Facebook Google+ Twitter

Czy miejsce IV Rzeczpospolitej jest w Europie?

Nie jest tajemnicą że IV RP jest projektem postawionym niejako przeciw III RP. W polityce wewnętrznej mamy więc "dekomunizację". Co jednak z polityką zagraniczną? Na jakim kontynencie leży nowa Rzeczypospolita?

Czy miejsce IV Rzeczypospolitej jest w Europie? Wedle przekazów wysyłanych przez władzę fundamentalnym paradygmatem postulującym zmianę jest walka z patologią, którą w dyskursie politycznym wyraża się terminem „układ”. Walka z układem, inaczej mówiąc dekomunizacja rozgrywa się na wielu frontach, zaangażowane są w nią całe rzesze ludzi oraz przeróżny arsenał środków. Rzucanie teczkami, czyszczenie dywanów w salach gdzie powstaną nowe komisje śledcze, redefinicja prawdy historycznej– te i wiele innych działań codziennie upewnia nas, że w kraju dzieje się dużo. Począwszy od ważnych nominacji na stanowiska wicepremierów i związanej z tym koalicji rządowej, a kończąc na np. zainicjowaniu dyskusji o karze śmierci –jaskrawo widać, że w kraju nastąpiła, jeśli nie nowa epoka, to przynajmniej istotna zmiana...


Spróbujmy jednak podnieść głowę i spojrzeć poza granice IV Rzeczypospolitej. Jej poprzedniczka – wedle praw heglowskiej dialektyki- w wielu aspektach zasługuje na zakwestionowanie. Czy możliwe, by przegnita postkomunistycznym fermentem III RP prowadziła na arenie międzynarodowej politykę zagraniczną godną kontynuacji? Myślę, że warto zadać pytanie na jakim kontynencie leży kraj o którym mowa w tym artykule. Jest to pytanie dotyczące zarówno polityki zagranicznej, jak i sfery idei i wartości.

Czy Polska leży w Azji?


Z kim warto budować sojusz, z kim IV RP ma najwięcej wspólnego na tym kontynencie? Federacja Rosyjska? Sprawa jest skomplikowana, zacznijmy od tego co elementarnie wspólne; słowiańska krew i język, prymat romantyzmu nad oświeceniem, sentyment do komunizmu (szczególnie u „nizin społecznych”), obecność tendencji antyzachodnich. Co zaś jest w Rosji odmienne? Alfabet, zsekularyzowane społeczeństwo, „mocarstwowe ambicje”, różnice w interpretowaniu historii, no i to co zdecydowanie najważniejsze – odmienna religia, bo Kreml nie wierzy w demokracje. III Rzeczpospolita jako neofita wśród kapłanów demokracji nie szukała zbyt namiętnie zbliżenia z Rosją, a wręcz wdała się z nią w konflikt wysyłając misjonarzy do Kijowa. IV RP kontynuuje ten kierunek, więc zbliżenie z Rosją z dzisiejszej perspektywy wydaje się odległe. Czy jest jeszcze jakiś inny kandydat w Azji? Może Iran? Wbrew wykrzywionemu obrazowi mediów jest w regionie krajem wyróżniającym się strukturami demokratycznymi, jego prezydentem został konserwatywny polityk (wcześniej rządzący stolicą), władze w jakiejś mierze popierają karę śmierci, wyznają także konserwatywne wartości i mówiąc eufemistycznie – cenią pierwiastek religijny w sferze politycznej. Władze obu krajów stawiają na rozwój armii (co robią oczywiście w miarę swoich możliwości). I co ciekawe w obu krajach, w strukturach władz występują ludzie oskarżani o antysemityzm. Jednak nie dajmy się zmylić, są to raczej powierzchowne i nieprecyzyjne analogie, a niechęć Teheranu do religii demokratycznej przekreśla go jako kandydata na lojalnego sojusznika Polski. Chiny? Mimo swego potencjału i pozycji zdecydowanie odpadają, choćby ze względu na subtelne różnice w kwestii stosunku władz do doktryny komunistycznej. Jak widać IV RP w Azji nie prowadzi polityki znacznie odmiennej od swojej poprzedniczki. Skoro Polska nie leży w Azji to prawdopodobnie tym bardziej nie leży w Afryce lub Australii.

