Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

26868 miejsce

Czy największe bezprawie jest w polskim prawie?

Gdyby moje życie zależało od trafności odpowiedzi na tytułowe pytanie – moja odpowiedź byłaby twierdząca.

Gdyby moje życie zależało od trafności odpowiedzi na tytułowe pytanie – moja odpowiedź byłaby twierdząca. Na poparcie swego stanowiska przytaczam materiał znaleziony w sieci, w którym upublicznia się wieść pochodzącą z ust Polskiej Temidy. Czytamy w nim: „W zeszłym roku do sądów w naszym kraju wpłynęło ponad 14 mln spraw, z czego najwięcej, ponad osiem mln, stanowiły sprawy cywilne - poinformował resort sprawiedliwości. Liczba spraw wpływających do sądów konsekwentnie wzrasta od kilku lat”. Więcej pod: http://prawo.rp.pl/artykul/990665.html

Z dalszej treści wynika, że w sądach leżakowało oczekując na zakończenie 1,9mln spraw. Summa summarum mamy 15,9mln spraw do rozpatrzenia, przez Polską Temidę. Jeśli to pomnożymy – w najlepszym wypadku – przez dwie strony biorące udział w procesach, to – ni mniej, ni więcej – w Polsce aktualnie sądzi się 82,51 procent polskiego społeczeństwa. Skwituję powyższe pytaniem: Czy przywołane wieści świadczą o poprawności, jasności, jednoznaczności polskiego prawa, czy raczej o antonimach tych określeń, a może przede wszystkim o pokrętności polskiego prawa?

Żeby Szanowne Państwo – ewentualni Czytelnicy – nie czuło niedosytu z uzasadnienia udzielonej odpowiedzi, pozwolę sobie przytoczyć swój własny wywód mataczenia w Polskim Prawie. „Przywołany do tablicy” – chciał nie chciał – musiałem pogrzebać w polskim prawie ubezpieczeniowym. Poskutkowało ono nabyciem wiedzy o polskich prawach ułatwiających zobowiązanemu ubezpieczycielowi PZU S. A. i nie tylko, dokonywania likwidacji komunikacyjnych szkód powypadkowych – czytaj, likwidacji samochodów powypadkowych.

A było to tak. Rzecznik Ubezpieczonych pobudzony wątpliwościami wystąpił do Sądu najwyższego z wnioskiem o treści: - „Czy na podstawie przepisu art. 363 § 1 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks Cywilny (Dz. U. Nr 16 poz. 93 z późn. Zm.) za nadmierne trudności lub koszty przywrócenia stanu poprzedniego można uznać koszt naprawy uszkodzonego pojazdu, który nie jest równy lub nie przekracza 100% ? jego wartości sprzed szkody?”

W Postanowieniu III CZP 76/05 Sądu Najwyższego w składzie siedmiu sędziów, pod przewodnictwem Prezesa SN Tadeusza Erecińskiego czytamy: „Na posiedzeniu niejawnym w izbie Cywilnej w dniu 12 stycznia 2006 r., przy udziale prokuratora Prokuratury Krajowej Piotra Wiśniewskiego, na skutek zagadnienia prawnego przedstawionego przez Rzecznika Ubezpieczonych we wniosku z dnia 6 lipca 2005 r., Nr RU/187/05/AID,:

Czy na podstawie przepisu art. 363 § 1 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks Cywilny (Dz. U. Nr 16 poz. 93 z późn. Zm.) za nadmierne trudności lub koszty przywrócenia stanu poprzedniego można uznać koszt naprawy uszkodzonego pojazdu, który nie jest równy lub nie przekracza 100% ? jego wartości sprzed szkody?

odmawia podjęcia uchwały.”

Z uzasadnienia odmowy dowiadujemy się, że Rzecznik Ubezpieczonych występując z wnioskiem do Sądu Najwyższego spodziewał się – po pierwsze – rozwiania wątpliwości interpretacyjnych art. 363 par. 1, zdanie drugie. Jak widać to zdanie o treści: „Jednakże gdyby przywrócenie stanu poprzedniego było niemożliwe albo gdyby pociągało za sobą dla zobowiązanego nadmierne trudności lub koszty, roszczenie poszkodowanego ogranicza się do świadczenia w pieniądzu.” wprowadza – nie tylko moim zdaniem – do procesu likwidacji szkód komunikacyjnych z ubezpieczenia OC wiele zamieszania, na tle wątpliwości interpretacyjnych, rozbieżności w orzecznictwie sądowym, jak też doprowadza do polaryzacji stanowisk. Bo któż może wiedzieć, jakie trudności lub koszty, dla zobowiązanego są nadmierne? Rzecznik Ubezpieczonych, chciał też dowiedzieć się, czy Sąd Najwyższy – podobnie jak on – opowie się za uznaniem stanowiska według którego, przywrócenie stanu poprzedniego jest niemożliwe lub pociąga za sobą nadmierne trudności lub koszty (art. 363par. 1 k.c.), gdy koszt naprawy samochodu jest równy lub przewyższa jego wartość określoną w dacie sprzed zdarzenia szkodowego? Czy też opowie się za stanowiskiem, według którego niektóre zakłady ubezpieczeń, za nadmierny trud lub koszty dla zobowiązanego uznają koszt restytucji pojazdu wynoszące 70% wartości pojazdu określonego w dacie sprzed zdarzenia szkodowego?

