Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

182571 miejsce

Czy firmowa strona internetowa ułatwia kontakt z klientem?

Polskie firmy chętnie zakładają strony www i posługują się adresami mailowymi, by pozyskać klientów. Ale czy to się udaje? Postanowiłam przeprowadzić eksperyment.

fot. Edyta PiotrowskaZ ogłoszeń reklamowych rozklejonych na przystanku autobusowego zebrałam adresy mailowe do kilkunastu szkół językowych, tańca, ofert kursów maturalnych i uczelni wyższych. Na wskazane adresy wysłałam maila z prośbą o udzielenie kilku szczegółowych informacji o ofercie i kosztach kursów.

Okazało się, że internetowy kontakt wciąż pozostawia wiele do życzenia. Bo jeśli już otrzymałam odpowiedź, to była ona prośbą o odnalezienie informacji na stronie internetowej. Tak odpowiedziało 11 z 18 zapytanych firm.

Specjaliści od public relations twierdzą, że takie traktowanie klienta może być wynikiem pobieżnego przeglądania skrzynek mailowych. – Ogólne adresy mailowe, na które odsyłani są klienci, zazwyczaj do nikogo nie należą, a pracownicy przeglądają je wtedy, kiedy mają czas. Dlatego zostajemy odsyłani na firmową stronę internetową – mówi Agnieszka Szymanowska z firmy TBWA.

Okazuje się, że adres mailowy mieć po prostu wypada. Jednak wbrew pozorom, nie służy on do polepszenia kontaktu z potencjalnym klientem. Bo firmy zbywają interesantów zdawkowymi informacjami. Przekonałam się o tym podczas korespondencji mailowej ze szkołami jogi. Od pracowników otrzymałam tylko informacje o sposobie prowadzenia kursu i liczbie osób w grupie. Moje pytanie o cenę zajęć pozostało bez odpowiedzi. Poradzono mi, abym zapoznała się ze stroną internetową. Szkoły prowadzące kursy tańca także pobieżnie odpowiedziały na maila. A w odpowiedzi nie podały nawet adresu siedziby. Ponownie zaproponowano mi zajrzenie na stronę internetową. Tylko jedna podała w odpowiedzi numer telefonu. Pytanie o cenę pozostało bez odpowiedzi. Czyżby lekcje tańca były darmowe?

Najbardziej "przyjazne" dla klienta okazały się szkoły językowe – mailem informują o cenach, liczbie osób w grupie i sposobie prowadzenia kursu. Zapraszają do siedziby, podają numer kontaktowy. Jednak i tu nie obyło się bez odesłania na stronę www – "wszystkie informacje znajdzie pani na stronie internetowej" – czytam w odpowiedzi.

Choć od wysłania maili upłynęło już kilka dni, nadal nie mam odpowiedzi na pytania zadawane uczelniom wyższym. Oczywiście zależało mi na szybkiej odpowiedzi – przecież zajęcia się już zaczęły. Nie wiem, czy zabrakło miejsc, czy może chęci na udzielenie odpowiedzi? Wciąż czekam.




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pomimo posiadania witryn internetowych i adresów e-mail nasze firmy bardzo często zaniedbują właściwy kontakt internetowy z klientem. A tymczasem kontakt wirtualny trzeba traktować równie poważnie jak osobisty; klient zlekceważony choćby poprzez brak odpowiedzi na e-mail zrazi się do firmy i pójdzie tam gdzie poinformują go szybciej i dokładniej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadza się. Nasza firma 60% klientów pozyskuje ze strony internetowej. Reszta to klienci z polecenia. Ale szefa było ciężko przekonać, do tej formy reklamy. Fakt, że obsługa musi być praktycznie on-line, ale dużo "wysiłku" do tego nie potrzeba.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Okazuje się, że adres mailowy mieć po prostu wypada." --- dokładnie tak właśnie jest i to nie tylko z adresem email, ale także z cała stroną internetową, która musi być przede wszystkim efektowna (a że ładuje się do przeglądarki kilkanaście munut, to już nikogo nie obchodzi).
---
Ja również przekonałem się na właśniej skórze, że na konkretne pytanie wysłane emailem otrzymuje się odpowiedź np. po miesiącu (tak było z Muratorem) lub w ogóle (Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego i Wyższa Szkoła Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki - obie w Warszawie).

W przypadku wysyłki emailem aplikacji w sprawie pracy, nawet firmy zajmujące się rekrutacją zastrzegają, że odpowiadają jedynie na te oferty, które im "podchodzą" - gdzie tu zasady dobrego obyczaju, które nakazują wysłanie chociaż skromnej odpowiedzi i to w ciągu 1-2 dni. Ech...
---
Z drugiej strony, swojego czasu wysłałem zwykłe zapytanie o możliwość zatrudnienia się w Ericssonie w Szwecji. I co? Po tygodniu znalazłem w tradycyjnej skrzynce na listy odpowiedź przygotowaną na specjalnym papierze z odręcznym podpisem samego Prezesa. A więc niektórzy mają styl i znają zasady... Nam w Polsce w najbliższym (?) czasie to nie grozi.
---
Bardzo dobrze, że ktoś wreszcie "głośno" opisał opisał stan faktyczny. Plus!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na Allegro itp. jest podobnie - sprzedawca opisuje towar, ale - jeśli prowadzi firmę - ma stronę główną, na której podane są szczegóły, np. opłaty pocztowe, rabaty itp. Czasami dość obcesowo przy licytacji wzmiankują - nie udzielamy odpowiedzi na pytania zamieszczone na srtonie głównej. Jeśli dziennie dostają kilkadziesiąt pytań, a pytającym nie chce się zajrzeć na stronę główną? A do tego mają wielu klientów i specjalnie im nie zależy? Myślę, że obie strony powinny się uczyć korzystania z interentu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.