Pozycja materiału w rankingach:

We wtorkowy wieczór 27 lutego w krakowskim klubie Rotunda odbył się sąd nad pokoleniem ludzi młodych. Kim tak naprawdę jesteśmy? Pokoleniem Nic? Pokoleniem JP2? A może pokoleniem iPod?
Temat pokolenia, do którego sama należę, powraca jak bumerang. Wydawać by się mogło, że generacja ludzi, którzy osiągali pełnoletność wiele lat po obaleniu komunizmu, jest tą najbardziej interesującą ze wszystkich. Na siłę szuka się we współczesnej historii punktów zaczepienia, mogących zasłużyć na nazwę przeżycia pokoleniowego. Z faktem, iż brakuje nam takiego punktu zwrotnego, wokół którego moglibyśmy skupić nasze wspólne, młodzieńcze siły, nie sposób się nie zgodzić. Być może na tle pokolenia naszych ojców, którzy przeżyli stan wojenny, czy dziadków, pamiętających drugą wojnę światową rzeczywiście wypadamy blado. Nawet jeśli tak jest, nie jest zbyt przyjemnie być wrzuconym do szufladki podpisanej jako "generacja Nic".
Określenie "pokolenie JP2", tak głośne przez pewien czas po śmierci Jana Pawła II chyba powoli zeszło z piedestału. Dziś rzadko kto używa tej nazwy, przypominają o niej głównie koszulki z
napisem, które można kupić np. w Księgarni Hetmańskiej w Krakowie. Owszem, śmierć Jana Pawła II bardzo nami wstrząsnęła. Czy można to jednak uznać za przeżycie pokoleniowe? Zdaniem socjolog Agaty Anacik, była to raczej potrzeba wspólnoty i mitu. Patrząc na społeczeństwo, trudno uznać, by Biały Marsz i inne towarzyszące śmierci papieża wydarzenia, zmieniły jego obraz.
- Poszedłem na Biały Marsz, chociaż jestem ateistą - powiedział anonimowy mężczyzna z widowni. Chciał chociaż raz stać w jednym rzędzie ze swoim sąsiadem - dresiarzem i "panem Ziutkiem", po to, by kolejnego dnia ich relacje były choć trochę lepsze.
Z sali odezwał się również głos zdecydowanego sprzeciwu. Młody chłopak bronił obchodów związanych ze śmiercią Jana Pawła II i gorąco sprzeciwiał się uogólniającym i niejednokrotnie krzywdzącym stwierdzeniom, że wszystko to było na pokaz i na chwilę.
Mianem "pokolenia 1200 brutto" określa się generację ludzi młodych, najczęściej wykształconych, startujących w życiu zawodowym. Ironicznie wspomniana kwota tysiąca dwustu złotych brutto, okrojona o kolejne kilkaset złotych po odprowadzeniu podatków i składek, mogłaby może wystarczyć na skromne życie jednej osoby, ciężko tu jednak mówić o planach związanych np. z założeniem rodziny. Stąd przedstawiciele tego pokolenia niejednokrotnie przenoszą swoje życie do Irlandii lub Wielkiej Brytanii, gdzie wyższe płace dają większą nadzieję na godne życie. Problem niestety nie jest czarno-biały. Co bowiem mają zrobić ci, którzy naprawdę nie wiążą jednego finansowego końca z drugim? Możemy powiedzieć, że są nieudacznikami, ale to mocno krzywdzące stwierdzenie. Na godne życie zasługuje przecież każdy z nas, niezależnie, czy jest prezesem dużej firmy, czy ekspedientem w hipermarkecie.
Czy jesteśmy pokoleniem powszechnej komputeryzacji, generacją ludzi z internetu? Ku temu poglądowi przychylał się Kuba Wandachowicz. Ja jednak mam spore wątpliwości. Informatyzacja życia to proces zachodzący w tempie zaiste szalonym i ciężko byłoby jej unikać. Należy jednak pamiętać, że nie jesteśmy ostatnim pokoleniem z komputera. Za nami przyjdą kolejne, osadzone w wirtualnym świecie prawdopodobnie jeszcze silniej niż my. Być może zatem zasadniej byłoby mówić o epoce iPoda?