No i proszę Szanownych Państwa, wyobraźcie sobie, że Sąd Najwyższy, który nie szczędząc trudu przebrnięcia przez zawiłości prawne – podobnie jak Rzecznik Ubezpieczonych – zaaprobował, choć nie w uchwale, tylko w uzasadnieniu stanowisko głoszące: „Za utrwalony należy zatem uznać pogląd, że koszt naprawy uszkodzonego w wypadku komunikacyjnym pojazdu, nieprzekraczający jego wartości sprzed wypadku, nie jest nadmierny w rozumieniu art. 363 par. 1 k.c. Pogląd ten aprobowany jest w doktrynie.” Proszę Szanownego Państwa, uwierzcie mi. Mówiąc o Najwyższosądowym brnięciu przez zawiłości prawne, nie popełniłem nadużycia. Ja usiłowałem pobudzić Państwa wyobraźnię, żebyście Państwo wiedzieli, ile Sędziowie Sadu Najwyższego musieli nakombinować, ile wnieść inwencji twórczej, ile naprzywoływać sądowych orzeczeń, żeby stanowisko – nie tylko nic nie wyjaśniające, ale bardziej gmatwające usytuowanie prawne poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych, jak też szkodliwe, dla nich finansowo – przedstawić w takim świetle, które oślepi poszkodowanych i wymusi uznanie go za spełnienie zasady pełnego odszkodowania zgodnego z obowiązującym prawem wyrażonym w art. 361 par 2 k.c.

Powtórzę się. Ja nie kłamie i zaraz wyjawię, przedstawię, jak gorzkimi owocami, dla poszkodowanych zaowocowało „drzewko” posadzone przez Rzecznika Ubezpieczonych i „podlane” przez Sąd Najwyższy. Skutek jest następujący. Usankcjonowanie, aprobowanie w doktrynie poglądu, że koszt naprawy uszkodzonego w wypadku komunikacyjnym pojazdu, nieprzekraczający jego wartości sprzed wypadku, nie jest nadmierny w rozumieniu art. 363 par. 1 k.c. otwiera drogę zobowiązanym ubezpieczycielom do uznania kosztów naprawy (restytucji) równych i przekraczających wartość pojazdu uszkodzonego w dacie sprzed zdarzenia szkodowego, za nadmierne. W następstwie tego, uznanie naprawy za nieopłacalną. Co zostało zapisane w uzasadnieniu. „Przyjmuje się, że nieopłacalność naprawy, będąca przesłanką wystąpienia tzw. Szkody całkowitej, ma miejsce wówczas, gdy jej koszt przekracza wartość pojazdu sprzed wypadku.” A z kolei uznanie szkody za szkodę całkowitą jest determinantą sposobu likwidacji szkody. Jeśli szkoda zostanie uznana za szkodę całkowitą, wówczas jej likwidacja przeprowadzana jest metodą różnicową (dyferencyjną). W takim przypadku wysokość odszkodowania stanowić będzie różnica między wartością pojazdu sprzed wypadku a wartością pozostałości. Rezultatem końcowym jest więc posiadanie kwoty wyliczonej metodą dyferencyjną i pozostałość powypadkowa samochodu.

