
Według Krzysztofa Remiszewskiego, prezesa zakładów Pozmeat, należących do grupy Sokołów, póki co, surowca nie brakuje.
– Gdy zacznie, zawsze możemy ratować się importem – mówi. – Czy konsumenci to odczują? Zapewne tak, ale ceny ostatecznie reguluje rynek. Świńskie dołki i górki w kraju zdarzają się cyklicznie i jak dotąd sobie z tym radziliśmy. Zdaniem rolników tegoroczna sytuacja jest znacznie poważniejsza – twierdzi prezes.
– Podstawowy problem to bardzo wysoka cena zbóż, a co za tym idzie, pasz – twierdzi Grzegorz Wysocki. – Jeśli rząd nic nie zrobi, by sytuację unormować, jeszcze w tym roku cena wieprzowiny może osiągnąć 40 złotych. Nie mówiąc już o tym, że nastroje na wsi są coraz gorsze.
Wielkopolska Izba Rolnicza wystosowała list do premiera, w którym domaga się działań stabilizujących rynek.
– W Wielkopolsce sytuacja jest tym trudniejsza, że stąd pochodzi 30 procent wieprzowiny w Polsce – zwraca uwagę Wysocki. – W naszym regionie więc jest to wrażliwszy niż w innych kierunek produkcji.
Izba postuluje, aby rząd interweniował na rynku zbóż, co obniżyłoby ceny pasz i poprawiło opłacalność produkcji, a także o uregulowanie kwestii kontraktacji żywca wieprzowego.
– Chodzi tu o wyrównanie sił – mówi Grzegorz Wysocki. – Rolnicy w relacji z dużymi koncernami są słabi.
Prezes Pozmeatu twierdzi, że ceny zarówno żywca, jak i mięsa i wędlin reguluje rynek.
– Nic nie kosztuje i nie będzie kosztowało więcej niż klienci będą skłonni zapłacić – zapewnia Krzysztof Remiszewski. – Możliwe, że ceny wzrosną, ale w jakim stopniu, nie sposób dzisiaj określić. Na pewno nie na tyle, by cena okazała się barierą dla konsumenta.
Wysocki nie jest takim optymistą. – Już dziś wiele osób rezygnuje z mięsa, bo jest dla nich za drogie – mówi. – Jak tak dalej pójdzie, do końca roku takich osób będzie znacznie więcej. Ale wciąż jeszcze można tego uniknąć.
M.K.