Facebook Google+ Twitter

Czy można być przestępcą, nie szkodząc nikomu?

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2008-12-16 07:39

We wrześniu ubiegłego roku napisałem w serwisie Wiadomości24.pl tekst pod tytułem "Czy można być przestępcą, nie szkodząc nikomu?", będący polemiką z komentarzami na temat "robienia" prac naukowych na zamówienie. Redakcja nie chciała wówczas przyjąć mojego tekstu (powody formalne, które dziś już ustały). Nie dostałem więc wówczas szansy na obronę swojego stanowiska. Dziś - coś się zmieniło. Szansę już mam - jak mniemam. Powrócę więc do tekstu o cudzych "magisterkach".

Nieopatrznie wdałem się w dyskusję na forum Wiadomości24.pl pod artykułem wielce mi miłej Jadwigi. Naujadałem niczym jamnik króliczy (to aluzja do mojej pozawałowej postury) nie wnosząc nic konkretnego do dyskusji.

Zreflektowałem się podczas spaceru z jamnikami (haha), że szczekać bez sensu jest błędem. Jeżeli za powód szczekania przyjąć wartość logiczną równą zero, to efekt tego szczekania jest również zerowy (tak sprytnie zaadaptowałem na swój użytek jedną z też Tatarkiewicza). A skoro tak, to spróbuję poszczekać nie dość, że na temat, to i zgodnie z logiką o wartości jeden. Szczekam zatem.
Zarzuca się osobom, utrzymującym się z pisania na zamówienie prac naukowych iż są przestępcami. Oznacza to, że dopuszczają się czynów przestępczych. Czynem przestępczym jest pisanie tuzinów prac licencjackich i magisterskich z dziedzin (nazwijmy to) humanistycznych. Biorąc pod uwagę fakt, że nie bronią oni prac napisanych przez osoby drugie, nabieram wątpliwości co do przestępstw, które rzekomo popełniają. Nie jest bowiem zabronione (kodeksowo) pisanie jakichkolwiek prac naukowych. Zabronione jest przedstawianie cudzych prac jako swoje.

Można co prawda domniemywać, że sprzedane prace zostaną wykorzystane w celu przestępczym. Mam jednak wątpliwości czy o jakimkolwiek przestępstwie może być tu mowa. Student zamawiający konkretną pracę jest bowiem jej współautorem. Raz z powodu finansowania tej pracy (mecenat), a dwa ustalenia jej treści z promotorem i właściwym autorem. Trzy wreszcie – wystarczy iżby wstawił przecinek, poprawił stylistykę, ortografię. A na końcu pracę ową osobiście obronił.

Przestępstwo? Zastanówmy się o czym mowa. Można (a nawet należy) założyć, że z przestępstwem mamy do czynienia wówczas, kiedy ktoś (ktokolwiek) w wyniku czynu poniósł jakikolwiek uszczerbek. Pytam więc – kto został poszkodowany przez napisanie pracy o metodach negocjacyjnych strony polskiej w trakcie procesu integracji Polski z Unią Europejską? Przepatruję w myśli setki ewentualności i poszkodowanego znaleźć nie mogę. Zatem: czyn, którego wartość przestępcza równa jest zero – jest przestępstwem czy nie? Ażeby wzmocnić wymowę tego retorycznego pytania odpowiem – nie jest!

Być może jednak wysługiwanie się pisarczykiem-najmimordą jest naruszeniem zasad etyki? I to przez obie strony: przez pisarczyka i przez mecenasa. Być może. Bardzo być może. Choć... Etyka nie jedno ma imię. Przyznam (ze wstydem), że życie zgodne z jedną, konkretną etyką jest mi obce. Z jaką bowiem etyką mam żyć? Anaksymenesa, Platona, św. Augustyna, Arystotelesa, Spinozy, Hegla, Rousseau, Kanta, Marksa, Nietzsche'go, Schopenhauera, a może jednak Rudolfa Carnapa. A może Levinasa czy Derridy? Spory wybór!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Przypominam, że każdy składający pracę licencjacką lub magisterską podpisuje i załącza do niej oświadczenie, że pracę napisał samodzielnie. Właściwie, w porządnie funkcjonującym państwie, powinna być z tego co najmniej wysoka kara pieniężna za fałszywe oświadczenie.
A przy tym publikowany tekst jest tak obrzydliwie banalny. Ile razy już to słyszałem, że promotor niszczy indywidualne sformułowania, itd. Do indywidualnych sformułowań zdolna jest jedynie mniejszość studentów. Ci, którzy zamawiają prace: 1. albo potrzebują formalnego dowodu ukończenia studiów i nie mają czasu na zajmowanie się nimi, 2. albo też nie są w stanie samodzielnie napisać pracy.
Krótko mówiąc niepoważny tekst (delikatnie mówiąc).

Komentarz został ukrytyrozwiń

a wracając do pytania w tytule? owszem. wielkiej. krzywda to dla samego magistranta, jak i dla społeczeństwa, gdyż to produkcja niedouczonych "pseudomagistrów" . Przestępca szkodzi, Panie Andrzeju , jakby na to nie patrzeć. No, ale trzeba widzieć. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

To jest oszustwo. Wprowadzić w błąd Komisję, że pracę napisała osoba podpisaną pod nią. Tymczasem autorem jest ktoś inny. Osoby które zamierzony sposób wprowadzają w błąd są oszustami. Zatem uzyskany magistra jest w drodze oszustwa.
To tyle tak na szybko i na skróty. Omijajaąc pojęcie etyki.
Bo z etyką i jej pojęciem to jednak różnie, albowiem w różnych sytuacach jest naginana zależnie od potrzeby...czego dowodem art P. Andrzeja. Tak ja widzę sprawy, bez złośliwości i zeza - ja, też emerytka z wolnej woli i bez emerytury. :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Andrzeju - poraza mnie Twoja logika. Jestem gotowa wejśc pod stół (niski !) i odszczekać wszelkie zarzuty pod adresem piszacych "prace naukowe" na zamowienie mecenasów; na zasadzie żyj i daj zyc innym, a innymi slowy "każdy orze, jak może".
Proceder ten zawsze wydawał mi sie nieetyczny - ale widać mam wypaczone pojecie etyki.
Czy ktos na tym procederze traci? Chyba sam "mecenas" - ostatecznie pisanie pracy powinno być jakims ukoronowaniem WIEDZY. Czy ją posiadł, rzecz dyskusyjna.
Mozna poddac w wątpliwość wobec tego celowość pisania wogole tego typu prac. Ale to nalezy do systemu kształcenia, a obrona prac wydaje sie być w tym ukladzie żródłem dochodów całkiem innej grupy ludzi. Tych utytulowanych i majacych wplyw na jakość wiedzy prezentowanej przez studentów.
Tak widze sprawy ja - zlosliwa i zezowata emerytka. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.