Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

5813 miejsce

Czy Nagroda Nike ma dziś znaczenie? Zapytaliśmy o to Chutnik, Surmiak-Domańską i Bieńczyka

Nagroda literacka to prestiż, uznanie, wzrost nakładów. A może relikt przeszłości, niemający we współczesnym świecie większego znaczenia? O Nagrodzie Nike porozmawialiśmy z nominowanymi i z ubiegłorocznym laureatem.

 / Fot. Archiwum PolskapresseStatuetka i 100 tysięcy złotych. W tym roku o Nagrodę Literacką Nike powalczą cztery panie i trzech panów: Joanna Bator, Kaja Malanowska, Katarzyna Surmiak-Domańska, Justyna Bargielska oraz Igor Ostachowicz, Szczepan Twardoch i Maciej Sieńczyk. O tym, kto otrzyma Nike, przekonamy się już 6 października.

Proporcje mogą wprawić w konsternację - więcej kobiet niż mężczyzn. Nie powinno to jednak nikogo dziwić, bowiem coraz częściej na listach nominacji do prestiżowych nagród literackich widzimy nazwiska kobiet. To bardzo dobry sygnał, przeczący powszechnemu stereotypowi, według którego literatura kobieca jest tą gorszą, pozbawioną głębi, skupiającą się na powierzchowności. - Tegoroczne nominacje wreszcie odzwierciedlają to, co jest w polskiej prozie od lat 90. Kobiety i ich perspektywa traktowane nie jako ciekawostki przyrodnicze czy enklawa babskiego pisania, ale jako pełnoprawne wypowiedzi artystyczne - mówi W24 Sylwia Chutnik, której Cwaniary znalazły się w gronie 20 nominowanych książek.

Nominacja: nobilitacja czy frustracja?

Na liście dotychczasowych zdobywców nagród widnieją same znamienite nazwiska, m.in. Czesław Miłosz, Tadeusz Różewicz, Wiesław Myśliwski, Andrzej Stasiuk czy Olga Tokarczuk. Nie trzeba nikogo przekonywać, że dołączenie do tego grona to dla pisarza nobilitacja, zresztą - już sama nominacja jest olbrzymim wyróżnieniem.

- Nominacja to nadal prestiż, wzrost "wartości na rynku" księgarskim. Jak również pretekst do obrażania się innych i szeptania za plecami. Dla mnie to przede wszystkim poczucie odpowiedzialności i mobilizacja do roboty - czyli zwiększona frustracja, że tyle jeszcze przede mną - mówi Sylwia Chutnik.

Doceniona czuje się także Zośka Papużanka, której Szopka również znalazła się w czołowej 20. Doktorantka Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie nie czuje jednak, aby ciążyła na niej jakaś odpowiedzialność. - Mam na tyle dużo wolności osobistej, że nawet mnie samej nie jest łatwo siebie do czegoś zobowiązać. Robię rzeczy, w których widzę sens i które chcę robić, a nie takie, do których jestem zobowiązana. Chętniej i lepiej pracuję z powodu mojej własnej, pozytywnej motywacji, niż pod presją - powiedziała kilka dni temu W24.

Narażam sie bardziej niż zwykle

Presję czują nie tylko nominowani, na których rynek zwrócił uwagę, ale również laureaci. Zdają sobie sprawę, że od tego momentu będą obserwowani przez krytyków i czytelników dwa razy baczniej niż wcześniej. To może być mobilizujące - dzięki temu autor uważniej waży każde słowo, ma większą świadomość tekstu.

Marek Bieńczyk, ubiegłoroczny laureat Nike za Książkę twarzy, twierdzi, że zawsze odczuwał presję - tę wewnętrzną. Przyznaje jednak, że teraz jest ona inna: - Owszem, jest ona niejako silniejsza, bo wiadomo, że kolejną książką narażam się bardziej niż zwykle - twierdzi.

Prestiżowa nagroda czy relikt przeszłości?

Przyznanie nagrody ma oczywiste konsekwencje. Po ogłoszeniu laureata natychmiast wzrasta zainteresowanie klientów zwycięskim tytułem, co oznacza, że rośnie sprzedaż. Poprawia się także rozpoznawalność nazwiska danego autora, a co się z tym wiąże, jego pozycja negocjacyjna - może rozmawiać z wydawnictwem na zupełnie innych zasadach niż wcześniej. Potwierdza to Marek Bieńczyk: - Sprzedaż wzrosła lawinowo, jeśli wziąć pod uwagę nakłady esejów - przyznaje. - Ale negocjować nigdy nie umiałem i już się nie nauczę.

Można się jednak zastanawiać czy poza wymienionymi konsekwencjami, nagrody literackie mają jakieś znaczenie. - Oczywiście, że mają. Podgrzewają atmosferę wokół książek, są pretekstem do rozmowy o nich, tworzą modę na czytanie - twierdzi Katarzyna Surmiak-Domańska. Tak, ale te dyskusje i debaty odbywają się w niewielkim gronie. W Polsce nadal czyta niewiele ludzi - błędem jest jednak myślenie, że kiedykolwiek było inaczej. W PRL-u kupowano wiecej książek, ale tylko dlatego że nie było wtedy innych atrakcji: tabletów, laptopów, internetu, filmów na DVD itd. Załamywanie rąk nad obecnym poziomem czytelnictwa nie ma więc większego sensu.

A czy ma go przyznawanie dziś nagród literackich? Nie wpływają one przecież szerzej na wzrost czytelnictwa, nie kształtują trendów w literaturze. Wywołują reakcję na rynku książki, ale to hermetyczne i niewielkie środowisko. Dziś statuetki trącą myszką - dla jednych są reliktem poprzedniej epoki, niemającym większego znaczenia (można jednak kwestionować, czy są to świadomi odbiorcy literatury, stanowiący tzw. "jądro czytelnicze"), dla innych iskierką nadziei, pokazującą, że kultura wysoka jeszcze nie umarła.

I może właśnie w tym tkwi ich największy sens.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Tak dla przypomnienia link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.