Facebook Google+ Twitter

Czy niemieckie kasy chorych próbują naciągnąć NFZ?

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-10-09 08:07

Rachunek na skromne 70 euro, ale za usługę wykonaną w roku 2003, a więc jeszcze przed wejściem Polski do Unii. Dwa różne rachunki za pobyty w szpitalu, ale... w tym samym terminie. Oba na kilkanaście tysięcy euro.

fot. Dziennik ZachodniTakie między innymi rachunki za leczenie Polaków w Unii trafiają do Narodowego Funduszu Zdrowia. – Oni chyba liczą na to, że w Polsce mamy taki bałagan, że nic nie wyłapiemy – mówi DZ Kazimierz Łukawiecki, dyrektor wojewódzkiego oddziału NFZ w Opolu. Te rachunki za leczenie Polaków w Unii na podstawie tak zwanej Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego trafiają do centrali Funduszu, ale weryfikować je powinny oddziały wojewódzkie. NFZ w Katowicach zakwestionował raptem kilka, ale ten w Opolu przyczepił się do 53 rachunków na łączną kwotę 600 tysięcy złotych.

– Nie prowadzimy u siebie pełnej statystyki takich przypadków – mówi Jacek Kopocz, rzecznik prasowy NFZ w Katowicach.

– My mamy świetny system komputerowy i łatwo nam pilnować wszystkiego – mówi z kolei Łukawiecki. – To są publiczne pieniądze, więc dokładnie badamy wszystkie podejrzane rachunki.

– Ale co zrobić na przykład z porodem? To przypadek nagły, ale jak potraktować ubezpieczoną, która tuż prze rozwiązaniem jedzie do rodziny w RFN? A potem my dostajemy rachunek na 2.600 euro – zastanawia się Łukawiecki.

Unia myli się zawsze na swoją korzyść


Turyści z Unii trafiają do naszych szpitali, Polakom zdarza się leczyć w Unii. Nasz NFZ powinien płacić tylko za usługi medyczne świadczone w nagłych wypadkach, bo tak stanowią przepisy o Europejskiej Karcie Ubezpieczenia Zdrowotnego. Ale zdarzają się też podejrzane rachunki. – Jest jedna prawidłowość: jeśli strona unijna się myli, to zawsze na swoją korzyść – mówi Kazimierz Łukawiecki, dyrektor opolskiego oddziału NFZ.

Województwa śląskie i opolskie przodują w wydawaniu kart EKUZ. Katowicki oddział wydał ich ponad 180 tysięcy, co znaczy, że kartę dostało 3,95 procent mieszkańców regionu. Na Śląsku Opolskim EKUZ wydano 42 tysiącom ubezpieczonych. Daje to wskaźnik 4,35 procent, zdecydowanie najwyższy w kraju.

– Był przypadek, że wydaliśmy 450 kart w ciągu jednego dnia – mówi DZ Paweł Fudala z opolskiego NFZ.

EKUZ mają też w kieszeni unijni turyści, którzy odwiedzają Polskę. Gdy zachorują, nasze szpitale leczą ich na własny koszt, a potem otrzymują zwrot środków z centrali.

– W tym roku, do początku października, na terenie województwa śląskiego leczyliśmy 2.093 gości z Unii, wydając na ten cel 1.798 tys. złotych – wylicza Jacek Kopocz, rzecznik śląskiego oddziału NFZ.

Na Opolszczyźnie, którą w ramach "turystyki sentymentalnej" chętnie odwiedzają Niemcy ze śląskimi korzeniami, wydano w tym roku 1.250 tys. złotych na usługi dla 2.137 osób.

– Prawdziwym problemem są jednak dla nas ci drudzy unijni pacjenci, czyli nasi ubezpieczeni korzystający z usług medycznych w Unii – mówi dyrektor Łukawiecki. – Takich rachunków jest coraz więcej. Przyjęliśmy zasadę, że starannie badamy każdy rachunek wyższy niż 10 tysięcy euro.

Winne wysokie ceny usług medycznych w starej Unii?


Tak wysokie kwoty mogą budzić zdziwienie, ale należy pamiętać, że usługi medyczne w krajach "starej" Unii są znacznie droższe niż w Polsce. Dla przykładu u nas dializa kosztuje 370 złotych, a w RFN – około 600 euro.

