Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

175665 miejsce

Czy jest dla nas jeszcze jakaś nadzieja?

Pytanie o nadzieję jest pytaniem retorycznym. Zawsze jest, zawsze musi być, bo ona właśnie jest odpowiedzią na poplątane meandry ludzkiego bytu.

Są ludzie rzucający się w nurt życia jak w spienione fale, w nieznaną głębię, która jest wprawdzie powabna, atrakcyjna, ale może stanowić śmiertelne zagrożenie dla tych, którzy badają ją bez rozeznania, bez znajomości szans i niebezpieczeństw, jakie napotkają, bez świadomości swoich możliwości. Dotyczy to zarówno życia osobistego, jak społecznego we wszystkich jego wymiarach.

Można było odnieść wrażenie, że zaciąg do życia publicznego bywa przypadkowy. Społeczeństwa, czasem także z powodu fałszywego i przesadnego szacunku dla wolności i demokracji, nie wypracowały sposobów wyłaniania do władz ludzi wystarczająco kompetentnych i zarazem odpowiedzialnych za dobro wszystkich obywateli powierzonych ich pieczy.

Wydaje się, że winę za taką sytuację ponosimy sami, nie umiejąc stworzyć w społeczeństwie sposobów na wzajemne poznanie się i dostrzeżenie ludzi mających iskrę do organizowania, zarządzania, tworzenia, do przywództwa, które nie musi być obarczone niezdrową ambicją, a jest skierowane ku dobru wszystkich.

Tymczasem każde dobre dzieło rośnie od korzenia. Nie może złe drzewo rodzić dobrych owoców, ani dobre drzewo rodzić złych. Wszystko zatem zależy od początków. Ludzi wychowują ludzie. W procesie wychowania nie wystarczą dobre intencje, potrzebna jest wizja i konsekwencja. Wizja musi dotyczyć człowieka jako osoby będącej najwyższą wartością. Ilekroć wielkość osoby wiążemy z jej sukcesem materialnym, intelektualnym czy jakimkolwiek innym, różnym od wzrostu i rozwoju jego człowieczeństwa, popełniamy poważny błąd, zamieniając wartość samego człowieka na to, co jest on w stanie osiągnąć dla zaspokojenia swoich ambicji. Błąd polega na tym, że takie osiągnięcia człowieka nie stanowią budulca jego samego, a raczej skorupę, w której czuje się dobrze i która swoim splendorem zachwyca tych, którym wystarczy dekoracja.

Pytanie postawione w tytule odnosi się do sytuacji, w jakiej dziś żyjemy tu i teraz, to znaczy w Polsce Anno Domini 2007, w sierpniu, po zerwaniu rządzącej koalicji i w przededniu wyborów parlamentarnych, które wyłonią nowy układ polityczny. W tym pytaniu mieści się w jakiś sposób negatywna ocena sytuacji, w której tkwimy, chociażby tylko dlatego, że istniejący system, który się podoba lub nie, po prostu stał się niewydolny i nawet nie trzeba pytać, z czyjej winy.

Stajemy przed wyborem, którego skutki mogą nas pognębić, czyli doprowadzić do sytuacji równie jak dzisiejsza nieskutecznej, ale przynajmniej jest szansa, że uda się wyjść z impasu i doprowadzić do stworzenia parlamentu i rządu posiadającego większe możliwości manewru i warunki do uporządkowania i rozwoju spraw gnębiących dotąd społeczeństwo.

Demokratyczne wybory są sposobem na wyłonienie większości, która o ile będzie do tego zdolna, pokieruje sprawami kraju we właściwym kierunku. Szkopuł w tym, że wolne wybory same z siebie nie są automatycznie panaceum na dobry parlament i rząd. Są jedynie narzędziem, którym społeczeństwo może się posłużyć, by takiego dobrego wyboru dokonać. Niestety, sprawa nie jest wcale prosta. Najpierw dlatego, że wybór dotyczy ludzi często wskazywanych przez partie polityczne. Kandydaci wskazani przez partie nie zawsze są osobami znanymi w okręgu wyborczym i wyborcy nie mogą mieć własnej oceny ich kompetencji, uczciwości i przydatności w Sejmie do rozstrzygania spraw dotyczących całego kraju. Muszą zaufać partii, która ich wystawia.