  IV RP leży w Europie czy w Ameryce?

Względu natury geograficznej sugerują, że miejsce IV Rzeczypospolitej powinno być w Europie. Jednak czy Polska chce współuczestniczyć w tej –mówiąc słowami Baumana- niedokończonej przygodzie? III Rzeczypospolita wprowadziła naród polski do „wspólnoty europejskiej”. Przed IV Rzeczpospolitą otwarł się nie tylko potok unijnych pieniędzy ale także postulat wywiązywania się z obowiązków. Pomijając kwestie dostosowywania prawa i instytucji postulatem wynikającym z samego kontekstu jest aktywne zaangażowanie w politykę europejską; włączenie się w dyskusję na temat konstytucji, konsultacja swoich decyzji międzynarodowych z europejskimi partnerami –krótko- wszystko to co delikatnie mówiąc nie wydaje się polskim władzom priorytetowe. Symbolicznym przykładem oddającym stosunek IV RP do Unii jest polityka naszego wicepremiera. Andrzej Lepper opowiadał się przeciwko wejściu Polski do UE, a dziś jako minister rolnictwa buduje swoją pozycję polityczną rozdzielając pieniądze przydzielone przez Brukselę. Pomińmy zbyt wyolbrzymione problemy jak np. odwołanie szczytu Trójkąta Weimarskiego       z powodu bólu brzucha, bo w gruncie rzeczy zasadnicza jest sfera wartości. Mówi się, że w Europie zachodniej panuje relatywizm, kościoły stoją puste, w niektórych krajach ludzie tej samej płci mogą zakładać rodziny itp. Mimo, że w całej europie demokracja i wolność jest naczelną wartością, to jednak poszczególne kraje wyznają odmienne doktryny tej religii. III RP zaliczała się do krajów twierdzących że za wiarę warto umierać, i warto ją narzucać siłą –dlatego wysłała do Iraku swoje wojska. IV RP nie tylko nie wycofała wojsk z Iraku, ale zadeklarowała chęć walki z Talibami w Afganistanie. Można by się pokusić o dość popularny pogląd, że prowadzimy politykę na przekór kontynentalnej. Jest to oczywiście jak najbardziej słuszne, ale w połowie. Druga połowa prawdy, jest taka, że „politykę europejską” można śmiało określić epitetem amorficzna, skoro obok pretensji pod adresem Polski rysuje się na mapie plan budowy rurociągu kreśląc linie tak by ominęły nasz kraj. Jest to problem wymagający prawdziwej dyskusji, bo narzuca się pytanie czy w ogóle można mówić o czymś takim jak polityka europejska.

III RP prowadzi politykę sojusznika USA


 


