Facebook Google+ Twitter

Czy naprawdę poznamy moc różańca dzięki "Faktowi"?

"Powieś obraz Czarnej Madonny na ścianie. Uklęknij i odmów chociaż jedną część różańca..." to fragment artykułu z dodatku do sobotniej gazety codziennej "Fakt". A gratis... obraz Czarnej Madonny.

Długo zastanawiałam się czy napisać ten materiał. Szukałam informacji czy może ktoś swoje trzy grosze na ten temat już napisał. Jednak nikt tego nie zrobił...

Kupiłam sobie w sobotę "Fakt". Na czołówce, dużymi literami, napisane było: "Dziś w Fakcie cudowny obraz Matki Boskiej". W środku dodatek - wszystko co powinniśmy wiedzieć o różańcu. Reszta materiałów była standardowa: politycy (Nelli Rokita), pedofile, gwiazdy... Czyli to co zwykle.

Nie jestem jakoś przesadnie religijna, ale takie połączenie bardzo mnie drażni. Wiem, że gazeta w grupie docelowej ma ludzi starszych, a oni wiadomo, bardzo dużą wagę przykładają do religii. Ale żeby coś takiego?

W domu uczono mnie, że "świętym obrazkom" należy się szacunek i poszanowanie. Czy wyrazem szacunku jest umieszczanie ich w takich gazetach? Chyba nie. Nie chodzi mi nawet o treści jakie w niej są. Chociaż do religijnych obrazków na okładce one mi nie pasują. Ale o to co robimy z tą makulaturą. Trafia ona do kosza, służy jako podkładka pod coś... A wraz z nią Matka Boska. Czy tak powinno być?

Może dobrze, że na łamach "Faktu" ksiądz Bogdan Bartołd, proboszcz katedry św. Jana w Warszawie, omawia poszczególne tajemnice różańca. Może to taka ewangelizacja ludzi. Bardzo ciężko dotrzeć ze Słowem Bożym do dzisiejszego zapracowanego, nie mającego czasu społeczeństwa. Może to jest dobry sposób. Nie wiem, może nie powinnam tego pomysłu aż tak krytycznie oceniać?

Może czytelnicy się wypowiedzą i napiszą co myślą? Ja mam mętlik w głowie. Z jednej strony dla mnie jest to profanacja symboli religii katolickiej, ale z drugiej strony wiem, że jakiś cel w tym był i może to było umocnienie wiary? Może...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (37):

Sortuj komentarze:

Marto a dlaczego takie wyroby są w sklepach w których ekspedientkami są zakonnice- jak piszesz. Dlatego że przynoszą takie produkty duże dochody z których trudno jest zrezygnować.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Magdo, piszesz: "A czy ten proces nie powoduje oddalania ludzi od kościoła. Czy przeliczając wszystko na pieniądze nie tracimy tego co najważniejsze czyli swojej wiary?" Chodziło mi o to samo, stąd moje słowa o potrzebie ukrócenia tego procederu. Piszę o roli duchownych, bo nie da się po prostu zamknąć sklepików z tym kiczem, jedyny sposób to zmniejszenie popytu poprzez przekonanie wierzących, że to nie to. Zdumiewa mnie natomiast, że niektóre tego typu wyroby widziałam w sklepach, gdzie ekspedientkami były zakonnice. Tu już brak reakcji jest nie na miejscu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomku masz rację z tym: "Gdyby nie przykładali ręki do bezrefleksyjnej pobożności, to ta by się nie utrzymywała dzięki temu na swoim poziomie (albo szybciej by zanikała, będąc wypieraną przez dojrzalszą wiarę)." Myślę że gdyby nie było popytu na te wszystkie dewocjonalia to by po prostu to znikło. A ponieważ ludzie (może nie w większości ale jednak) są "bezrefleksyjnie pobożni" może wszystkie te dewocjonalia są im po prostu potrzebne?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Każdy jest pobożny na swój sposób. Jeżeli komuś to naprawdę (nie wątpię, że są takie przypadki) pomaga w utrzymywaniu bogobojnej postawy, to spoko. Reszta zaś niech się odcina od tego i nie zamartwia, bo faktycznie dla nich te rzeczy są gorszące i trącą komercją i marketingiem a nie prawdziwą religijnością.