Już na początku toczącej się w Rotundzie dyskusji Kuba Wandachowicz wyjaśnił, że artykuł popełniony przezeń kilka lat temu, w którym po raz pierwszy użył tego właśnie określenia na opisanie naszej generacji, powstał pod wpływem chwili. Nazwa się jednak przyjęła i zrobiła sporo nieprzyjemnego zamieszania. Nikt z nas nie chce być "niczym". Czy brak wielkiego przeżycia, które trwale połączyłoby ludzi urodzonych w drugiej połowie lat siedemdziesiątych i później, dyskwalifikuje nas jako wartościowe pokolenie? Michał Olszewski, dziennikarz i autor książki "Do Amsterdamu" słusznie zwrócił uwagę na fakt, że posługujemy się dialektyką naszych rodziców. Poszukujemy "czegoś", by nie być "niczym". Być może, zamiast opierać się na wiecznych poszukiwaniach i buncie wobec zastanej rzeczywistości, warto byłoby skupić się na budowaniu rzeczywistości nam najbliższej, krótko mówiąc: rzetelnym dbaniu o własne podwórko i wyglądanie z niego czasem na zewnątrz.
- Będąc z USA, w tym kraju snobów i egoistów, widywałem przedszkola czy szkoły wybudowane wyłącznie dzięki inicjatywie społeczności lokalnych - mówił Michał Olszewski.Pokolenie ludzi dorastających już w wolnej Polsce to pokolenie niewątpliwie rozproszone. Mimo "apetytu na przemianę" nie dzieje się wciąż nic, pod czym podpisalibyśmy się na kartach historii. Przeżywamy i angażujemy się w przeróżne, często piękne akcje, takie jak pomarańczowa rewolucja, obchody związane ze śmiercią Jana Pawła II czy ostatnie demonstracje w sprawie Rospudy. Czy tylko dlatego, że czujemy się zagubieni i rozpaczliwie poszukujemy własnej przynależności pokoleniowej? Wierzę, że mimo wszystko nie. Robimy to, bo czujemy powagę sytuacji. Nawet jeśli ekstaza opada, wciąż pozostajemy istotami pragnącymi działać w słusznej sprawie. Jedyne, czego nam zabrakło, to wojny. Nie jest to chyba powód do rozpaczy. Bez niej również możemy być wartościową generacją.
Nasze pokolenie zostanie tak naprawdę ocenione dopiero przez nasze dzieci. Weźmy się zatem w garść i zamiast szukać nicości, dbajmy o swoje podwórko. Niezależnie od sympatii politycznych, to od nas zależy, jak będzie wyglądał ten kraj i z jakim hasłem wystartuje kolejna generacja.
Zobacz także:
Artykuły
(207)
Galerie
(21)
Średnia ocen
(4.73)
Wiek: 29 | Miejscowość: Zurych | Kraj: Szwajcaria
O mnie: Mól książkowy o zmiennym kolorze włosów.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 26.03.2007 22:14
plus za wnikliwą analizę i za ostatnie zdania
Adam Poradowski 03.03.2007 09:02
jakim pokoleniem byliśmy można powiedzieć tylko z perspektywy czasu, np. za 30 lat
Autor usunął profil 28.02.2007 21:57
Najważniejszy ostatni akapit, bo inaczej z Generacji Nic pozostanie Generacja Znicz.
Marcin Szafirski 28.02.2007 21:33
Artykul bardzo dobry tylko my jestesmy nie jednym pokoleniem ale kilkoma w zaleznosci od subiektywnych przezyc i pogladow i przekonan. Nie wiem czy warto wogule sie nad tym zastanawiac, nie bede lepszym czlowiekiem tylko dzieki latce. Lepiej robic swoje.
Alicja Karłowska 28.02.2007 21:26
Jako ludzie tworzymy historię, której blaski i cienie ukaże dopiero przyszłość, której plon przyjdzie zbierać następnym...
Mamy na czym bazować i w czym wybierać - znamy przykłady życia ludzi dobrych i złych (na ziemi, bo jak kto dalej... nie wiemy). Umiemy oceniać jedynie ludzką miarą i tak pozostanie.
Na szali - jak zwykle - jest dobro i zło. Do zagopodarowania terazniejszosc.
Aleksandra Solarewicz 28.02.2007 18:14
"Mimo "apetytu na przemianę" nie dzieje się wciąż nic, pod czym podpisalibyśmy się na kartach historii". Nie zgadzam się. 10 lat temu ratowaliśmy nasze Miasto przed powodzią, skini i punki, dresiarze i inteligenci. Razem.
...nie zdobędziesz niczego, jeśli się nad czymś nie zatrzymasz...
+
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +180)