Być może nie chodziło tu nawet o te miliardy dolarów z lukratywnych kontraktów w demokratycznym Iraku które teraz nachalnie zasilają nasz budżet –myślę, że w większej mierze chodziło tu o sferę wartości i poglądów niż o pragmatyzm polityczny. Dość istotne w III RP było pielęgnowanie historycznych prawd, pielęgnowanie pamięci o przelanej krwi. Każdy dzieciak uczy się w szkole o rozbiorach tyle jakby to była złota era państwa polskiego. Dziś krew przodków jest ważna tak samo jak wtedy gdy świeżo wysychała po przegranych bitwach, więc powinniśmy się strzec Niemców i Rosjan. Zbyt pochopne jest spoglądanie w przyszłość skoro przeszłość jest tak bogata w sprawy godne rozdrapywania. Przez wieki próbowaliśmy szukać sojusznika w Francji, ta zaś odgrywała tą rolę mało energicznie – kolejne złe wspomnienie godne troskliwej pielęgnacji. Nieco jednak dalej na zachód leży Ameryka. Kraj Georga Busha, 50 Centa i Britney Spears. Niedawno w „Dzienniku” (17.09.06) znalazł się ciekawy tekst pt. „Czy Ameryka jest prawdziwym sojusznikiem Polski ?”. Na tytułowe pytanie odpowiadało pięciu intelektualistów, jeden podkreślał wagę sojuszu, zaś trzech dość radykalnie stwierdziło, że miejsce Polski jest w Europie. Jeden z argumentów brzmiał, iż Polska nie jest dla Ameryki „sojusznikiem” lecz narzędziem wykorzystywanym by utrudniać dialog UE - Rosja, oraz by destabilizować samą Unię. Inny argument traktował o tym, że Polska powinna wreszcie spojrzeć w stronę Niemiec, zapomnieć o dawnych fobiach i budować sojusz. Co za tym idzie USA ma pielęgnować rusofobie w Polsce, gdyż „niezgoda” w regionie jest w interesie Ameryki. Osobiście całkowicie zgadzam się z tymi poglądami. Zgadzam się z nimi mimo iż są błędne.


Kraj odważny?


W tej samej gazecie znajduje się tekst politologa Joshui Muravchika pt. „Ameryka potrzebuje Polski” – i jest moim zdaniem diagnozą jak najbardziej zgodną z rzeczywistością. Politolog wstępnie informuje nas, że miał okazje przedstawić swoje poglądy naszemu premierowi podczas jego wizyty w Waszyngtonie. W tekście tym jaskrawo widać elementy taktyki, które rzekomo prowadzi wobec nas Ameryka; jest podkreślenie słabości Europy z jednoczesnym wskazaniem na stabilność Polski, przypomnienie o naszej roli w pokonaniu komunizmu, operacja utożsamienia komunizmu (totalitaryzmu) z „dżihadyzmem”, wskazanie na kluczowe wartości, wspólne dla Amerykanów i Polaków i w końcu zasygnalizowanie niebezpieczeństwa czyhającego na nas ze strony Rosji. Pomijając już takie nieścisłości jak fakt, że dla Polaków Bóg nie jest tym samym Bogiem co dla cywilizacji Amerykańskiej, gdzie „Lewiatan” Hobbesa piastuje nieco poważniejszą rolę -  warto jednak zwrócić uwagę na to co moim zdaniem najważniejsze.


Amerykański politolog aż dwa razy w tekście zaznacza, że Polska jest „odważnym” krajem. Bo Polacy wielokrotnie walczyli z wrogiem, nawet przy jego „miażdżącej przewadze”. Twierdzę, że jest to fundament definiujący całą wartość Polski jako sojusznika w wojnie. Obojętnie czy jest to wojna Amerykanów z „dżihadyzmem” czy wojna Napoleona w Hiszpanii lub na Haiti. Polska jest krajem emocji, pamięci i honoru. IV RP powstała na emocjach. Naszą domeną nie jest pragmatyzm polityczny, czy nawet zdroworozsądkowy racjonalizm – nie leżymy w Europie. IV RP jest krajem leżącym w Ameryce Północnej przy granicy USA, nie użyłem tu słowa „granica” przypominając drażliwy fakt że by ją przekroczyć konieczna jest wiza. Chodzi o co innego – Polska graniczy z USA ponieważ jest odważna, tzn. jest w stanie poświęcać swą krew nawet gdy z racjonalnego punktu widzenia jest to krew stracona. Ale to głupcy kierują się tylko rozumem, ważniejsze są emocje. I odwaga.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

co to za tytuł madry i zachęcajacy do czytania moim zdaniem jest w Europie a gdzie ma być pozdrawiam zachęcam do czytania własnych artykółów jak ich oceniania

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tekst trochę przeciężkawy z różnych względów - to moje prywatne zdanie. Przepraszam, ale chciałem przeczytać i... już nie mogę. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.