Facebook Google+ Twitter

Czy jesteś uzależniony od Internetu?

Wielogodzinne sesje polegające na rozgrywaniu wirtualnych potyczek w sieci, kompulsywne sprawdzanie poczty elektronicznej, przymus bycia nieustannie dostępnym na Facebooku - to różne oblicza tego samego problemu.

 / Fot. Datalab.plWielogodzinne sesje polegające na rozgrywaniu wirtualnych potyczek w sieci, kompulsywne sprawdzanie poczty elektronicznej, przymus bycia nieustannie dostępnym na Facebooku, wsiąkanie na kilka godzin, chociaż pierwotnie mieliśmy tylko coś sprawdzić – to różne oblicza tego samego problemu. Mowa tu o siecioholizmie, czyli nałogu rozprzestrzeniającym się w zawrotnym tempie, a jednak trudnym do precyzyjnego zdiagnozowania. Co gorsza, trudno wymagać od pacjentów leczących się z siecioholizmu, aby zachowywali pełną abstynencję, bo przecież w wielu zawodach jest to zupełnie wykluczone, a przy załatwianiu codziennych spraw, takich jak wykonanie przelewu czy zarejestrowanie się w urzędzie, cyfrowe wykluczenie znacznie utrudnia życie. Nie mówiąc już o tym, że dziś szukanie pracy bez przeczesywania ogłoszeń umieszczanych na portalach internetowych jest z góry skazane na niepowodzenie.

Między nałogiem i normą

Czy to oznacza, że jesteśmy zdani na nierówną walkę z nieustanną pokusą bycia online? Niekoniecznie. Bo przecież nie wszyscy stali użytkownicy Internetu, którzy w Polsce stanowią ponad 60% społeczeństwa, korzystają z nowych technologii informacyjnych w sposób nałogowy. Mało tego, osoby uzależnione są w zdecydowanej mniejszości – psycholodzy mówią zazwyczaj, że stanowią oni 2% wszystkich internautów w Polsce, a nawet najbardziej pesymistyczne prognozy dotyczą dwudziestoprocentowego progu siecioholizmu wśród rozwiniętych społeczeństw. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne podawało, że mniej więcej 6% wszystkich użytkowników Internetu może być od niego uzależniona.

Jak w takim razie odróżnić racjonalne użycie Internetu od kompulsywnego? Najlepiej wziąć pod uwagę czynnik użyteczności i zadać sobie pytanie – jak duża część czasu spędzonego w sieci jest wykorzystana na rozwój, np. naukę lub pracę zawodową? Jeżeli większość, to wszystko jest w porządku – chyba, że cierpimy na pracoholizm, a wtedy inna jest przyczyna problemu. Jeżeli jednak do sieci zaglądamy głównie po to, by zrekompensować sobie własne kompleksy, śledzić znajomych lub po prostu bezmyślnie surfować ze strony na stronę (kiedyś taką funkcję pełnił pilot od telewizora, dziś mocno zdetronizowany), to jesteśmy na prostej drodze do nałogu. Psychologowie podają tu zazwyczaj dość jasną granicę, poza którą kończy się zdrowy rozsądek – jeżeli więcej niż 70% czasu spędzanego w sieci marnujemy na sprawy nie związane z nauką lub pracą, najprawdopodobniej jesteśmy uzależnieni.

Kilka trudnych pytań


To oczywiste, że stopnia uzależnienia od Internetu nie powinno określać się tylko poprzez czas, jaki trwonimy na surfowanie po sieci. Zwłaszcza, że tak trudno dokładnie obliczyć, ile go naprawdę jest, bo nie zawsze granica pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym jest wyraźnie określona. Czy czytanie mejla od pracodawcy po godzinach pracy jest przejawem nałogu czy profesjonalizmu? Na takie pytanie nie ma jednoznacznych odpowiedzi.

Ale za to bardzo łatwo określić, w jakich wypadkach sposób korzystania z sieci daje podstawy do tego, by podejrzewać nałóg. I dlatego właśnie wywiad, jaki zazwyczaj robią psychologowie z pacjentami, wiąże się przede wszystkim z tym, czy nasze życie wirtualne wpływa negatywnie na nasze relacje z bliskimi, wyniki osiągane w pracy lub w szkole oraz na zdrowie i dobre samopoczucie. Na tych problemach skupiła się m.in. dr Kimberly Young, która już od wielu lat leczy amerykańskich siecioholików za pomocą precyzyjnie dobranych form terapii. Pytania zadawane przez nią pacjentom dotyczyły przede wszystkim tego, czy nagłe odłączenie od sieci wywoływało u nich rozdrażnienie lub smutek, czy kiedykolwiek zaryzykowali utratę pracy lub czyjejś przyjaźni na rzecz bycia online, czy zdarzało im się znacznie wydłużać czas przeznaczany na surfowanie po sieci, a także czy kiedykolwiek okłamali bliskich w celu ukrycia rzeczywistego wymiary tego czasu. Jak widać, nie chodzi tu o leczenie każdej osoby, która spędza dużo czasu przed monitorem (bo od wielu wymaga tego np. pracodawca), lecz o patologiczny sposób korzystania z możliwości, jakie daje Internet.

