Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18961 miejsce

Czy NIK wiedziało o podsłuchach?

Kilkanaście godzin przed ujawnieniem taśm „Wprost”, które to kompromitują kilku najważniejszych polityków PO, portal fakt.pl, poruszył bardzo istotny problem, który to okazał się być kluczowy w całej aferze podsłuchowej.

Portal, powołując się na informacje z kontroli Ministerstwa Spraw Zagranicznych, którą przeprowadziła Najwyższej Izby kontroli, upublicznił artykuł pod tytułem: „Skandal w resorcie Sikorskiego! Kelnerka została dyplomatą!” Informacje znajdujące się w prasie, potwierdzały, że część naszych dyplomatów, którzy pracują w placówkach MSZ i podległych mu instytucji, tytuły dyplomatyczne zdobyło w sposób niezgodny z polskim prawem. Część z nas doskonale wiedziało, że tego typu praktyki nie są czymś niezwykłym w Polsce i NIK powinien zrobić więcej takich kontroli we wszystkich Państwowych instytucjach i uświadomić tak zwane „kadry”, że poprzedzenie przyjęcia kogoś do pracy w danej instytucji, powinien poprzedzać konkurs, który to ostatecznie w sposób demokratyczny wyłoni kandydata. Moją uwagę zwrócił jednak fakt, że portal wspomniał o tym, by nie zatrudniać „kelnerki”, kilka godzin przed ujawnieniem taśm, które kompromitują jak na razie tylko jedną partię polityczną, a których to głównymi bohaterami – amatorami podsłuchu, nagrywania i być może dystrybucji, okazało się być dwóch kelnerów. Czy Najwyższa Izba Kontroli dysponowała wiedzą, która potwierdzała, że zawód kelnera może być potencjalnie niebezpieczny dla interesów państwa Polskiego? Czy możliwe jest, że „pluskwy” były zamontowane również w placówce dyplomatycznej, w której pracują dyplomaci, którzy „papiery” dyplomatów zdobyli w sposób niezgodny z polskim prawem, a więc nielegalnie?

Za sam fakt bycia kelnerem, nie powinno się nigdy nikogo dyskredytować. Jeżeli ktoś mimo trudnej sytuacji materialnej w domu rodzinnym, zaraz po zdaniu matury ma ambicje, żeby zdobyć wykształcenie wyższe i podejmie się jakiejkolwiek pracy by zarobić na utrzymanie i studia to jest to jak najbardziej pożądane. Polska w przeliczeniu na jednego mieszkańca ma jeden z najwyższych czynników tzw. „scholaryzacji” - uczenia się społeczeństwa. Bolesne dla absolwenta może być to, że po zdobyciu dyplomu może mieć problem ze znalezieniem pracy, tym bardziej, jak później czyta w gazecie, że kelnerka jest dyplomatą. Może dzięki NIK niebawem wszystkie instytucje państwowe będą zatrudniać nowych pracowników w ten sposób jak obecnie robi to MSZ. Jeżeli chodzi o jednego z głównych bohaterów „afery taśmowej” to jest nim minister Radosław Sikorski – Szef wspomnianego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i najważniejszy polski dyplomata. Ukończył on najbardziej prestiżową Europejską uczelnię wyższą, Oxford. Nielicznym Polakom udaje się dostać do tej szkoły i ją ukończyć. Mimo, iż nie jest to chlubą, większość Polaków wyjeżdża na wyspy po ukończeniu studiów w Polsce, by tam zaczynać od tzw. „zmywaka”, czy sprzątania toalet. Radosław Sikorski zdobył jednak dyplom na wyspach, co było niebywałym sukcesem i mimo, iż nie faworyzuje PO, widziałem w nim kilka lat temu olbrzymi potencjał, który harmonizował z jego charyzmą i elegancją. Dodam, że Oxford kończyło wielu wspaniałych i wybitnych osobistości jak R.R. Tolkien, autor trylogii „Władcy Pierścienia”. Czar jednak prysł, gdy usłyszałem jak minister spraw zagranicznych wyraża się o naszym kraju i Polskości. „Mamy płytką dumę i niską samoocenę” - „Taka murzyńskość” - to tylko niektóre cytaty z taśm „wprost” wypowiadane przez ministra. Teoretycznie termin „murzyńskość” to według wikipedii: jakiś francuski ruch literacki. Ja odebrałem to jednak jako sformułowanie lekko pogardliwe. Jeśli nawet sojusz Polsko-Amerykański , który według ministra spraw zagranicznych był nic nie warty, to miałem poczucie, że Polska jest ważna dla USA. Przecież tak niedawno byli u nas w Polsce: Mike Tyson, 50 cent, aż w końcu sam Barrack Obama, który mimo napiętego grafiku dyplomatycznego, spędził w Polsce całe 2 dni w asyście prezydenta Rzeczpospolitej Polski, Bronisława Komorowskiego. Naprawdę czułem się wtedy dumny. Teraz przez myśl przechodzi pytanie? Co myśli sobie o nas – Polakach Barack Obama, który być może wie, że minister spraw zagranicznych był nagrywany przez „zorganizowaną grupę przestępczą” - dwóch amatorów od podsłuchów, kelnerów VIP room'u i Amber room'u i niepochlebnie wypowiadał się o sojuszu między Ameryką, a Polską, podczas której to rozmowy wspominał o „murzyńskości”. Szacunku do najbardziej elementarnych zasad moralnych tj.: tolerancja odmienności rasy, wyglądu, czy religii, system edukacyjny i najbliższa rodzina powinni uczyć od najmłodszych lat. Kilka godzin przed publikacją pierwszych nagrań tzw.” „afery taśmowej”, włoski dziennik:”Corriere della Sera” opublikował artykuł, który był dla ministra spraw zagranicznych początkiem ucieleśnienia marzeń. Dziennik pisał, że Radosław Sikorski może zostać szefem Unijnej Dyplomacji. Dziś wiemy, że po jego wypowiedzi z nielegalnych podsłuchów, które dotyczyły David'a Camerona, na pewno nie może liczyć na jego poparcie w sprawie tej kandydatury.