Teraz proszę o szczególne skupienie i skonfrontowanie, powyższego „końcowego rezultatu” z zasadą jaka powinna mieć zastosowanie w likwidacji szkód z OC. Jej brzmienie podał Sąd Najwyższy, także na str. 5-tej uzasadnienia. Oto jej treść:
„W obowiązkowym ubezpieczeniu komunikacyjnym OC ma zastosowanie zasada pełnego odszkodowania wyrażona w art. 361 par. 2 k.c., a ubezpieczyciel z tytułu odpowiedzialności gwarancyjnej wypłaca poszkodowanemu świadczenie pieniężne w granicach odpowiedzialności sprawczej posiadacza lub kierowcy pojazdu mechanicznego (art.822 par. 1 k.c.). Suma pieniężna wypłacona przez zakład ubezpieczeń nie może być jednak wyższa od poniesionej szkody (art.824 par. 1 k.c.) i przede wszystkim na tym tle zachodzi potrzeba oceny, czy koszt restytucji jest dla zobowiązanego nadmierny (art.363 par. 1 zd. Drugie k. c. . Przyjmuje się, że nieopłacalność naprawy, będąca przesłanką wystąpienia tzw. Szkody całkowitej, ma miejsce wówczas, gdy jej koszt przekracza wartość pojazdu sprzed wypadku. Stan majątku poszkodowanego niezakłócony zdarzeniem ubezpieczeniowym, wyznacza bowiem rozmiar należnego odszkodowania” Pofatygowałem się i przeczytałem treści obu przywołanych artykułów z k. c..Art. 822 paragraf pierwszy ma brzmienie: „Przez umowę ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej ubezpieczyciel zobowiązuje się do zapłacenia określonego w umowie odszkodowania za szkody wyrządzone osobom trzecim, wobec których odpowiedzialność za szkodę ponosi ubezpieczający albo ubezpieczony.” (Pozostałe paragrafy o zapłacie odszkodowania nie traktują). W art. 824 czytamy:
„Jeżeli nie umówiono się inaczej, suma ubezpieczenia ustalona w umowie stanowi górną granicę odpowiedzialności ubezpieczyciela.” Sąd Najwyższy zaś napisał: „Suma pieniężna wypłacona przez zakład ubezpieczeń nie może być jednak wyższa od poniesionej szkody”. Czy ta „drobna” nieścisłość treści przywołanego art. 824 par.1 ( pozostałe nie traktują o górnej, czy dolnej granicy odpowiedzialności ubezpieczyciela.) z treścią Najwyższąsądową jest zwykłym niedopatrzeniem? – Odpowiedzcie sobie sami. Według mnie, w art. 624 nie ma wzmianki o wyższości, czy niższości sumy pieniężnej, wypłaconej przez zakład ubezpieczeń, od poniesionej szkody. Dlaczego Sąd Najwyższy, dla potwierdzenia słuszności swego wywodu podparł się art. 824 par 1? Nad odpowiedzią na to pytanie zachęcam także się zastanowić.

