Pozycja materiału w rankingach:
Skończyłam studia i mam dobrą pracę. Mogę z ręką na sercu przyznać, że zawodowo jestem całkowicie spełniona. Czy do tego, co już osiągnęłam przydały mi się oceny na świadectwie maturalnym?
Mój egzamin maturalnyZobacz także:
Artykuły
(68)
Galerie
(7)
Średnia ocen
(4.17)
Wiek: 31 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: Kiedyś studentka Germanistyki z Dziennikarstwem i Kulturą medialną, jednak po zmianie kierunku... ekonomistka i zupełnie początkujący dziennikarz-amator :)
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Mariusz Orłowski 11.05.2011 19:10
Panie chyba nie rozumieją o czym myślałem i starałem się napisać. Co do bezstresowego wychowania - jak pisali starożytni Grecy i Rzymianie, a potem np. bushi (samurajowie), Nietzsche i faszyści, pokolenia wychowane bez zetknięcia z realną groźbą są stracone. Pokolenia wojny są wielkie bo stają oko w oko z perspektywą śmierci, co daje im możliwość przewartościowania wartości. I błazeńsko brzmią obawy o stres z powodu negatywnej oceny w procesie edukacji, z powodu klapsa w pupę, z powodu posiadania niemarkowych ciuchów czy gorszego telefonu, itd. w zetknięciu z tym co przezywają dzieci w zaatakowanych przez USA (i Polskę) Iraku czy Afganistanie. Aby jeszcze bardziej zmiękczyć i rozcieńczyć Polaków już nawet nie wciela się ich do zasadniczej służby wojskowej. Chowa się naród rozpieszczonych egotycznych konformistów, na dodatek mitomańskich, bo np. każdy z nich może uzyskać wyższe wykształcenie, dające mu poczucie nieistniejących kompetencji intelektualnych. W takim społeczeństwie znika racjonalizm, znikają ideały, znika poświęcenie czy honor, i takie społeczeństwo nie ma szans na wzrost i rozwój, gdyż jest skupione na tym co nieistotne, gdyż jest nadwrażliwe i skoncentrowane na sobie samym.
Gabriela Blajer 11.05.2011 12:49
Bezstresowe wychowanie nie istnieje. Chyba, że jakiś profilaktyczny rodzic zamknie dziecko pod kloszem, choć i tam jakiś stres mógłby się w tym dziecku zrodzić. (kto wie, może nawet większy niż kiedykolwiek indziej).
Artykuł Beaty i nawiązanie do przyszłości jej dzieci odebrałam raczej jako chęć pomocy maluchom przy zbudowaniu własnej bariery ochronnej, takiego muru antystresowego, od którego jak piłeczka będą się odbijać wszelkie niepowodzenia. Nie chodzi o to, żeby porażek nie było, ale o to, by wyciągać z nich wnioski i umieć otrzepać się z nich jak pies po deszczu. Bo życie toczy się dalej i szkoda czasu na depresyjne dołki i dołeczki.
Cały tekst mógłby z powodzeniem znaleźć się w dziale "Moje trzy grosze". I raczej należy go traktować jako osobiste przemyślenia autorki, a nie jako zbiór porad dla maturzystów. Oczywiście, można polemizować, ale przedstawione w artykule fakty z licealnych czasów Autorki są już przeszłością, a że zechciała się nimi podzielić, to bardzo dobrze. Można z tego wyciągnąć wnioski, ale jakoś nie uważam, żeby Beata miała w zamierzeniu napisanie instrukcji dla maturzystów. Każdy sam o sobie decyduje, a co nim kieruje - to już jego decyzja. Takie jest moje zdanie. :)
Pięć gwiazdek :)
Pozdrawiam!
Beata Rymarz 10.05.2011 14:40
Co do kryptoreklamy - cieszę się, że ją Pan zauważył. W końcu taki był mój zamiar ;)
Beata Rymarz 10.05.2011 14:39
Panie Mariuszu, nie jestem przeciwnikiem matury. Wręcz przeciwnie - uważam, że jest to jeden z ważniejszych egzaminów w życiu, jednak będę starać się, żeby moje dzieci jak najmniej się przy nim stresowały. Z doświadczenia wiem, że wówczas oceny mogą być bardzo zaniżone, a przecież na wielu uczelniach liczy się średnia z ocen maturalnych. Co do kierunku studiów - wybrałam sama, świadomie i nie ze względu na ocenę z egzaminu maturalnego. Może trochę pomogła mi w wyborze, ale na germanistykę poszłam właśnie z zamiłowania. Jak się później okazało, nie był to mój kierunek. Czasem tak bywa. Człowiek uczy się całe życie i przez całe życie ma prawo do zmiany swojego zdania :)
Mariusz Orłowski 10.05.2011 12:23
Ten artykuł to fajna kryptoreklama... Po za tym: studia należy wybierać zgodnie z zamiłowaniem i predyspozycjami, czyli to co nas interesuje i to do czego mamy uzdolnienia (a nie ze względu na szkolne oceny, sugestie rodziców czy wysokość przyszłych zarobków), pomóc w tym mogą choćby poradnie wychowawczo-zawodowe, w których za darmo można przebadać swoje uzdolnienia, rodzaje inteligencji, kompetencje i preferencje psychiczne. Co do stresu - bawi mnie troska o bezstresowe wychowywanie dzieci i młodzieży, egzaminy to są drobne stresy, których doświadczanie jedynie ulepsza człowieka, czyni go silniejszym, przygotowuje do stresu i sytuacji konfliktowych czy zadaniowych w życiu dorosłym, ponadto egzaminy dają szansę nabrania dystansu do siebie i życia, uzmysłowienia sobie co jest ważne (właśnie że nie należy się tak przejmować swoim wizerunkiem publicznym, wystąpieniami publicznymi, ocenami czy przyszłymi rozmowami z szefem, bo to przyziemna zwyczajność która kalectwem nie grozi). I zgadzam się z Tadeuszem Wojewódzkim - matura powinna być, to sprawdzian i inicjacja, tam gdzie matur nie ma inteligencja upada (np. w USA, gdzie świętuje się hucznie skończenie zwykłej szkoły średniej, i gdzie - wg badań socjologicznych - 1-2 % absolwentów wyższych uczelni jest debilami w znaczeniu medycznym).
Tadeusz Wojewódzki 09.05.2011 18:27
EDUKACJA PERMANENTNA
Jest to problem bardziej niż poważny. No bo tak: uczysz się dla siebie, ale oceniają Cię według różnych standaryzowanych formuł i regułek. Ocenie się nie liczy, ale z dobrych ocen cieszą się wszyscy. Kochamy, nie odrzucimy źle ocenionych, ale świętujemy dobre oceny. I tylko dobre. poza stypami. Lubimy sukcesy i sukcesiki.
Zasada zdawania wszystkiego na maksa - jest przekonująca. otwarte pozostaje pytanie o to, co zdawać, a czego nie. Matura- bezwzględnie. Jest to element systemu tworzenia własnej, narodowej inteligencji. Obrzędowość cywilna - inteligencka - jest dopiero w trakcie...
Niech trwa!
Powodzenia :)
Siostry lekkich obyczajów. Film o holenderskiej prostytucji. [Youtube]
(odsłon: +383)