Facebook Google+ Twitter

Czy bieganie jest naprawdę nudne?

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2010-12-17 09:08

Wiele już napisano o zaletach biegania. O tym, że ma zbawienny wpływ na nasze serce, pozwala schudnąć, poprawia kondycję itp. Dodatkowo, jest to sport stosunkowo tani, dostępny praktycznie dla każdego. Wystarczą buty do biegania i dres.

 / Fot. Justyna WtulichAle te niepodważalne zalety bledną przy jednej rzeczy. Otóż w oczach wielu osób bieganie jest... po prostu nudne. Trochę tak, jak owe polskie filmy w słynnym dialogu z filmu "Rejs" - nuda Panie, nic się nie dzieje. Nuda i dłużyzna.

Ale czy rzeczywiście bieganie musi być monotonne, jednostajne i nudne? Wcale nie. Bieganiem można się bawić. Co więcej, owa zabawa to jednocześnie znakomity środek treningowy. Nazywa się fartlek.

Nazwa pochodzi z języka szwedzkiego i w wolnym tłumaczeniu oznacza "zabawę prędkością". Za jego twórcę uważa się Szweda, Gostę Holmera. Gosta Holmer, sam będąc sportowcem (na Igrzyskach w Sztokholmie w 1912 roku zdobył brązowy medal w dziesięcioboju) szukał nowych metod treningu lekkoatletycznego, pozwalających rozwijać zarówno szybkość jak i wytrzymałość. Stworzył więc fartlek.

Główną zasadą fartleku jest... brak zasad. Wszystko zależy od nas samych, od naszego samopoczucia danego dnia, od poziomu wytrenowania. Owszem, jak każdy trening ma określone ramy, ale to my wypełniamy je treścią. Klasyczny fartlek w dużym uproszczeniu wyglądał mniej więcej następująco:

- ok. 15 minut rozgrzewki,

- bieg na tzw. "dogrzanie", czyli w trochę szybszym tempie, o długości ok 1 - 1,5 km,

- część główna, składająca się z wielu krótkich przyspieszeń, których szybkość, długość i ilość zależała od samego trenującego, jego samopoczucia i dyspozycji w danym dniu,

- 10-15 minut tzw. "schłodzenia".

Niewątpliwym plusem takiego treningu jest właśnie ów brak zasad. Daje to nam dużą swobodę w doborze obciążeń treningowych, pozwala trenować w zgodzie z naszym samopoczuciem, w zgodzie z naszym ciałem. Nie oznacza to bynajmniej, że taki trening to pełna samowolka. Musimy bowiem pamiętać, że słowo fartlek oznacza zabawę szybkością, a zatem nie możemy biec jednostajnie. Możemy natomiast w ramach fartleku sami decydować, czy biegniemy sprintem np. 60 czy może 150 metrów oraz, czy później wypoczywamy przez 800 czy też może 600 metrów w truchcie.

Do biegania fartleków najlepiej wybrać sobie park, las, czy też inne miejsce z w miarę miękkim podłożem. Przykładowy fartlek może wyglądać tak:

Po kilkunastominutowej rozgrzewce, w ramach której np. truchtamy, robimy skipy, wieloskoki, skłony, wymachy ramion itp. oraz po przebiegnięciu jednego dłuższego odcinka na tzw. "dogrzanie" zaczynamy zabawę. Biegniemy np. "na maxa" od jednego do drugiego drzewa, po czym odpoczywamy truchtając. Sami decydujemy, czy szybsze odcinki zaczynamy wolniej, a kończymy szybciej, czy też na odwrót. Sami też decydujemy o długości przerw. Jedynym wyznacznikiem ma być nasz wewnętrzny głos, który powie nam, że jesteśmy gotowi do kolejnego szybszego odcinka. W terenie pagórkowatym możemy np. biec jak najszybciej na podbiegach, a na zbiegach przechodzić do truchtu. Wszystko zależy od nas samych.

Spora część biegaczy może powiedzieć: phi, cóż to za trening. Wszak wiadomo, że trzeba mieć wybieganą odpowiednią liczbę kilometrów w pierwszym zakresie, odpowiednią w drugim, do tego trenować siłę biegową itp. Poza tym, cóż to za trening, kiedy nie sprawdzamy dystansu, nie kontrolujemy czasu, tempa itd.

Dla tych maruderów i wątpiących garść faktów. Najbardziej znany podopieczny Gosta Holmera, niejaki Gunder Haag w latach czterdziestych ubiegłego stulecia piętnastokrotnie (!) poprawiał rekordy świata na dystansach od 1500 do 5000 km, z czego dziesięć w 1942 roku (w ciągu trzech miesięcy).

Na naszym polskim podwórku nieco zmodyfikowany fartlek stosował z kolei Jan Mulak, legendarny trener polskich lekkoatletów, twórca Wunderteamu, człowiek, dzięki któremu w latach 1956 - 1966 Polska była jedną z potęg lekkoatletycznych. A tacy zawodnicy jak Zdzisław Krzyszkowiak i Jerzy Chromik w biegach, Józef Szmidt w trójskoku, Edmund Piątkowski w rzucie dyskiem czy Janusz Sidło w rzucie oszczepem bili rekordy świata i zdobywali złote medale na mistrzostwach Europy i Igrzyskach Olimpijskich.

Pamiętajcie o tym, kiedy następnym razem wyjdziecie pobiegać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

niepodam
  • niepodam
  • 17.12.2010 12:59

Dla wszystkich, którym się to nie podoba bo uważają to za zabawę, polecam spadochron oporujący, kamizelkę z obciążeniem oraz zwilżoną maskę ochronną (taką cieniutką). Ciężko się w tym wszystkim biega ale za to widać efekty już po paru treningach. Maseczka jest z tego wszystkiego najgorsza.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.12.2010 10:05

Tego rodzaju trening ma jeszcze kilka zalet - naturalne przeszkody w parku czy lesie są doskonałymi przyrządami do ćwiczeń, urozmaicają trening. W ten sposób nigdy nam się nie znudzi.
Ale pierwsza rzecz i bodaj najważniejsza - trzeba po prostu chcieć.
5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.