Przyjrzyjmy się teraz stanowi majątku poszkodowanego, niezakłóconego zdarzeniem ubezpieczeniowym. Majątek ten stanowił sprawny technicznie samochód, którym poszkodowany mógł dowolnie dysponować. Majątkiem jakim może dysponować poszkodowany po likwidacji szkody uznanej za całkowitą jest – jak już wspomniałem – kwota pieniężna i pozostałość powypadkowa pojazdu. – I to te dwa majątki mają być tożsame? Według polskiego prawa – przepraszam – według doktryny funkcjonującej w polski prawie. (a doktryna według encyklopedii PWN to: „pogląd na prawo, jego gł. instytucje, rozwój i funkcje społ. oraz ocena obowiązującego prawa i postulaty jego ewentualnych zmian; treść doktryny jest uwarunkowana przez stan wiedzy oraz interesy klasowe, których rzecznikiem w konkretnej sytuacji hist. jest twórca doktryny.” – Mówiąc po „naszemu”, doktrynę tworzy środowisko prawnicze, Sąd Najwyższy także. Uwarunkowana jest zaś przez interesy klasowe. Teraz zrozumieliście. Na straży czyich interesów stoi polska doktryna w prawie ubezpieczeniowym – możemy się tylko domyślać. Na pewno nie poszkodowanych, bo to nie poszkodowani mogą się pochwalić zyskiem rocznym wynoszącym blisko 4 mld PLN. To nie poszkodowanym UOKiK dołożył kilkunastomilionową karę za zaniżanie odszkodowań.
Polska doktryna funkcjonująca w polskim prawie ubezpieczeniowym pozwoliła na usankcjonowanie praktyk ubezpieczycieli i sprowadzenie likwidacji szkody wypadkowej do transakcji handlowej, co – według mnie – jest pogwałceniem, najzwyklejszej przyzwoitości w stosunkach międzyludzkich. O tym, że Sąd Najwyższy w taki sposób traktuje zdarzenie wypadkowe, w którym poszkodowany doznaje urazu, albo fizycznego, albo psychicznego świadczy fragment motywacji wyroku przywołanego w uzasadnieniu odmowy podjęcia uchwały. Wyrok przywołano na str. 5. Oznaczony jest numerem V CKN 308/01 i wydany 11 czerwca 2003 r. Napisano w nim: „Nie ma różnicy w pojęciu szkody w rozumieniu ogólnych przepisów prawa cywilnego i szkody w rozumieniu prawa ubezpieczeniowego. W obu przypadkach chodzi o utratę lub zmniejszenie aktywów bądź powstanie lub zwiększenie pasywów osoby poszkodowanej. Z tego co można wyczytać, to aktywa i pasywa są terminami używanymi w księgowości jednostek prowadzących działalność gospodarczą. Używanie, tego samego samochodu, przez kilkanaście lat nie ma znamion, żadnej z działalności gospodarczych. Więc takiego samochodu nie można traktować jako towaru, tylko jako przedmiot służący do zaspokajania potrzeb życiowych właściciela. I to właśnie utrata możliwości korzystania z posiadanego przedmiotu jest najdotkliwszą szkodą dla właściciela, użytkownika. Do kwoty pieniężnej i pozostałości powypadkowej samochodu nikt nie wsiądzie i nie pojedzie zaspokajać swoich potrzeb życiowych. Uznanie ich za celowe, czy niecelowe, przynależy jedynie użytkownikowi. Zapytam. Jeśli ktoś dla zaspokojenia swoich potrzeb estetycznych kupił samochód, aby cieszyć się jego widokiem i jeśli ktoś mu uszkodzi ten samochód, to w jaki sposób wykaże potrzebę jego używalności? Wydaje mi się, że prawo ubezpieczeniowe powinno chronić użytkownika przedmiotu ubezpieczonego, niezależnie od jego przeznaczenia i sposobu korzystania z niego. Nic tylko wypadałoby, żeby jakiś organ polskiego państwa – chociażby Sejmowa Komisja do Spraw Kontroli Państwowej przyjrzała się bliżej praktykom stosowanym w sektorze ubezpieczeniowym, a także orzecznictwu, rozstrzygnięciom spraw spornych wynikających z oszukańczych manewrów ubezpieczycieli.
Nie twierdzę, że źródłem ubezpieczeniowych perturbacji – bo tak należy nazwać obecne dochodzenie odszkodowań – jest, jedynie paragraf pierwszy art. 363 ze swoim sławnym już chyba zastrzeżeniem: : „Jednakże gdyby przywrócenie stanu poprzedniego było niemożliwe albo gdyby pociągało za sobą dla zobowiązanego nadmierne trudności lub koszty, roszczenie poszkodowanego ogranicza się do świadczenia w pieniądzu.” Ale gdybym miał za zadanie naprawienia, procedur odszkodowawczych to zaczął bym od zlikwidowania tego zastrzeżenia. Owo zastrzeżenie jest nie do zinterpretowania. Jako że nadmierne trudności lub koszty są wielkościami relatywnymi. Co dla jednego będzie nadmierne, dla innego może być łatwe. Powiązanie nadmiernych trudności i kosztów, dla zobowiązanych ubezpieczycieli przy likwidacji szkód komunikacyjnych z wartością pojazdu sprzed wypadku, jest niczym innym, jak zastąpieniem jednej niewiadomej drugą niewiadomą. Wartość samochodu obliczana przez różnych rzeczoznawców będzie różna, a tym samym sporna. Dlatego, że do obliczania wartości pojazdu sprzed szkody wykorzystywane są różne współczynniki, korekty, a ich dobór uzależniony jest od immanentnych cech każdego człowieka, a te każdy z nas ma inne i niepowtarzalne. Dlaczego to nikomu nie przyszło do głowy, aby zadbać o nadmierne trudności poszkodowanego w przywróceniu rzeczywistego stany sprzed wypadku? Gdzie się podziała likwidacja szkód bezgotówkowa? Dlaczego to PZU S. A. i inni nie mogą prowadzić swoich sieci warsztatowych, gdzie by doprowadzali uszkodzone samochody do stanu sprzed wypadku? Czy przypadkiem nie dlatego, że polska doktryna prawna zaaprobowała łatwiejszy sposób likwidacji szkód i do tego pozwalający na łupienie poszkodowanych. Świadczy o tym wzrost skarg w sektorze ubezpieczeniowym. „W III kwartale 2013 roku do Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego wpłynęły 2934 skargi od klientów podmiotów rynku finansowego. Ponad połowa zastrzeżeń odnosiła się do działalności zakładów ubezpieczeń.” (Źródło – informacja prasowa KNF z 27 listopada 2013 roku.)

