Facebook Google+ Twitter

Czy nie potrzebujemy filozofów?

Na potrzeby tego materiału postanowiłam nieco przeformułować stawiane przez redakcję pytanie. Czy nie potrzebujemy filozofów?

 / Fot. http://www.dmy.info/wp-content/uploads/2013/07/Soru-AdamFelsefe-nedir-filozof-kimdir-Nas%C4%B1l-ortaya-%C3%A7%C4%B1kt%C4%B1-Felsefe-%C3%B6zellikleri.pZwykło mawiać się, że potrzeba jest matką wynalazków. Jeśli więc w przeszłości pojawili się filozofowie, to zachodziła taka potrzeba. Zrodzili się również matematycy, fizycy, lingwiści, historycy. Wszyscy oni potrzebni byli i jak się dzisiaj okazuje, nadal są. Co jednak z filozofami?

Przydatność poszczególnych zawodów określana jest na podstawie ich wkładu w rozwój cywilizacji, technologii oraz innych dziedzin wpływających na jakość życia społeczeństwa. Mechanik samochodowy jest potrzebny, bo aut na świecie mamy miliony i każde z nich przynajmniej raz potrzebowało "lekarza". Był taki czas, kiedy ludzie zaczęli się kłócić (a może kłócą się od zawsze?), a na umocnienie swoich sądów potrzebowali pewnych zdolności. Receptę na to, by swoje racje przedstawiać w sposób należyty, by wygrywać potyczki słowne nawet wówczas, gdy nie ma się racji, dała im właśnie filozofia. Erystyka – bo o niej mowa, towarzyszy nam od wieków i towarzyszyć będzie nadal. Retoryka – sztuka przemawiania, podobnie. Był więc taki czas, że ludzie filozofów potrzebowali. Dawali im oni pewne recepty, wskazówki i drogowskazy jak osiągnąć pewien cel, a przynajmniej się do niego zbliżyć. Pokolenie po pokoleniu czerpali więc zwykli śmiertelnicy z tej możliwości, jedni lepiej, inni gorzej. Czy dzisiaj już nie żywimy takiej potrzeby?

Ludzkość szukała również dowodu na istnienie boga (Boga), istoty sprawczej, pierwszej przyczyny. Jedni potrzebowali zadawać sobie to pytanie, dla innych było ono pozbawione sensu. Tutaj również pomogła im filozofia, a raczej filozofowie. Tworzyli więc dowody na istnienie boga – zgrabne, złożone, dla jednych zrozumiałe, dla innych nie dające się pojąć. Pomagał w tym wszystkim racjonalizm zakładający, że możliwe jest dotarcie do prawdy za pomocą samego rozumu. Jedni dotarli bliżej, inni dalej, jeszcze inni nigdy nie podjęli takiej próby. I właśnie ci postanowili sprowadzić racjonalizm do subiektywnego rationalis zakładając, że boga nie ma, bo nie można go doświadczyć zmysłowo. Filozoficzni analfabeci zaczęli uprawiać więc filozofię i szerzyć ją wśród niewykształconego i nierozumnego ludu, który z każdym wiekiem się powiększał. Przekształcili racjonalizm, który zakłada, że łańcuch przyczynowo-skutkowy nie może ciągnąć się w nieskończoność, więc istnieje coś takiego jak pierwsza przyczyna, w coś, co nazwali również racjonalizmem (powszechnie uznawanym), którego głównym założeniem jest nieistnienie boga, pierwszej przyczyny, bo nie można jej doświadczyć, zbadać, dotknąć.

To oczywiście nieco uproszczone wybiegi wstecz filozoficznego dobrodziejstwa, ale jednoznacznie wskazujące, że ludzie sami sobie stworzyli coś, co zgodne jest z ich przekonaniami. Jeśli więc dziś uzna się, że filozofowie nam są niepotrzebni, to i tak podeprze się to argumentami filozoficznymi, zabiegami wypływającymi z filozofii, będącymi jej owocami. Będą one niestaranne, niekompetentne, bo nie będą oparte o pełną znajomość aparatury pojęciowej, zabraknie w nich podstawowego rozumienia teorii, o których dyskutować się będzie.

Czy zatem nie potrzeba nam filozofów? Przecież filozofowanie wpisane jest w człowieczeństwo. Zatem unicestwianie samych siebie staje się wówczas naszym głównym celem. Tylko, że filozofia nie jest jasna i ciekawa dla ludzi, którzy się nią nie zajmują. Przecież to dla nich jest abstrakcyjna i niepotrzebna. Podobnie jak dla nie jednego politologa rachunek różniczkowy, całki. Zniszczmy więc również i matematykę, fizykę, chemię. Języki obce zniszczmy, bo ich nie rozumiemy.

Dyskusja na temat tego, czy potrzeba nam dziś filozofów wydaje się być jałowa. Nie dlatego, że nie jest to temat ważny, ale dlatego, że nie padły żadne argumenty z kręgu filozoficznego o unicestwieniu samego siebie. Politolog na politologię się nie porwie, filozof na filozofię też nie, ale politolog na filozofię już tak?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Filozofów ci u nas dostatek, gorzej z filozofią....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie znam programu studiów filozoficznych, dlatego nie napisałem do tej pory nic na ten temat. Z tego co przypominam, to onegdaj jedyną nauką była filozofia. Dopiero z czasem wyłaniały się z niej poszczególne dyscypliny i usamodzielniały się jako autonomiczne nauki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak świat światem, filozof nie zarabiał na na życie filozofią.
Jeśli to nauczaniem. A więc był z zawodu nauczycielem. Jeśli pisał, to był z zawodu pisarzem, lub publicystą.
Dawno temu tacy filozofowie, którzy wnieśli sporo do naszej cywilizacji nie musieli walczyć o pieniądze i "zarabiać" filozofowaniem.

Błędem jest przyrównywanie filozofa do jakiegokolwiek zawodu.
I to tyle w temacie.
Zgadza się z autorką, że jałową jest dyskusja "czy potrzeba nam filozofów".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.