Facebook Google+ Twitter

Czy na in vitro się skończy?

Mnie w tej metodzie zainteresowały jej następstwa, kolejne kroki ingerencji w "Dzieło poczęcia" - Czy człowiek poprzestanie na in vitro?

Moralnej strony wdrażania metody zapłodnienia pozaustrojowego - in vitro - nie będę ruszał, jako że znajomość etyki, nie jest moją mocną strona. Sama metoda in vitro jest kusząca. Pobudza nadzieję na posiadanie, upragnionego przez większość małżeństw, potomstwa. Więc dążność do usankcjonowania stosowania tej metody jest zrozumiała. Prof. Marian Szamatowicz powiedział, że jest ona największym osiągnięciem medycyny klinicznej XX wieku. Należałoby mu tylko przytaknąć, wszak metoda in vitro - można by rzec - jest udaną ingerencją w samo "Dzieło poczęcia" życia. Ale czy jest to sukces pełnowymiarowy? Z tego co wiem, nawet naukowcy nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie, kiedy się
poczyna życie? Występują o, tę "chwilę poczęcia życia" spory. Występowanie sporów świadczy o niepewności. Niepewność z kolei świadczy o nie pełnym poznaniu tego - że je tak nazwę - przyrodniczego zjawiska. A do nieznajomego - obojętnie czym to jest - powinniśmy podchodzić z dużą ostrożnością. Dlatego nie dziwię się ludziom, którzy się in vitrem nie zachłysnęli i zachowują powściągliwość w jego usankcjonowaniu. Może rzeczywiście - zanim coś wdrożymy - powinniśmy to poznać dogłębnie, żeby ustrzec się, nieprzewidzianych ubocznych skutków. Ale o to niech się martwią naukowcy.

Mnie bardziej interesuje, czy ci naukowcy - powiedzmy - czy człowiek poprzestanie na in vitro? Znając człowieka z osobistych kontaktów, z własnych obserwacji, jak również z historii, śmiem - na to pytanie - odpowiedzieć przecząco. Nie poprzestanie. - Jeśli tak się stanie, to jak głęboko, w dzieło poczęcia człowiek sięgnie? I czy wrodzona dążność do odkrywania tajemnic istnienia - jako takiego - nie skusi człowieka do poprawienia "Dzieła Stwórcy" i nie zapragnie on "wyprodukowania" dla siebie "służącego", albo któregoś z już nie żyjących "Noblistów"?

Nie zauważanie zagrożeń w kolejnych krokach po in vitro można tłumaczyć powierzchownością traktowania tego - jakże poważnego w skutkach - problemu. Wiemy przecież, że człowiek przez kilka tysięcy lat, udokumentowanych, swego bytowania na ziemi, nie poradził sobie z ułożeniem zgodnego współżycia. Nadal mamy wojny, czyli masowe się mordowanie i mamy także, w pojedynkę mordowanie. Mamy tortury,
wzajemne się poniżanie, pogardzanie, zniewalanie i inne znęcanie się jednego człowieka nad drugim.

Zwracam w tym miejscu uwagę, że te wszystkie szkodliwe dla innych oddziaływania są skierowane na istotę dojrzałą, sprawną fizycznie i psychicznie, posiadającą zdolność do obrony, która rzadko pozostaje bierna wobec szkodzących jej oddziaływań. W każdej chwili, z atakowanej może stać się stroną atakującą i zadać stronie ją atakującej śmiertelny cios. No i mimo świadomości stania się ofiarą własnej agresji, tej agresji, przez te wspomniane kilka tysiącleci swego istnienia, ludziska nie byli w stanie się pozbyć.

A, jak człowiek zachowa się wobec istoty, która jeszcze nie potrafi się bronić, bezsilnej, całkowicie bezbronnej, zdanej na jego łaskę i niełaskę? - Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami...