Do wszystkiego swoją rączkę przykłada pokusa ubezpieczycieli do pozyskania dóbr materialnych w łatwy, jednak nieuczciwy sposób. To pokusa łatwego zysku podjudza ubezpieczycieli do operowania wartością pojazdu sprzed zdarzenia ubezpieczeniowego i po zdarzeniu, a także kosztami naprawy, w celu zaniżania odszkodowań. Każdy, Sąd Najwyższy także musi w swoich decyzjach uwzględniać naturalne skłonności jednostek funkcjonujących w społeczeństwie. A zachowanie ludzkie, najczęściej uzależnione jest od sytuacji i uwarunkowań. Nawet przysłowie znamy, które mówi: Okazja czyni złodzieja. Na potwierdzenie moich wywodów załączam link: http://wgospodarce.pl/opinie/10359-sad-najwyzszy-swoje-a-ubezpieczyciele-swoje-kiedy-zareaguje-knf

Apeluję, Proszę, niech ktoś władny zastanowi się, pomyśli, przyjrzy się polskiemu prawu – może rzeczywiście ono, z naszej przestrzeni życiowej czyni grzęzawisko, nie do przebrnięcia „sucha nogą’. – Bo skąd bierze się tak ogromna ilość skarg i spraw spornych?

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Widać, że ludzie niezbyt wnikliwie analizują treści sformułowań prawnych. Weźmy pod młotek, chociażby takie sformułowanie: "który nie jest równy lub nie przekracza 100% ? jego wartości sprzed szkody?" Czy którejś z osób w biurze Rzecznika Ubezpieczonych, czy z Najwyższosądowego gremium przyszło do głowy, że cen samochodu sprzed wydarzenia wypadkowego będzie tyle, ile będzie wykonawców tej wyceny? Dlaczego to Rzecznik ubezpieczonych nie zapytał Sądu Najwyższego : Czy na podstawie przepisu art. 363 § 1 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks Cywilny (Dz. U. Nr 16 poz. 93 z późn. Zm.) za nadmierne trudności lub koszty przywrócenia stanu poprzedniego można uznać koszt naprawy uszkodzonego pojazdu, który nie jest równy lub nie przekracza 100% sumy ubezpieczeniowej na którą auto, które uległo w wypadku nie zawinionym było ubezpieczone? To wydaje mi się byłoby jednoznaczne i bardziej adekwatne do procesu likwidacji szkody z OC. Nikt nie musiałby wyliczać wartości początkowej. z tego wszystkiego odnoszę wrażenie, że ktoś musiał w tym wszystkim grzebać brudnymi paluchami i dlatego ubezpieczyciele mają tak olbrzymie zyski. Nikt też nie zastanawia się, jak firma nie mająca produktu dodanego może osiągać zyski. Tutaj także można mniemać, że osiąga je dzięki zaniżaniu odszkodowań. To prawie tak jak z Pomocną Pożyczką - wszyscy wiedzą, że ludzie są kantowani, ale prawo wie lepiej. O tym tutaj: http://wyborcza.pl/1,75248,16244110,Przybywa_poszkodowanych_przez_Pomocna_Pozyczke__ale.html

A dlaczego to ubezpieczyciele sami nie mogą dbać o swoje wydatki, tylko Kodeks Cywilny, Rzecznik Ubezpieczonych i Sąd Najwyższy ma im w tych zabiegach pomagać. Do kosztorysów wstawiają ceny w najdroższych warsztatach i najdroższe części.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drogi Panie Redaktorze, jeżeli rządzący, politycy zajmują się wyborami, Ukrainą, wychodzącym na wolność Mariuszem T.,europosłem Protasiewiczem, kartą płatniczą posła Hofmana, meblami ministra Sikorskiego to nam pozostaje rzucanie swoimi tekstami o ścianę. Miejmy wiarę, że ktoś /kiedyś/ zainteresuje się poruszanymi przez nas problemami. Serdecznie pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prawo państwowe w krajach anglosaskich jest precedensowe i jako takie może być trochę niedopracowane. Na kontynencie europejskim żyjemy w cieniu Kodeksu Napoleona. który wszystkie sprawy cywilne, handlowe, gospodarcze określał do końca w sposób jasny i wyraźny, aby bez względu na to, kto sprawuje władzę, umowy zawierano na jednakowych dla wszystkich zasadach i na jednakowych zasadach rozstrzygano spory. Cesarz Francuzów uważał to za niezbędne dla nowoczesnego państwa i wydajnej gospodarki. Sytuacja, w której brak jest w państwie bezstronnego autorytetu władzy, kierującej się ideą dobra obywateli oraz oddania każdemu tego, co się komu należy, jest nieszczęściem. Gdyby była jeszcze swobodna konkurencja na wolnym rynku... Ale, ale... Skąd się taka weźmie bez równego dla wszystkich, jasnego i zrozumiałego prawa?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.