Łukawiecki mówi, że nie ma problemu z formularzami E 125, które spływają z Francji, Belgii, Włoch czy nawet Holandii (choć tam pracuje pokaźna ilość mieszkańców Opolszczyzny), bo kwoty są raczej niewysokie. Inaczej jest jednak z rachunkami z Niemiec – na razie do Opola trafiło 1.300 formularzy (kolejne 500 jest już w centrali NFZ) na kwotę prawie 3,5 miliona złotych. Aż 3,2 miliona złotych przypada na Niemcy. Nic więc dziwnego, że także 53 zakwestionowane w Opolu formularze to rachunki przysłane z Niemiec.

Formularze są bardzo ogólnikowe, wymieniają tylko ogólny charakter usługi: hospitalizacja czy zakup leków. Gdy mamy wątpliwości, wstrzymujemy wypłatę i żądamy przysłania nam całej dokumentacji medycznej – mówi Łukawiecki. – Oczywiście przypadki bywają różne, ale czasem mamy wrażenie, że próbuje się nam wcisnąć różne stare nie popłacone rachunki.

Opolski NFZ miał do czynienia z grupą przypadków, w których niemieckie kasy chorych żądały pieniędzy za usługi, za które polski pacjent zapłacił wcześniej gotówką (o czym NFZ dobrze wie, bo refundował pacjentowi te koszty). Były też przypadki wyjątkowo kosztownych pobytów w szpitalu.

– Z pierwszego formularza wynika, że pacjent leżał w szpitalu od 20 do 21 kwietnia i kosztowało to 2.200 euro. Drugi rachunek to 54 tysiące euro za leczenie szpitalne między 21 kwietnia a 25 maja. A trzeci to 7 tys. euro za leczenie między 25 maja a 15 czerwca – opisuje jeden z przypadków Bożena Ambicka, która odpowiada w NFZ w Opolu za unijne rozliczenia. – Może w grę wchodził poważny wypadek, pobyt na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej, a potem w szpitalu i na rehabilitacji. Ale bez dokumentacji medycznej tego nie sprawdzimy.

Holendrzy walczą nawet o 38 złotych


Ale niektóre nieprawidłowości (a może tylko błędy?) widać gołym okiem: pewna niemiecka kasa obciążyła NFZ dwoma rachunkami (na 1.700 i na 1.200 euro) za leczenie szpitalne pacjenta z Opolszczyzny. Problem w tym, że terminy obu hospitalizacji się pokrywały.

Czy nasi partnerzy unijni też są tak dokładni? Pewnie, że tak. Kiedyś Holendrzy zakwestionowali nam rachunek na 38 złotych – mówi Ambicka.

Dopiero dokładna weryfikacja dokumentów medycznych pozwoli rozwiać podejrzenia dyrektora Łukawieckiego. Na to trzeba będzie jednak poczekać, bo – póki co – żadne takie dokumenty przysłane nie zostały.

– Czemu inne oddziały wyłapują mniej takich przypadków? Może nie mają tak dobrego systemu komputerowego – mówi dyplomatycznie Łukawiecki. – My wydajemy tak dużo kart EKUZ, że musimy być podwójnie ostrożni.

Marek Świercz – Dziennik Zachodni

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

A co z naszymi rodakami pracującymi na Zachodzie? U nas płacą mizerne datki na zdrowie, a tam (zarabiając sporo) korzystają z drogich klinik?
Co z zagr. klinikami, którym udowodni się oszustwo lub przynajmniej "niefrasobliwość"? Czy gonimy ich podobnie jak naszych tutaj, kiedy się pomylą przy wypełnianiu formularzy?
I jak to jest - W Niemczech za transfuzję krwi np. policzą sobie dla Polaka 1000 E, a dla Niemca w Polsce policzymy tylko 100E? Ceny powinny być jednakowe z ewentualnym uwzględnieniem wskaźnika na komfort (wyposażenie itp). A przecież używany samochód X tak w Niemczech, jak i w Polsce kosztuje mniej więcej tyle samo - np. 5000 E. I dlaczego biedniejszy kraj traci? Bo głupszy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.