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Żeby nie przedłużać i rozstać się w pokoju zauważę tylko - gdybyśmy swoje życie regulowali z większą rozwagą, przewidywalnością skutków swoich kroków, odrobiną wyobraźni, uwzględniając tego "sąsiada na ławce życia", to zapewne nie byłoby tak dużo konfliktów skutkujących ofiarami jak również nędzy i głodu. Pozdrawiam. Tadeusz.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Tadeuszu, pyta Pan po wyłożeniu swoich rzeczowych wywodów: " Czy to, o czym wspominam, to tylko fantastyka?"Odpowiem, że nie. Są to bardzo rzeczowe pytania, człowieka, który mysli i ma duże doswiadczenie zyciowe. Z pana artykułu (a mogę powiedzieć właściwie artykułów) i komentarzy wychodzi głebokie zatroskanie o to, "co ten człowiek jeszcze wykręci"? Czuje się taki głęboki niepokój i wydaje mi się, że Pana chyba rozumiem... Może sie mylę.
Na przyszłość człowieka patrzę jednak bardziej ufnie, niż Pan. Zasadniczą różnicę jaką czuję między nami jest to, że ja uważam za niecelowe stawianie sobie ograniczeń w działaniu, zwłaszcza w odniesieniu do prowadzeniu prac naukowych. Nie obawiam się "wyprodukowania cyklopów", które zniszcą cywilizację. Zbyt dużo władzy nad światem chyba przypisujemy sobie w takim mysleniu. Życie samo się z tym upora, ponieważ jak Pan słusznie zauważył nie wiemy czym ono jest. Mnie też nie zadowala taka oto regułka, która materię ożywiona odróżnia od nieożywionej jedną zasadniczą różnicą, mianowicie czynną wymianą materii i energii komórki bądź układu komórek z otoczeniem. Jest to dla myślącego człowieka zbyt mało. Nie wystarcza mu, więc cały czas poszukuje czegoś bardziej satysfakcjonuącego.
Uawżam, że skoro nie my jesteśmy siłą sprawczą powstania życia, to również nie będziemy jego siłą destrukcyjną.
Historia odkryć i wynalazków pokazuje, że chowanie lub zaniechanie nie jest dobrym pomysłem na działalność człowieka. Możemy tylko uczyć się non stop większej odpowiedzialności za swoje czyny.
Również i w sprawach prokreacji człowieka i jego zdrowiu nie powinno być tematów tabu, a to niestety jest nagminne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Powoli zaczynamy dochodzić do częściowego porozumienia. Zachowanie powściągliwości jest potrzebne do kompleksowego, pełnego, rozważnego, z uwzględnieniem wszystkich za i przeciw, przeanalizowania i wypracowania aktów prawnych, które by ściśle regulowały stosowanie in vitro. Metody in vitro nie można potraktować w sposób w jaki traktuje się regulację prawne, do których po paru miesiącach wprowadza się nowelę.
Odnośnie istoty ludzkiej i początku, zajarzeniu się życia - to jest większy problem. Nie wiem czy w ogóle człowiek jest w stanie go rozwiązać. Prawda jest taka, że człowiek nie wie co to jest - życie. Niech mi ktoś powie. Czego to brakuje człowiekowi w chwilę po zgonie? Niby nic z niego nie ubyło - a jednak? Ktoś powie że śmierć to ustanie funkcjonowania organów podtrzymujących życie - prawdę powie. Ale mnie chodzi o to "coś", co zaczyna i co kończy funkcjonowanie organów podtrzymujących życie. Dodam tylko, że organy to nie tylko serce, mózg, żołądek, wątroba itd. Do nich zaliczają się także jądra komórek zawierające DNA i bierze udział w podziale komórki. A zdaję się, że zarodek już posiadł zdolność do dzielenia komórek. Sami widzicie: im dalej w las tym więcej drzew.
Tak tak Panie Mareczku. Praca, badania nad elementarnymi ogniwami, albo "iskierkami" życia to nie to samo co spuszczenie wody po załatwieniu - a jakże "czynności życiowej".
Wspomnę jeszcze o tym, na co usiłowałem skierować uwagę - ewentualnych czytelników i komentatorów. Zajrzyjcie do mitologii greckiej o żeby daleko nie sięgać. Występują w niej wzmianki o cyklopach. Nawet jeden z nich Polifem Odyseusza uwięził. Znów zapytam. Czy przypadkiem ci cyklopi to nie owoc "pogmerania" w łańcuchu genetycznym istoty ludzkiej, żyjącej w zaginionej cywilizacji? Słyszy się powiedzenie - "czas wszystko strawi, a ziemia pochłonie". Czy aby jesteście pewni, że na naszym globie ta obecna cywilizacja jest pierwsza i ostatnia? A może to ostrożność w badaniach i wdrażaniu osiągnięć - niby - poprawiających "Dzieło Stworzenia" ustrzeże nas od tego co spotkało naszych poprzedników? Czy to, o czym wspominam, to tylko fantastyka?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Tadeuszu,

