Facebook Google+ Twitter

Czy odważyłbym się bronić?

Bronić się, czy uciekać? Nosić przy sobie nóż, czy może od razu wystąpić o pozwolenie na broń? A może wystarczyłby sam gaz, albo paralizator? Co zrobić, kiedy stajemy twarzą w twarz z napastnikiem, który ma wobec nas wrogie zamiary?

Ile razy w życiu musiałem zadawać sobie powyższe pytania? Nie wiem. Przestałem liczyć w 2005 roku, kiedy dziennikarze przestali pytać mnie już ile razy zostałem napadnięty, pobity lub zwyzywany. Podobnie jak oni, przyzwyczaiłem się do faktu, że w moim wypadku chodzenie po ulicy wiąże się z podwyższonym ryzykiem. A jednak nadal wyjście z domu po zmroku, lub podróż w nieznane mi rejony miasta, budzą mój lęk.

Z agresją trzeba umieć sobie radzić - powtarzałem zawsze. Ale to pusty slogan. Nie zawsze bowiem można sobie poradzić samemu. I wtedy pojawia się pytanie, co dalej?

Kup Pan sobie broń i oszczędź nam roboty


Pamiętam, jak kilka lat temu zostałem zaatakowany nożem praktycznie pod drzwiami swojego mieszkania. Udało mi się wbiec na klatkę i to prawdopodobnie ocaliło mi życie. Napastnik widząc, że trzymam drzwi i jednocześnie dzwonię z komórki zorientował się, że wzywam policję i uciekł.

Patrol policji wziął mnie na tak zwaną "obwózkę", czyli mówiąc dokładnie wpakowano mnie na tylne siedzenie policyjnego samochodu i obwieziono po okolicy w celu "znalezienia sprawcy". Ani ja, ani panowie policjanci nie mieliśmy złudzeń, że szanse na znalezienie nożownika mamy żadne. Jednak procedury są procedurami.

Jeden z oficerów, znając mnie z wcześniejszych interwencji (a był to czas, kiedy wzywałem policję prawie co drugi dzień) rzucił do mnie przez ramię:

- Pan kupi sobie broń w końcu panie Szymonie. Pan będzie się czuł bezpieczniej, a i nam oszczędzi to pracy.

Pomyślałem wtedy, że może to nie jest taki głupi pomysł. Po powrocie do domu przejrzałem dostępne informacje dotyczące procedur przyznawania prawa do posiadania broni, a także procedury jej użycia w obronie własnej. I dotarła do mnie niedopowiedziana ironia w komentarzu policjanta. Tak, gdybym miał broń, ich praca byłaby łatwiejsza. Gdybym bowiem w obronie własnej postrzelił, lub zabił napastnika - sprawcy nie trzeba byłoby szukać. Czekałby na miejscu, przerażony uczynioną drugiemu człowiekowi krzywdą. W następstwie, to mnie czekałby dochodzenie o domniemane przekroczenie granic obrony koniecznej. Dochodzenie wszczynane z urzędu przez prokuraturę. Ranny człowiek z napastnika stawałby się automatycznie poszkodowaną ofiarą.

Kiedy trzeci raz ktoś do mnie strzelał, Policja zasugerowała mi, że wystarczy jedno moje pismo i oni chętnie pomogą mi nie tylko w załatwieniu licencji na broń palną, ale także w wyborze odpowiedniego dla mnie rodzaju pistoletu. Jeden z policjantów zaoferował się nawet, że pomoże mi nauczyć się strzelać. Wniosek o pozwolenie do dzisiaj leży gdzieś w szufladzie mojego biurka. Tak na wszelki wypadek.

Opisuję te zdarzenia, bo przypomniały mi się przy okazji dyskusji o naszym redakcyjnym koledze, Salvatore - podejrzanym o napaść z użyciem noża i próbę zabójstwa. Z wielu rozmów z nim, a także z jego komentarzy i tekstów wiem, że bał się o swoje bezpieczeństwo. Zdecydował się nosić nóż po tym, jak parę razy został pobity i okradziony. Nie ufał policji. Nie miał zresztą ku temu podstaw. Jako bezdomny, był traktowany jako potencjalny przestępca - jak wielu mu podobnych.

W komentarzach pod informacjami prasowymi starałem się zadać pytanie: Dlaczego sięgnął po nóż? Co pchnęło go do takiego czynu? Nie próbuję go usprawiedliwiać, ani bronić. Staram się jednak zrozumieć, jak mógł się czuć w tamtej chwili. I jak ja bym się zachował w obliczu napastnika, gdybym miał w kieszeni broń - dowolnego rodzaju. Czy też bym ją wyjął? Czy pociągnąłbym za spust?

Nie wiem, ale szukam odpowiedzi


Nie umiem sam siebie zapewnić, że umiałbym zachować się w takiej sytuacji. Nie potrafię wyobrazić sobie takiej chwili. Ale wiem jedno. Jeżeli zdecydowałbym się na posiadanie broni, największym lękiem przestałaby być groźba ataku (taka, z jaką żyję na co dzień). Jej miejsce zająłby lęk przed tym, co mogłoby się stać. Lęk przez zabiciem lub zranieniem innej osoby.

Czy tak samo myślał Salvatore? Nie wiem. Wiem, że podjął w swoim życiu decyzję o posiadaniu broni. Wiem, że jej użył wobec drugiego człowieka. I wiem, że przyjdzie mu za to zapłacić.