Zaufanie do partii politycznej powstaje w odniesieniu do programu, jaki jej przywódcy partyjni przedstawili przed wyborami. Cały świat wie, że obietnice wyborcze są deklaracjami nastawionymi na oczekiwania wyborców, ale też bardzo często są czczymi słowami. Dość powszechne niedotrzymywanie złożonych obietnic nie spotyka się z właściwą karą podczas sprawowania władzy przez partie zwycięskie, natomiast do rozrachunku z tą niegodziwością dochodzi podczas następnych wyborów. Ale zaufanie do partii politycznych rodzi się też dzięki uznaniu, jakim wyborcy obdarzają reprezentantów, a zwłaszcza przywódców poszczególnych partii. To zaufanie powstaje dzięki przekonaniu, że są to ludzie uczciwi i kompetentni.
Nie można sobie wyobrazić nic gorszego od odkrycia, że oczekiwania związane bądź z partyjnym programem i jego realizacją, bądź z poszczególnymi politykami, nie zostały spełnione. Niestety, bywa nawet, że ani realizacja obietnic, ani postawa poszczególnych polityków nie potwierdzają pokładanych w nich nadziei. Nie należy ufać krzykaczom, ludziom prezentującym siebie jako zdolnych do wszystkiego, dorobkiewiczom, motylom przeskakującym z partii do partii.

Cokolwiek by się działo, nie należy tracić nadziei, bo społeczeństwo dysponuje wystarczającymi
zasobami energii, by stanąć na nogi z godnością.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 24.09.2007 03:01

A co z godnością Kościoła...? Unikając tematu sekty - byle urzędniczka z Urzędu Skarbowego w Toruniu mogłaby usadzić "Ojca Dyrektora Rydzyka" na 2 do 8 lat za omijanie procedur bankowych z sugestią prania brudnych pieniędzy, a Kościół nadal udaje, że problem nie istnieje, albo jest zbyt trudny? Wstyd jest równy dla US w Toruniu, kilku Premierów RP, a dla Kościoła będzie zawstydzający i kosztowny.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.09.2007 10:34

Tekst jest piękny, poruszający wartości uniwersalne, promujący godność Człowieka.
Bardzo podoba mi się to:
"Ilekroć wielkość osoby wiążemy z jej sukcesem materialnym, intelektualnym czy jakimkolwiek innym, różnym od wzrostu i rozwoju jego człowieczeństwa, popełniamy poważny błąd, zamieniając wartość samego człowieka na to, co jest on w stanie osiągnąć dla zaspokojenia swoich ambicji. Błąd polega na tym, że takie osiągnięcia człowieka nie stanowią budulca jego samego, a raczej skorupę, w której czuje się dobrze i która swoim splendorem zachwyca tych, którym wystarczy dekoracja."

Ale jednocześnie mam dystans do Osoby, ktora popiera wliczanie ocen z religii do średniej ocen na swiadectwie. To praktyczna lekcja hipokryzji dla młodych ludzi i łamanie ich kręgosłuipa moralnego. Obiecujący wstęp do późniejszej kariery politycznej:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Należaloby proces przyznawania godności rozpocząc od usuniecia o.Rydzyka z zycia publicznego, jakkolwiek byloby to bolesne dla osób "wierzących naiwnie" i otumanionych belkotem tego hochsztaplera w zakonnej sukni.
Jaka nadzieje mogą mieć ci, ktorzy ida wybierac polityków, a otrzymują w efekcie ekipe ciemnogrodzkich fanatykow religijnych?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dla nas ,czyli Was?. Czy dla nas jako dla nas?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.