Myślę, że stanowiskiem, z którym Pan się liczy, jest stanowisko KRK.

Warto przypomnieć, skąd się to stanowisko wzięło.
Jest to rezultat instrukcji Kongregacji Nauki Wiary " "Dignitas personae".

Rzym przemówił, sprawa zakończona.

Byłaby zakończona, gdyby nie próby jej uzasadnienia.

Kardynał Stanisław Dziwisz powiedział, że ta instrukcja jest skierowana do ludzi "poszukujących prawdy".

A tymczasem z prac wielkich teologów katolickich dowiadujemy się, że prawda jest "wzorcza" i "naśladowcza".
W uproszczeniu, prawda naśladowcza bazuje na rezultatach badań, a prawda wzorcza może dotyczyć tylko objawienia i w praktyce ogranicza się do "zarządzania" sakramentami. ( odpuszczanie grzechów)

Czy widzi Pan sprzeczność ?
Sprzeczność między "instrukcją" a "poszukiwaniem prawdy" ( naśladowczej) ? Bo o wzorczej mowy być nie może. Nie ma nic na ten temat w objawieniach.

Tym bardziej, że w historii teologii katolickiej można pokusić się o definicję "osoby ludzkiej". Na przykład św Tomasz pisał, że jest nią tylko jednostka posiadająca świadomość i zdolna do świadomego podejmowania decyzji.

Rozumiem etyczne obawy o granicę badań, jednak, jak zaznaczyła Anna, to właśnie "pustka prawna" jest najsłabszym ogniwem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Anna
  • Anna
  • 16.07.2012 23:08

Panie Tadeuszu, nie nastawiłam się na "wyłącznie krytykę Pańskiego tekstu" tylko sprostowałam kwestie, które są w moim poczuciu obciążone błędami dowodzenia. Nie uważam także, abym dała Panu podstawy do imputowania mi zaślepienia: moja odpowiedź odnosi się do meritum i nie precyzuje mojego osobistego stanowiska wobec metody ivf.
Zauważa Pan, iż nie kontestuje Pan metody in vitro. Odnoszę odmienne wrażenie. Ze zdania "nie dziwię się ludziom, którzy się nie zachłysnęli in vitrem i zachowują powściągliwość w jego usankcjonowaniu" wynikają dwie implikacje:
1. po pierwsze sugeruje Pan, iż stosowana od 34 lat metoda leczenia jest nowinką, którą można się zachłysnąć. Osobiście uważam, że zachłysnąć można się nowym ekranem i-poda, ale nie metodą leczenia, która doprowadziła do narodzin pięciu milionów ludzi i jest jedną z lepiej przebadanych gałęzi ginekologii. Dla porównania dodam, iż pierwszy udany przeszczep serca w Polsce jest zaledwie o dwa lata starszy od pierwszego udanego zapłodnienia ivf w Polsce. O jakich nowinach i zachłyśnięciach więc rozmawiamy?
2. po drugie zestawia Pan owe zachłyśnięcie z racjonalnością postawy powściągliwej wobec usankcjonowania metody ivf. Mam dla Pana nienajlepsze wiadomości wobec tego: metoda in vitro jest stosowana w Polsce od roku 1987 i jeśli towarzyszą jej nadużycia to właśnie dlatego, ponieważ od 25 lat brakuje prawnego usankcjonowania tej metody, a więc stworzenia i wdrożenia regulacji prawnych. Nie ma możliwości wyeliminowania metod wspomaganego rozrodu, również z tego względu, iż w ciągu ostatnich 20 lat WHO trzykrotnie zmieniało normy nasienia męskiego, ponieważ narastającym problemem społecznym staje się męska niepłodność. Jej nie da się leczyć ziołami ani witaminami (farmakologią zresztą także nie), więc pozostaje nam alternatywa: powolna depopulacja i czekanie na Godota lub stworzenie takiego systemu prawnego, który zabezpieczy interesy pacjentów i potencjalnych dzieci.
W tym świetle powściągliwość nie jest racjonalna, a jest bierną zgodą na możliwe nadużycia.

