Facebook Google+ Twitter

Czy naprawdę wszyscy nosimy w sobie Rumuna?

Dorota Masłowska napisała "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku" na zamówienie TR Warszawa. Sztuka miała być tekstem o Polsce, o pokoleniu lat 80. Pozostaje mieć nadzieję, że nie jest, bo obraz, jaki się z niej wyłania, jest upiorny.

Fot.Stefan OkołowiczTekst opublikowany w "Antologii nowego polskiego dramatu TR/PL"(maj 2006) miał być wyzwaniem dla autorki. Nigdy nie pisała dramatów, niewiele ich przeczytała, a za teatrem nie przepadała - jak z rozbrajająca szczerością przyznała w jednym z wywiadów (Didaskalia 72/06).
Może dlatego więc ta sztuka niewiele wnosi do polskiej dramaturgii.

Znudzeni życiem

Dwójka bohaterów - Dżina (Roma Gąsiorowska) i Parcha (Eryk Lubos) poznała się na zwariowanej imprezie pod hasłem: "Bród, smród i choroby", na której bawili się przebrani za Rumunów.
On jest sfrustrowanym aktorem z telenowel, ona "aktorką życia" - jak mówi o sobie - i samotną matką, której zdarza się zapomnieć odebrać dziecko z przedszkola.
To co ich łączy, to poczucie odrzucenia przez wszystkich, osamotnienia, nieprzystawalności doRoma Gąsiorowska i Eryk Lubos . Fot.Stefan Okołowicz rzeczywistości, która jest nudna i banalna.

Uwolnić w sobie Rumuna

Kiedy ma się kompleks niższości nic tak nie pomaga, jak wyobrażenie sobie, że są jeszcze gorsi - "Rumuni", "wieśniaki" itp. Poniżeni poniżają i...czują się lepiej. Zabawa się kończy, ale bohaterowie nadal tkwią w rolach Rumunów, chroniąc się w nich jak pod maską.
Ruszają w straceńczą podróż, próbując zapomnieć o problemach, zagłuszając je alkoholem i narkotykami.
W drodze spotykają podobnych im ludzi, słabych, przegranych: kierowcę autobusu (Janusz Chabior) czy zdradzaną przez męża kobietę (świetna groteskowo-tragiczna Magdalena Kuta). Magdalena Kuta
Jak w amoku jadą byle gdzie, byle dalej, byle uciec od problemów, które wrócą, gdy oni wytrzeźwieją.

Podróż w głąb siebie

Idea podróży w tradycji literackiej zwykle wiązała się z chęcią poznania prawdy o sobie. W tym przypadku prawda też się w końcu ujawni, ale raczej wbrew bohaterom.
Okaże się, że w środku nie ma nic; oboje są emocjonalnie puści. Nie potrafią kochać, zastępują więc uczucie szybkim, przypadkowym seksem. Pojęcie odpowiedzialności też jest im obce; Dżina nie troszczy się o swoje dziecko, Parcha trwoni pieniądze. Mają poczucie zmarnowanego życia, chcieliby dla siebie czegoś więcej, ale nic w tym kierunku nie robią! Są młodzi, a jedyne, co czynią to pogrążają się w marazmie, wychodząc z założenia, że nic nie da się zrobić i wszystko jest bez sensu.

Świat zdegradowanyFot.Stefan Okołowicz

Losy bohaterów nie budzą współczucia. Nie są ofiarami świata, ale samych siebie, własnej indolencji. Przemawia przez nich prymitywizm i nawet odkrycie, iż człowiek potrzebuje miłości, brzmi jakoś fałszywie. Są irytujący, a widza drażni dodatkowo fakt, iż urastają do rangi swoistych wzorców z epoki. Mimo wszystko to chyba zbyt uproszczony obraz pokolenia lat 80. Chyba nie wszyscy "nosimy w sobie Rumuna"?!

Kres świata wartości podkreśla też język. Masłowska nazywa rzeczy po imieniu - to wiadomo od wydania jej pierwszej książki. Jednak tym razem granice dobrego smaku zostały zdecydowanie przekroczone.
Używanie wulgaryzmów na scenie uprawomocnia ich istnienie. Może warto zaufać inteligencji widza i nie czynić z języka marginesu osobliwego wabika, przyciągającego do teatru. Dostosowanie stylu do opisywanych zdarzeń jest niezbędne, ale z zachowaniem odpowiednich proporcji. Tu ich nie ma!

Reżyser spektaklu Przemysław Wojcieszek (do niedawna głównie kojarzony z dobrym kinem offowym) stworzył spektakl przygnębiający; nie ma w nim komizmu - wbrew temu, co twierdzą niektórzy krytycy; jest ewentualnie prostacki rechot. Aktorzy z pełnym zaangażowaniem starają się coś wydobyć ze swych postaci, ale ze sceny wieje nudą. Dramat - oględnie mówiąc - doskonały nie jest i nawet najlepszy reżyser i aktor pozostaje w tej sytuacji bezradny.



D. Masłowska, "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku"
TR Warszawa
reż. Przemysław Wojcieszek


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Dziękuję. Masłowska faktycznie mnie nie fascynuje, ale fascynuje mnie fenomen zafascynowania :-) nia krytyki! Uzasadnienie werdyktu przez Henryka Berezę podczas ogłoszenia nagród Nike było dla mnie nie do pojęcia. Może to będzie dla mnie kolejny materiał na tekst? :-) I tu nie wykazałam się profesjonalizmem. Rasowy dziennikarz nie zdradza przecież tematów!

Komentarz został ukrytyrozwiń

W końcu ktoś, kto nie trafi Masłowskiej. Dzięki dziewczyny, bo już myślałam, że to ze mną jest coś nie tak. A recenzja świetna.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja probowałam przebrać przez "Wojnę polsko-ruska" i stwierdziłam, ze dziekuje i jednak postoję. Nie trawie jezyka tej Pani, jej spojrzenia na swiat, ktrore podobno ma reperezentowac moje pokolenie? Raczej nie.
Wracajac do samego przedstwienia to w dniu premiery przechdziłam koło TR. W pobliskiej bramie tłoczyła sie cała nasza artystyczno-aktroska smietanka, o ktorej w peirwszej chwili pomyslalm, ze to to panowie lubiacy winko marki Byczek. Potem dojrzałam te supermarkowe ciuchy ;) Zastanawiam sie czy przyszli tam dla Masłowskiej, Wojcieszka, czy dlatego, ze wszyscy tam szli?
Mimo wszytsko recenzentka nie pozostała w tej sytuacji bezradna i napisała ciekawy tekst :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.