
W ubiegłym tygodniu witryna internetowa prowadząca sprzedaż przeżyła istne oblężenie. Chętnych było tak wielu, że zablokowały się serwery i przez kilka dni strona podawała jedynie komunikat "system chwilowo wyłączony". Po rozładowaniu się "internetowego korka" sprzedaż została dokończona. Zamówione zostały wszystkie bilety!
– To nie oznacza, że wszystkie zostaną sprzedane. Firma, która się tym zajmuje, musi mieć dowody wpłaty, żeby wysłać bilety do odbiorcy. Czasami zdarza się jednak, że ktoś nie wykupi rezerwacji. Wtedy bilety wracają do nas. W czwartek będziemy mieć pełny raport dotyczący wejściówek na mecze Polska - USA. Sądzę, że do kas Spodka trafi jakaś niewielka pula biletów - mówi Jan Zaremba (wiceprezes Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej), odpowiedzialny za dystrybucję biletów na rozgrywki LŚ w Polsce.
Taka sytuacja miała właśnie miejsce w Łodzi, gdzie do kas hali MOSiR rzucono resztki biletów pozostałych z niezrealizowanych zamówień internetowych. Jak się można było domyślać, popyt znacznie przekroczył podaż. Większość biletów padła łupem dobrze zorganizowanych "koników", którzy natychmiast po zakupie oferowali bilety po cenach kilkakrotnie wyższych. Za wejściówkę o nominalnej cenie 40 złotych żądali nawet 150. Nic dziwnego, że dystrybucja biletów wywołała wielki niesmak, a nawet awantury pod kasami.
W Spodku jeszcze nic nie wiadomo na temat ewentualnych biletów. Gdyby jednak się takie pojawiły to... – Też nie możemy zabronić "konikom" kupowania biletów. Gdyby to była nasza impreza, to co innego, ale my jesteśmy tylko pośrednikiem. Niektórzy organizatorzy imprez próbują przeciwdziałać handlowaniu biletami w drugim obiegu i wystawiają przy kasach swoich ludzi - usłyszeliśmy w sekretariacie zarządu. W przypadku Ligi Światowej raczej trudno na to liczyć. Trzeba się zdać raczej na własny refleks, śledzić uważnie informacje i stanąć pod kasą w odpowiednim momencie. O ile, oczywiście, jakiekolwiek bilety trafią do kas.
Jarosław Galusek
PT