To podobnie jak ze sposobem zwracania się do Boga na modlitwie. Załóżmy modlitwę, w której modlący się zaczyna przywitaniem skierowanym do Boga. I tak na przykład osoba bardzo pobożna może (nie musi, to tylko schemat) powiedzieć "Bądź wywyższony, Panie", "Chwała tobie Panie", taka normalna "Witaj Boże", "Witaj Ojcze", a stereotypowy 'ziomek' może powiedzieć "cześć tato" albo "siema Jezu". Teoretycznie dla nas taki zwrot może być gorszący i być znakiem braku szacunku wobec Boga, ale jeżeli to jest najwyższy stopień kultury osobistej, na jaki może wznieć się dana jednostka (nie jest to niemożliwe), to wtedy niech tak będzie. Bóg patrzy na każdego indywidualnie. Natomiast jeżeli ktoś usłyszy, że dana osoba w ten sposób zwraca się do Boga, lub - już w odniesieniu do tego artykułu - w ten sposób kultywuje swoją wiarę, to warto do niej się zwrócić i pokazać jej, że z odrobiną pracy może wznieść się wyżej w swoich modłach i relacjach z Bogiem. Jakoś tak.

Osobiście nie neguję zatem czegoś takiego jak w Fakcie, ponieważ być może dla kogoś to jest pożyteczne, natomiast odcinam się od tego i nie korzystam, a sam fakt postąpienia w ten sposób przez tabloid uznaję za niegodny. Gdyby nie przykładali ręki do bezrefleksyjnej pobożności, to ta by się nie utrzymywała dzięki temu na swoim poziomie (albo szybciej by zanikała, będąc wypieraną przez dojrzalszą wiarę).

Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Marta napisała:" Biznes związany z dewocjonaliami (bo tak to trzeba nazwać) od dawna deprecjonuje chrześcijańskie symbole i to ten proceder należałoby ukrócić.
Parę przykładów: podkładka pod mysz z napisem: Jesus first, t-shirt z wizerunkiem Chrystusa w cierniowej koronie, Matka Boska na tarczy zegara lub jako wspomniana tu już buteleczka, Jan Paweł drugi w postaci bombki choinkowej czy matrioszki (sprzedawane w Wadowicach, na parterze papieskiego domu-muzeum)." A czy ten proces nie powoduje oddalania ludzi od kościoła. Czy przeliczając wszystko na pieniądze nie tracimy tego co najważniejsze czyli swojej wiary?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale Marto rozpętałaś swoim artykułem dyskusję, no i dobrze, gratuluję! Bo temat cikawy i sama dyskusja bardzo interesująca.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I tu dotykamy jeszcze jednego zagadnienia: sztuki sakralnej. Termin sacro-polo już przywołany przeze mnie wyjaśnia wiele. Jak w innych dziedzinach tak tu mamy Requiem Mozarta i sprzedawane w kioskach z dewocjonaliami pieśni religijne w aranżach disco polo. Mamy Caravaggia i marnej jakości pseudo sztukę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Elu, jestem przekonana, że "Fakt" zamieścił tę reprodukcję przede wszystkim w celach marketingowych. Natomiast to, że cel zapewne osiągnął, powinno dać do myślenia duchowieństwu. Biznes związany z dewocjonaliami (bo tak to trzeba nazwać) od dawna deprecjonuje chrześcijańskie symbole i to ten proceder należałoby ukrócić.
Parę przykładów: podkładka pod mysz z napisem: Jesus first, t-shirt z wizerunkiem Chrystusa w cierniowej koronie, Matka Boska na tarczy zegara lub jako wspomniana tu już buteleczka, Jan Paweł drugi w postaci bombki choinkowej czy matrioszki (sprzedawane w Wadowicach, na parterze papieskiego domu-muzeum).

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.09.2009 11:11

O Boziu! Leszku, Jadwiga Cię chyba nie tyle poprowadziła co do reszty skołowała :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

No i Jadwiga poprowadzila nas w koncu inna sciezka, chyba sluszniejsza. Moge teraz smialo powiedziec, ze niezaleznie od tego komu nie bedzie podobac sie zamieszczenie medalika czy innego symbolu religijnego w takiej gazecie jak Fakt, to jednak jesli przynajmniej jedna osoba w wyniku tego szczerze sie pomodli to dla Boga i Kosciola bedzie to sukces....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.