Facebook Google+ Twitter

Czy chrabąszcze zjedzą nasze lasy?

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-04-05 13:32

Trwa wyścig z czasem. Jeśli resort rolnictwa nie wyda zgody leśnikom na oprysk, to w maju piękne nadpilickie lasy zaatakują miliardy chrabąszczy. Gałęzie zostaną błyskawicznie, jak po napalmie, ogołocone z liści. Ostatni wyrój tych owadów na tak olbrzymią skalę był 60 lat temu.

Pędraki od prawie czterech lat siedzą w ziemi i podgryzają korzenie drzew, ale na początku maja niezliczona liczba już ukształtowanych, wygłodniałych owadów przypuści atak na ich korony. I choć leśnicy mają blisko 6 mln zł na walkę ze szkodnikami, to ciągle brakuje zgody ministra rolnictwa na użycie japońskiego środka - mospilanu.

Piotr Ozga, nadleśniczy Nadleśnictwa Piotrków, nie ma wątpliwości, że jeżeli w tym roku nie będzie oprysku, przy założeniu, że każda samica złoży 30 jaj, z czego połowa przeżyje, to za 4 lata chrabąszczy będzie 15 razy więcej i rocznie będą niszczyć kilkaset hektarów młodych drzewek.

- Ale już w tym roku, kiedy wczesnym majowym wieczorem wejdziemy do lasu, będziemy mieć wrażenie, jakby nad głowami latały nam helikoptery - mówi Ozga.

Z wnioskiem o dopuszczenie mospilanu do oprysku Generalna Dyrekcja Lasów Państwowych wystąpiła do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi na początku roku. Wniosek poprzedziły wielomiesięczne prace naukowców. - Musieliśmy ocenić zagrożenie i wybrać najskuteczniejszy środek, który z chrabąszczami się rozprawi - mówi dr nauk leśnych Roman Kapuściński, wiceszef GDLP. - Okazało się, że problem w tej skali ostatni raz notowany był tuż po wojnie.

Tak wtedy, jak i teraz, chrabąszcze na miejsce inwazji wybrały lasy w Łódzkiem. Tak naprawdę nie wiadomo, dlaczego. - Tak to ze szkodnikami bywa, że mają swoje tradycyjne regiony występowania - przekonuje Kapuściński.

Naukowcy i leśnicy obliczyli, poprzez kopanie dołów i liczenie pędraków, że na metrze kwadratowym może pojawić się nawet tysiąc chrabąszczy. Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Łodzi zgłosiła do oprysków 40 tys. ha lasów. Głównie z nadleśnictw Piotrków, Spała i Smardzewice.

Resort środowiska nie miał większych uwag do mospilanu, powszechnie używanego w rolnictwie i ogrodnictwie, i zgodził się na oprysk. Jednak ostateczna decyzja należy do ministerstwa rolnictwa, a tej wciąż brak. 2 kwietnia komisja ds. środków ochrony roślin doradziła ministrowi wydanie zgody na oprysk, ale dopiero po opracowaniu zasad użycia środka, czym ma się teraz zająć ministerialny departament ochrony roślin.

Leśnicy obawiają się, że będzie za późno, tym bardziej że przed opryskiem muszą m.in. wybrać w przetargu firmę, która zrzuci z samolotów mospilan, zarezerwować lotniska i z miesięcznym wyprzedzeniem zamówić u Japończyków preparat, bo nie będą mogli 225 tys. litrów dostarczyć z dnia na dzień.

Zdaniem Grażyny Jaworskiej z Europejskiego Stowarzyszenia Ekologów, leśnicy powinni znaleźć naturalną metodę walki z chrabąszczami, bo działanie mospilanu na lasy nie jest zbadane.

- Nie wiadomo np., czy nie będą padały ptaki, które pożywią się zatrutymi owadami - obawia się Jaworska.

Jedyną naturalną metodą pozbycia się chrabąszczy jest otrząsanie drzew i zbieranie owadów. Przy obecnej skali zagrożenia jest to niewykonalne. Mospilan może też podrażniać drogi oddechowe człowieka, dlatego Barbara Piórkowska z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Łodzi uważa, że jeśli dojdzie do oprysków, to leśnicy powinni wprowadzić zakaz wstępu do lasów. Leśnicy zapewniają, że zachowają wszelkie środki bezpieczeństwa.

Aleksandra Tyczyńska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.