Nie wydaje mi się także, aby ciążył na mnie obowiązek odniesienia się do całości Pańskiego tekstu i aby skomentowanie jedynie wybranych jego fragmentów mogło o czymkolwiek z mojej strony świadczyć.
Nie wiem, co rozumie Pan przez frazę "delikatność metody in vitro", bo w równym stopniu delikatnym zagadnieniem jest transplantacja serca czy hodowla komórek macierzystych.
Biotechnologie prą do przodu, czasem etyka za nimi nie nadąża- to prawda. Ale to znów nie jest argument przeciwko biotechnologiom i za wartościowaniem delikatności poszczególnych dziedzin medycyny, a argument na niekorzyść opieszałości bioetyków.
Natomiast czy nie obawiam się, że skutki in vitro mogą być zbliżone do tych opisanych w powieściach science fiction?
Otóż obawiam się i właśnie dlatego podkreślam rolę regulacji prawnych i wdrożenia przepisów, których brak był Pan łaskaw nazwać "powściągliwością" wyrażając wobec niej pewną dozę aprobaty i brak zdziwienia.
Proszę więc pozwolić mi napisać, że mnie bezprawie w biotechnologii akurat bardzo dziwi oraz niepokoi, ponieważ źródłem ryzyka nie są techniki medyczne, a próżnia prawna, w której istnieją.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie! I mnie - wprost - trwożą działania i zachowania takich ludzi jak Pan - Panie Marku. Ale widocznie jestem osamotniony w swoim postrzeganiu ludzkich postaw i zachowań. Poddaję się! Róbta co chceta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Tadeuszu, a czy coś nas, ludzi, ma ograniczać w poznawaniu i ewentualnym poprawianiu świata?

W tym pana zdaniu nie widzę nic zdrożnego, co najwyżej... niesmacznego: << I czy wrodzona dążność do odkrywania tajemnic istnienia - jako takiego - nie skusi człowieka do poprawienia "Dzieła Stwórcy" i nie zapragnie on "wyprodukowania" dla siebie "służącego", albo któregoś z już nie żyjących "Noblistów"? >>
Granice poznania przesuwają się. Gdyby tak nie było, nie pisalibyśmy sobie na W24...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Aniu.
A szkoda, że Pani nastawiła się wyłącznie na krytykę mojego tekstu. Zdaje mi się że powinna Pani wiedzieć o takim "zjawisku przyrodniczym", jakie wywołuje nastawienie. Jest nim - zaślepienie.
Uzasadnienie
W tekście nigdzie nie ma kontestacji osiągnięcia, jakim jest in vitro. Proszę spojrzeć. "Należałoby mu tylko przytaknąć, wszak metoda in vitro - można by rzec - jest udaną ingerencją w samo "Dzieło poczęcia" życia."
Ja usiłuję w swoim tekście zwrócić uwagę na delikatność metody in vitro.

