Facebook Google+ Twitter

Czy matura to bzdura? O egzaminie dojrzałości nieco inaczej

Skończyłam studia i mam dobrą pracę. Mogę z ręką na sercu przyznać, że zawodowo jestem całkowicie spełniona. Czy do tego, co już osiągnęłam przydały mi się oceny na świadectwie maturalnym?

Świadectwo dojrzałości jest jednym z kryteriów wstępu na uczelnię wyższą. Nie dziwi więc fakt, że abiturienci, chcąc osiągnąć wyższy poziom wykształcenia, przygotowują się do tego egzaminu nadzwyczaj dokładnie. Czy jednak nie za dokładnie?

Świadectwo dojrzałości / Fot. Beata RymarzMój egzamin maturalny

Maj to okres, w którym często powraca się myślami do swoich maturalnych zmagań. Jak było ze mną? Orłem nie byłam. Szczególnie z języka polskiego, który oczywiście był najważniejszym przedmiotem na świadectwie maturalnym. Przez całą szkołę średnią najciężej przychodziła mi właśnie nauka języka polskiego. Z klasówek, kartkówek i sprawdzianów prawie zawsze miałam najniższą ocenę i ciągle tylko słyszałam: „Weź się w garść, bo nie zdasz matury”, co w efekcie doprowadziło do ogromnego stresu na parę miesięcy przed tym ważnym dniem. Całodzienne siedzenie z książkami było normą. Wiedziałam, że ten „papierek” będzie wstępem na studia. Chciałam też pozytywnie zaskoczyć swojego polonistę. Niestety, nie do końca się udało. Stres był tak silny, że egzamin ustny zakończył się poprawką. Resztę przedmiotów zdałam bez problemów. Szczególnie miło wspominam egzamin z języka niemieckiego. Nauczyciel potrafił pozytywnie zmotywować, dzięki czemu ustny odbył się zupełnie bezstresowo.

Świadectwo maturalne dostałam, na studia poszłam. Co ciekawe, zniechęcona do języka polskiego, a zafascynowana ocenami maturalnymi z niemieckiego - wybrałam filologię germańską. Jak się później okazało, nie był to trafny wybór i po roku zmieniłam kierunek studiów.

A jak będzie z moimi dziećmi?

Mimo, że do matury moich pociech pozostało jeszcze dużo czasu, już dziś martwię się, czy będę potrafiła ich zmotywować i pomóc pokonać stres. Przykro przyznać, ale bywają nauczyciele, którzy potrafią zniechęcić do nauki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Panie chyba nie rozumieją o czym myślałem i starałem się napisać. Co do bezstresowego wychowania - jak pisali starożytni Grecy i Rzymianie, a potem np. bushi (samurajowie), Nietzsche i faszyści, pokolenia wychowane bez zetknięcia z realną groźbą są stracone. Pokolenia wojny są wielkie bo stają oko w oko z perspektywą śmierci, co daje im możliwość przewartościowania wartości. I błazeńsko brzmią obawy o stres z powodu negatywnej oceny w procesie edukacji, z powodu klapsa w pupę, z powodu posiadania niemarkowych ciuchów czy gorszego telefonu, itd. w zetknięciu z tym co przezywają dzieci w zaatakowanych przez USA (i Polskę) Iraku czy Afganistanie. Aby jeszcze bardziej zmiękczyć i rozcieńczyć Polaków już nawet nie wciela się ich do zasadniczej służby wojskowej. Chowa się naród rozpieszczonych egotycznych konformistów, na dodatek mitomańskich, bo np. każdy z nich może uzyskać wyższe wykształcenie, dające mu poczucie nieistniejących kompetencji intelektualnych. W takim społeczeństwie znika racjonalizm, znikają ideały, znika poświęcenie czy honor, i takie społeczeństwo nie ma szans na wzrost i rozwój, gdyż jest skupione na tym co nieistotne, gdyż jest nadwrażliwe i skoncentrowane na sobie samym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bezstresowe wychowanie nie istnieje. Chyba, że jakiś profilaktyczny rodzic zamknie dziecko pod kloszem, choć i tam jakiś stres mógłby się w tym dziecku zrodzić. (kto wie, może nawet większy niż kiedykolwiek indziej).
Artykuł Beaty i nawiązanie do przyszłości jej dzieci odebrałam raczej jako chęć pomocy maluchom przy zbudowaniu własnej bariery ochronnej, takiego muru antystresowego, od którego jak piłeczka będą się odbijać wszelkie niepowodzenia. Nie chodzi o to, żeby porażek nie było, ale o to, by wyciągać z nich wnioski i umieć otrzepać się z nich jak pies po deszczu. Bo życie toczy się dalej i szkoda czasu na depresyjne dołki i dołeczki.

