Facebook Google+ Twitter

Czy cierpimy na syndrom wody sodowej?

Przed nami adwent. Z tej okazji popijam sobie grzane wino z goździkami i dumam. Nad czym? Nad tym, że życie każdego z nas zasługuje na pamiętnik. Mam przed sobą kolorowy magazyn, w nim nikomu nieznana autorka dzieli się swoimi wspomnieniami. Zapiski mają charakter pamiętnika. Są niezwykle ciekawe, autentyczne i szczere.

Grzane wino z goździkami i takież same samokowite pierniki w polewie czekoladowej przysparzają adwentowy nastrój. Fot. Rajmund Czok / Fot. Podpowiada nam, iż nie należy nigdy sugerować się znanymi nazwiskami, którym zamarzyło się zaistnienie w literaturze. Większość znanych nazwisk - zdaniem autorki - nie wzięło jeszcze pióra do ręki, a znajomość ortografii, gramatyki i interpunkcji jest im całkiem obca. Bez fachowej pomocy nie sklecą najprostszego zdania, ale usiłują zaistnieć. Do przekazania mają jedynie skandale, zdrady, rozwody, darmowe fety, alkoholowe balangi i liczne kochanki.

Nastała obecnie dziwna moda na urojone wspomnienia, okraszane wybrednymi impertynencjami. Owe „publiczne osoby” (czytaj: pseudo literaci) z braku pisarskiego talentu zlecają doświadczonym dziennikarzom z wyobraźnią i fantazją, napisanie książki za odpowiedni szmal. Potem firmują swoim nazwiskiem, książka staje się bestsellerem, a ich samych czekają liczne wywiady, wieczory autorskie, zdjęcia na pierwszych stronach czasopism.

Z tej dewizy „być albo nie być” korzystają najczęściej sportowcy oraz wszelkiej maści gasnące „gwiazdy” dużego i małego ekranu. Pragną popularności (i szmalu) zanim zostaną zepchnięci na margines. Podobnie zresztą dzieje się wśród błękitnokrwistych, ale u nich nieodłącznym atrybutem bywają jedynie zdrady, separacje i desperacje.

Zmieńmy nieco temat. Ostatnio byłem na galowym przyjęciu, na którym wystąpił doskonały ale mało znany zespół muzyczny. Jako gwiazdę anonsowano
znanego humorystę, któremu za trzy mało dowcipne monologi dano do ręki kilkadziesiąt tysięcy złotych. Pięcioosobowy zespół muzyczny z piosenkarką był przy nim „kopciuszkiem”. Humorysta chwalił się, że honorarium było za jego popularność i nazwisko!

Powyższy przykład dowodzi, jak bardzo w życiu liczą się koneksje. Inaczej coś się traci. Pisarz, poeta, czy dziennikarz, władający najdoskonalszym piórem, to obecnie obraz bardzo smutny. Często popularność dotyka niesprawiedliwie, spada na jakieś kurioza, gdzie paść nie powinna. Tak bywa również z coroczną nagrodą literacką „Nike”, przyznawaną nierzadko autorowi tylko jednej książki oraz telewizyjnym „Wiktorem”, przyznawanym po koleżeńsku i z zażyłej znajomości. Fakty mówią za siebie.

Telewidzowie nie mogą pojąć, że telewizja biadoli na brak pieniędzy, skoro na reklamach zbija ogromne miliony? Bieda ma korzenie w złej i rozrzutnej gospodarce finansami. Czy pensje dyrektorów, redaktorów i moderatorów TV muszą koniecznie sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych? Albo za udział w jakimś cyklicznym programie TV przeciętna „gwiazda” zasługuje na kilkusettysięczne
honorarium? Przeciętny konsument chleba z margaryną, gdy czyta o tym w prasie, dostaje destrukcji układu pokarmowego. Ale czy to coś zmieni, skoro na układy nie ma rady? Chciałbym, by te moje przedadwentowe impresje były należycie ocenione i zrozumiane.

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Temat jak najbardziej na czasie. Nie zawsze popularność jest wynikiem opinii publicznej, lecz tak jak autor podkreśla wytworem koneksji. Wystarczy popatrzeć dookoła jak dzieci gwiazd automatycznie stają sie gwiazdami ...
Ale mimo wszystko większa cenę ma popularność zarobiona praca czy też talentem. Gwiazdy co nagle rozbłysły, szybko zgasną. Sława czasem jest jak gra w Lotto ... ale potem jak tą wygraną utrzymać gdy była prawem przypadku? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.