Publikacja nielegalnie nagranych taśm wbrew pozorom nie zrobiła wśród obywateli jakiegoś strasznego popłochu, a było tak też w szeregach partii Politycznej PO. Słuchając konferencji Premiera w sprawie tych taśm, wydawało mi się, że on nawet ich nie słuchał i że nie ogląda telewizji. Faktem jest jednak, że Platforma Obywatelska tylko straci na publikacji tych taśm, a spadek w sondażach będzie wynosił tylko tyle procent na ilu to procentach te taśmy zrobiły szokujące wrażenie. Oznacza to, że taśmy mogły zaszokować jedynie kilka, kilkanaście procent społeczeństwa głosujących za partią wodzowską, oraz tą część, która zdawała sobie sprawę, podobnie zresztą jak minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz, że „Państwo polskie istnieje tylko teoretycznie”, czy drugi cytat z tych nielegalnych taśm: „h.j d..a i kamieni kupa”. Ponadto pojawiały się tam jakieś dziwne „deal'e”, podobno ich urzeczywistnienie nigdy się nie wydarzyło praktycznie, a teoretycznie było możliwe.
Część osób te taśmy zaszokowały, ale na innych nigdy nie zrobiły wrażenie. Ci co głosowali na PiS mogą mieć czyste sumienie. Partia ta jest alternatywą, gdyż nie zrobiła nigdy nic złego dla Polski, a to że poseł Hoffman chwali się przyrodzeniem to chyba nie jest zabronione. Media podawały wiecznie fałszywe informacje na temat Pis'u, a dziś wiemy, że jeden z posłów PiS' kupił ryby za 8zł płacąc kartą służbową, co zresztą PO wykorzystało do swojej propagandy. Dziś wiemy, że to Politycy PO płacą służbową kartą za posiłki, które kosztują 1300zł. Średnia krajowa wynosi w Polsce 100zł mniej. TAK, bo prawie co drugi polak (40% z nas) zarabia średnio – 1200zł netto. Media meanstreamowe propagują kwotę brutto i obliczają średnią wszystkich – tych co jedzą mielone za 6zł 500gram i tych co jedzą ośmiorniczki za 1300zł – dlatego średnio wychodzi 5000zł brutto. Drugie zakłamanie to oszukiwanie opinii publicznej faktem, że jak PiS dojdzie do władzy to będzie wojna. To kłamstwo i jak ktoś ma czas to warto się przyjrzeć KTO I DLACZEGO wykorzystuje tego typu zakłamana propagandę i jaki ona ma cel. Ja nigdy nie słyszałem, że ktoś z PiS chce wojny z Rosją. Drążenie tematu wojny z Rosją to jakby próba kamuflażu...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Prezes Kwiatkowski to superzawodnik z nagraniem pilotującym, którego tak naprawdę nie ma i nigdy nie było.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.