Cały tekst mógłby z powodzeniem znaleźć się w dziale "Moje trzy grosze". I raczej należy go traktować jako osobiste przemyślenia autorki, a nie jako zbiór porad dla maturzystów. Oczywiście, można polemizować, ale przedstawione w artykule fakty z licealnych czasów Autorki są już przeszłością, a że zechciała się nimi podzielić, to bardzo dobrze. Można z tego wyciągnąć wnioski, ale jakoś nie uważam, żeby Beata miała w zamierzeniu napisanie instrukcji dla maturzystów. Każdy sam o sobie decyduje, a co nim kieruje - to już jego decyzja. Takie jest moje zdanie. :)
Pięć gwiazdek :)
Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co do kryptoreklamy - cieszę się, że ją Pan zauważył. W końcu taki był mój zamiar ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Mariuszu, nie jestem przeciwnikiem matury. Wręcz przeciwnie - uważam, że jest to jeden z ważniejszych egzaminów w życiu, jednak będę starać się, żeby moje dzieci jak najmniej się przy nim stresowały. Z doświadczenia wiem, że wówczas oceny mogą być bardzo zaniżone, a przecież na wielu uczelniach liczy się średnia z ocen maturalnych. Co do kierunku studiów - wybrałam sama, świadomie i nie ze względu na ocenę z egzaminu maturalnego. Może trochę pomogła mi w wyborze, ale na germanistykę poszłam właśnie z zamiłowania. Jak się później okazało, nie był to mój kierunek. Czasem tak bywa. Człowiek uczy się całe życie i przez całe życie ma prawo do zmiany swojego zdania :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ten artykuł to fajna kryptoreklama... Po za tym: studia należy wybierać zgodnie z zamiłowaniem i predyspozycjami, czyli to co nas interesuje i to do czego mamy uzdolnienia (a nie ze względu na szkolne oceny, sugestie rodziców czy wysokość przyszłych zarobków), pomóc w tym mogą choćby poradnie wychowawczo-zawodowe, w których za darmo można przebadać swoje uzdolnienia, rodzaje inteligencji, kompetencje i preferencje psychiczne. Co do stresu - bawi mnie troska o bezstresowe wychowywanie dzieci i młodzieży, egzaminy to są drobne stresy, których doświadczanie jedynie ulepsza człowieka, czyni go silniejszym, przygotowuje do stresu i sytuacji konfliktowych czy zadaniowych w życiu dorosłym, ponadto egzaminy dają szansę nabrania dystansu do siebie i życia, uzmysłowienia sobie co jest ważne (właśnie że nie należy się tak przejmować swoim wizerunkiem publicznym, wystąpieniami publicznymi, ocenami czy przyszłymi rozmowami z szefem, bo to przyziemna zwyczajność która kalectwem nie grozi). I zgadzam się z Tadeuszem Wojewódzkim - matura powinna być, to sprawdzian i inicjacja, tam gdzie matur nie ma inteligencja upada (np. w USA, gdzie świętuje się hucznie skończenie zwykłej szkoły średniej, i gdzie - wg badań socjologicznych - 1-2 % absolwentów wyższych uczelni jest debilami w znaczeniu medycznym).

Komentarz został ukrytyrozwiń

EDUKACJA PERMANENTNA

Jest to problem bardziej niż poważny. No bo tak: uczysz się dla siebie, ale oceniają Cię według różnych standaryzowanych formuł i regułek. Ocenie się nie liczy, ale z dobrych ocen cieszą się wszyscy. Kochamy, nie odrzucimy źle ocenionych, ale świętujemy dobre oceny. I tylko dobre. poza stypami. Lubimy sukcesy i sukcesiki.
Zasada zdawania wszystkiego na maksa - jest przekonująca. otwarte pozostaje pytanie o to, co zdawać, a czego nie. Matura- bezwzględnie. Jest to element systemu tworzenia własnej, narodowej inteligencji. Obrzędowość cywilna - inteligencka - jest dopiero w trakcie...
Niech trwa!
Powodzenia :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.