Jedno zagrożenie, wiele postaci nałogu


Internet uzależnia nieco inaczej niż używki – nie charakteryzuje się bezpośrednim szkodliwym działaniem na organizm, lecz nadużywany może wywoływać podobne objawy odstawienia, jak alkohol lub narkotyki. Z drugiej jednak strony psychologowie mówią tu zazwyczaj o uzależnianiu się od pewnych odruchów związanych z patologicznym korzystaniu z sieci, takich jak nieustanne sprawdzanie tego, co zmieniło się na portalach społecznościowych podczas nieobecności użytkownika lub kontynuowaniu rozpoczętych w wirtualnym świecie działań od razu po przebudzeniu. Wielu siecioholików cierpi na obsesyjne myśli dotyczące życia online nawet podczas snu. Nie da się ukryć, że takie objawy jasno wskazują na konieczność podjęcia leczenia.

Różne są też oblicza sieciowego nałogu. Do podstawowych należą: uzależnienie od bycia online, gier komputerowych i hazardu, sieciowa erotomania, a nawet nałogowe korzystanie z komputera nawet wtedy, gdy nie jest on do Internetu podłączony. Do tego trzeba dodać kompulsywne korzystanie z telefonu łączącego się z Internetem i przenoszenie obowiązków z pracy do domu, związane z przymusem nieustannej dyspozycyjności (niekoniecznie uzasadnionym). O ile podstawowe oblicza siecioholizmu są przez psychologów diagnozowane od lat (np. przez dr Kimberly Young), o tyle nowe postaci nałogu są dopiero rozpoznawane przez specjalistów. I dlatego ich leczenie jest wciąż dość trudne – większość potencjalnych pacjentów nigdy nie zgłasza się na terapię.

Jak nie dać się nałogowi?


Zacznijmy od tego, by bardziej precyzyjnie oddzielić pracę od życia prywatnego – nie musimy być dyspozycyjni przez 24 godziny na dobę, więc naprawdę nic się nie stanie, jeśli czasami nie odpowiemy błyskawicznie na jakiegoś mejla. Podobnie jak z telefonem – skoro nikt nie ma obowiązku odbierania każdego połączenia czy natychmiastowego odpowiadania na każdego esemesa, to przecież świat się nie zawali, jeśli wieczorem nie sprawdzimy poczty. Jeśli to sprawia problemy, warto wyznaczyć sobie stałą porę, o której odpowiemy na wszystkie wiadomości i posprawdzamy sobie profile na portalach społecznościowych. Wszelkie aplikacje powiadamiające o najnowszych zdarzeniach w sieci za pomocą telefonu można po prostu powyłączać. A zamiast o swoje internetowe awatary, zadbajmy o relacje z bliskimi – rodziną, przyjaciółmi. To naprawdę działa!

A co, jeśli samodzielne ograniczenie swojej bytności w Internecie jest ponad nasze siły? Zawsze można się skontaktować ze specjalistą. Terapeuci zajmujący się siecioholizmem pracują przy każdym ośrodku leczenia uzależnień, a większość z nich oferuje darmową terapię indywidualną lub grupową. Wystarczy się przełamać i zrobić pierwszy krok!

Podziękowania dla serwisu http://www.datalab.pl/ za materiały.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: siecioholizm


Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Otóż to! Zwłaszcza instynkt samozachowawczy. Jak zauważyłem, to ludzie w naszym kraju dzielą się obecnie na trzy grupy odnośnie swego stosunku do komputerów. Pokolenie emerytów w większości nie chce mieć z tym do czynienia, a to głównie dlatego, że nie jest w stanie zrozumieć na czym polega obsługa odnośnych urządzeń. Pokolenie wieku średniego dostrzegło i wykorzystuje cenne narzędzie. Pokolenie nastolatków wariuje na punkcie internetu, tabletów i telefonów komórkowych. Co z tego wyniknie czas pokaże, a ja wracam do swych prac, bo czas ucieka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie daję się skusić i uzależnić od propozycji zagrania w gry internetowe typu Big Farm które płyną z reklam w W24 oraz w facebooku. Brak na to czasu i chęci a może instynkt samozachowawczy działa....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pod tą interpretację podlega przypadek, gdzie 15 sekund zabrało mi przeczytanie służbowego maila, a przed wyłączeniem komputera jeszcze przez 45 sekund czytałem cokolwiek. 1 minuta w sieci i jasna granica psychologa jasno określa zdrowy rozsadek psychologa ;)
Do chłopa po rozum. Zdrowy, chłopski ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Statystyczne obróbki danych zawsze tak śmiesznie się kończą, jeśli mają durną interpretację. Człowiek styka się z wieloma głupimi granicami wyznaczonymi przez... człowieka, np. do 18 roku życia dzidziuś, a od dnia ukończenia 18 roku życia - dorosły.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Psychologowie podają tu zazwyczaj dość jasną granicę, poza którą kończy się zdrowy rozsądek – jeżeli więcej niż 70% czasu spędzanego w sieci marnujemy na sprawy nie związane z nauką lub pracą, najprawdopodobniej jesteśmy uzależnieni./

Jasna granica jasno określa:

71 % czasu w sieci nie na naukę i/lub pracę - nałogowiec
69 % - zdrowy

Ciekawi mnie jasna granica zdrowego rozsądku u psychologów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.