposób będzie w stanie przekonac nas?". Oczywiście nie będę dyskutowac o zasadności tej tezy, przytaczam ją tylko jako przykład odbioru Pani Palin.
Szymonie, nie wydaje mi sie żeby się wycofała... a w jej "szaleństwie" jest metoda :)
BARBARA Romer Kukulska 03.09.2008 16:30
Wiem Szymonie, ale
ale akurat to spostrzeżenie chyba warte jest przytoczenia. ( już gdzieś je zacytowałam)
"Sarah Palin, kandydat na wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych u boku Johna McCaina poinformowała, że jej 17-letnia córka Bristol jest w ciąży. Ojcem dziecka jest 18-latek. Oboje chcą nie tylko urodzenia dziecka, ale też zamierzają się pobrać. A Sarah Palin i jej mąż zapewniają w specjalnym oświadczeniu, że Bristol może liczyć na ich “bezwarunkową miłość i wsparcie”.
I nie byłoby w tym nic interesującego, bo rolą rodziców jest właśnie wsparcie własnych dzieci, gdyby nie kontrast jaki dostrzec można w działaniach Sarah Palin i Baracka Obama. Dla gubernator Alaski dziecko, także nastoletniej córki, to osoba, której trzeba bronić i opiekować się nim. Dla Obamy to samo dziecko to “kara”. I nie są to niestety słowa bezpodstawne. Podczas własnej kampanii w Pensylwani Barack Obama owarcie powiedział, że gdyby jego córki (na razie, z powodu wieku, to niemożliwe) zaszły w ciąże jako nastolatki, to on chciałby by miały możliwość aborcji, tak by nie “karać” ich za błędy młodości…
I te słowa w zasadzie wystarczą do oceny życiowej postawy kandydatów. Dla Palin jej wnuk to ktoś o kogo warto walczyć, a córka to ktoś komu trzeba pomóc. Dla Obamy jego potencjalny wnuk to kara dla jego córek. Nic dodać, nic ująć. " Tomasz Terlikowski
Szymon Niemiec 03.09.2008 16:14
Barbaro, zwróć proszę uwagę, że pan redaktor Terlikowski jest niezłym teologiem katolickim, ale politologiem raczej miernym. Nie jest również amerykanistą (a raczej wręcz amerykanofobem) ;)
Dlatego jego opinie na temat wpływu działań ewangelikalnych na politykę USA nie są dla mnie wytyczną. Wolę polegać na opiniach ludzi, którzy politykę USA studiowali i znają ją na wylot :)
Demokracja amerykańska jest krańcowo różna od polskiej. Krańcowo odmienne są tam priorytety i mechanizmy polityczne, socjologiczne i wyborcze. Sam się dopiero uczę je poznawać, dzięki naprawdę dobremu nauczycielowi.
BARBARA Romer Kukulska 03.09.2008 16:08
Szymonie śmiem przypuszczać wręcz odwrotnie. Akurat przeczytałam Blogg pana Tomasza Terlikowskiego w portalu Tezeusz.
Szymon Niemiec 03.09.2008 15:40
Myślę Anno, że ostatnie informacje ujawnione na temat pani Pallin poskutkują jej rezygnacją w niedługim czasie. Szczególnie wideo z jej przemowy w swoim kościele, gdzie wprost stwierdziła, że w swojej polityce będzie się kierowała głosem Boga. Takie deklaracje, które są może dopuszczalne z punktu widzenia osoby wierzącej, dla polityka w USA są samobójcze.
Anna Motreanu 03.09.2008 09:12
Dodam tylko, że dużym problemem w kwestii jej kandydatury jest fakt, iż sami republikanie (a raczej ich część) patrzą dosyć sceptycznie na wybór McCaina. Dodatkowo, gdyby McCain, hipotetycznie wybrany na prezydenta, z jakichś przyczyn nie mógłby kontynuować kadencji, Palin objęłaby urząd prezydenta... a to wielu Amerykanów przeraża...
Anna Motreanu 03.09.2008 09:08
Przystopowałabym z niedocenianiem Sarah Palin.
McCain wiedział co robi wybierajac ją na swojego running-mate. W ten sposób prawdopodobnie liczy na szacowane 18 milionów głosów które "lezy na ulicy" po tym jak Hilary wycofała się z wyborów. Palin ma za zadanie te głosy, w dużej mierze kobiece, dla McCaina "pozbierać". Dodatkowo, wybierając młodą, energiczna i nieznaną twarz, wyjmuje z reki Obamy argument "The change is comming". Palin to wlasnie McCainowska odpowiedź na polityke zmian i świeżego powiewu w polityce.
Słyszałam ta Panią w telewizji. Młoda, inspirująca, energiczna, very approachable... myslę że rzeczywiście Biden może ja "zagryźć" w debacie, ale z drugiej strony wypadnie na jej tle skostniale i staro :). Mówi się o niej że to taki typ Maveric'a... a jej kariera jest równie ciekawa co Obamy.
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +180)