Zlekceważyła Pani akapit zaczynający się "Mnie bardziej interesuje, czy ci naukowcy - powiedzmy - czy człowiek poprzestanie na in vitro?" Nie ustosunkowała się Pani całkowicie do dalszej treści tekstu. A przecież tam poruszam problemy ściśle powiązane z tą "udaną ingerencją w Dzieło Poczęcie Życia", jak również skutkami dalszych kroków ludzi zachłyśniętych sukcesem in vitro. Czy jest Pani pewna, że skutki tych kroków nie mogą być takie, o jakich można poczytać w powieściach futurystycznych?

Pani jednak zauważyła we mnie mohera protestującego przeciwko innowacyjnej metodzie. No cóż! Można i tak.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Anna
  • Anna
  • 16.07.2012 11:38

Szanowny Autorze

W tekście jest kilka niespójności, by nie rzec: nielogiczności. Niemożność arbitralnego rozstrzygnięcia, od którego momentu zaczyna się człowiek nie oznacza "niepewności" w obrębie samej metody: jej skutków psychospołecznych i bezpieczeństwa medycznego.
Nad zapłodnieniem pozaustrojowym przeprowadzono do tej pory ponad 37 tysięcy badań: zrecenzowanych, poprawnych metodologicznie oraz spełniających kryteria naukowej wiarygodności.
Nie poruszamy się więc po terra incognita, znamy skutki, a temat, jak można na tej podstawie wnioskować, poznaliśmy dogłębnie i dalej zgłębiamy.
Ustalenie zaś, od którego momentu zaczyna się człowiek, dotyczy magisterium bioetyki, a nie magisterium nauk przyrodniczych. Nauki przyrodnicze mogą jedynie odpowiedzieć Panu, iż z połączenia gamety żeńskiej i męskiej powstaje zlepek komórek, który niewątpliwie żyje, o czym świadczą procesy dalszego podziału. Ale czy to jest człowiek? Dla katolika tak, dla żyda niekoniecznie, dla ateisty rozmaicie.
Rozstrzygnięcie arbitralne nigdy tu nie nastąpi, ponieważ stanowiska w samym Chrześcijaństwie są podzielone, a cóż dopiero mówić o pozostałych religiach.
W dalszej części tekstu pomija Pan aspekt medyczny in vitro, która jest metodą skierowaną do ludzi chorych, i koncentruje się Pan na możliwych nadużyciach.
Nadużycia są częścią każdej dziedziny medycyny począwszy od transplantologii, a na pediatrii skończywszy.
Niemniej dowodzenie, iż profilaktycznie należałoby wstrzymać przeszczepy nerek, gdyż potencjalnie mogą się wiązać z czarnym rynkiem handlu narządami oraz wykorzystywaniem ubogich ludzi z krajów mniej rozwiniętych, w dzisiejszych czasach nie wytrzyma już próby obrony.
To wadliwy punkt rozpoczęcia sporu, ponieważ każda biotechnologia może służyć człowiekowi, a może mu szkodzić. Ta konkluzja nie wnosi nic nowego i nie świadczy przeciwko biotechnologii, a przeciwko brakowi uregulowań prawnych.
To właśnie rolą prawa jest przyjęcie odpowiednich regulacji, które pozwalają maksymalizować pozytywy danej techniki i redukują nadużycia do marginesu statystycznego.
Proszę zauważyć, iż rokrocznie tysiące ludzi ginie w katastrofach lotniczych, a mimo to nie delegalizujemy lotnictwa, a wzmacniamy procedury kontroli jakości. Ponieważ to nie samolot jest zagrożeniem, a czynnik ludzki oraz techniczny, które należy kontrolować, regulować i monitorować.
Udało się to większości krajów europejskich w przypadku rozrodu wspomaganego, więc nie widzę powodu wyważania otwartych drzwi akurat w Polsce i dowodzenia, iż wyjątkowo w naszym kraju powinna nas obowiązywać prawna i medyczna zachowawczość.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.