Reszta jest dla mnie jedną wielką niewiadomą. Poza jedną myślą na koniec. Przypadek naszego Salvatore utwierdził mnie w przekonaniu, że wniosek o pozwolenie na broń nigdy nie opuści mojego biurka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (25):

Sortuj komentarze:

Jagusia tu jest istotna różnica - w podanych przeze mnie przypadkach całkowicie niezgodnie z prawem skazano tych ludzi ignorując istniejący przepis.
Policjanci, prokuratorzy i sędziowie udawali analfebetów i zignorowali istniejący przepis (o obronie koniecznej).

A w Twoim przypadku jest na razie tylko facet, który przedstawił swoją linię obrony. A ta może być najbardziej absurdalna (zgodnie z prawem możesz bronić się: bez sensu, naginając, przesadzając, kłamiąc).

To ci, którzy decydują o stosowaniu prawa nie mogą tego robić.

Ps. Ewentualną linią obrony tego faceta mógłby być z tej grupy jedynie "stan wyższej konieczności", nie obrona konieczna :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marta, Zgadzam się z Tobą. A ten przykład sprzed kilku dni, który powyżej podałam i które ty przytoczyłaś pokazują jak różnie można interpretować ( a raczej naginać) definicje obrony koniecznej. Wracając do sprawy zastrzelonego psa, to jak ktoś słusznie zauwazył- który ojciec wybiera się z rodziną na spacer i bierze ze sobą dubeltówkę? A może za pare lat dojdzie i u nas do tego, że bez kija ani rusz? Oby nie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jagusia, obrona konieczna nie dotyczy sytuacji, kiedy do Twojego psa podbiega inny pies.
A facet prawdopodobnie straci prawo do używania broni i odpowie za to, co zrobił. Są świadkowie, są ślady.

Przykłady, kiedy przepisy o obronie koniecznej powinny być zastosowane, ale tego nie zrobiono?

-faceta obudziły w środku nocy odgłosy włamywaczy. Był w szoku, zaczął strzelać na oślep. Nie pamiętam, czy go w końcu wybroniono, czy nie, na pewno najpierw miał wyrok skazujący, ale w sprawę wmieszały się media, więc może skończyło się dobrze,

-na kobietę napadł gwałciciel. Leżąc na ziemi, przygnieciona przez znacznie cięższego faceta, w trakcie gwałtu, zdołała wymacać kamień. Chwyciła go i uderzyła. Wybroniła się, ale gwałciciel nie przeżył. Dostała już nie pamiętam chyba 8 lat. A sytuacja jest klasyczną obroną konieczną, nawet bez przekroczenia granic.

-innej kobiecie konkubent wyrzucił przez okno dziecko. Dziecko zginęło na miejscu. Nie skazano go, bo uwierzono mu, że to był wypadek. Jakiś czas potem ten sam facet chwycił jej drugie dziecko w tym samym zamiarze (w końcu miał prawo czuć się bezkarny). Matka zdążyła chwycić nóż i zabić go zanim on zabił jej drugie dziecko. Dostała o ile dobrze pamiętam 12 lat. Całkowicie pominięto fakt, że to była ewidentna obrona konieczna. Czyżby sprawę prowadzili ci sami ludzie, którzy pozwolili na puszczenie zabójcy wolno i nie chcieli potem przyznać się do błędu?

To wszystko są przykłady autentyczne. O dwóch ostatnich uczono nas już z 10 lat temu na studiach, w roli przykładów całkowicie nieprawidłowego orzekania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trochę z innej beczki, ale jednak o obronie koniecznej...
Koniecznej ???

"4-letni pies Fuks zginął wczoraj po południu od kul z pistoletu na skrzyżowaniu ulic Uprawnej i Kujawskiej w Łodzi (w rejonie Kochanówki). Zastrzelił go mężczyzna, który wybrał się z rodziną na przejażdżkę rowerową.

Sprawca jechał z żoną i córką, a obok niego biegł na smyczy ich wilczur. W pewnym momencie doskoczył do niego czarny pies wielkości doga.

- Usłyszałam huk, więc podeszłam do okna. Jak zobaczyłam, że ktoś strzela do psa, zawołałam tatę - mówi 12-letnia Kasia, która widziała zdarzenie.
- Pies już siedział, a facet wciąż strzelał - jeszcze 5 albo 6 razy. Krzyknąłem do niego: "Co robisz, człowieku?!". Odpowiedział, że broni rodziny - relacjonuje zdenerwowany ojciec Kasi.

Śmierć mieszańca bardzo przeżyła jego właścicielka.

- Fuks był bardzo spokojny i krzywdy by nikomu nie zrobił. Mąż otworzył bramę, żeby wyjechać samochodem i pewnie wtedy Fuks wybiegł - mówi z płaczem Ewa Gorzelańska, mieszkanka domu przy ul. Uprawnej. Mężczyzna, który zastrzelił psa (na zdjęciu w centrum), nie chciał z nami rozmawiać. Według policji, był trzeźwy, pistolet ma legalnie. Mundurowi badają, czy broń została użyta zgodnie z przepisami".

link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadwigo, ta bzdura nie jest utrwalona prawnie.
Obrona konieczna w polskim prawie jest opisana doskonale.

Niestety policjanci, prokuratorzy i sędziowie potrafią bardzo cierpliwie udawać analfabetów.
W praktyce przy obronie koniecznej wiedzą kto i co zrobił. Wiedzą również, że nie popełnił przestępstwa. Ale ponieważ tego człowieka mają, a prawdziwych przestępców musieliby jeszcze złapać, to dla dobra statystyki zdarzają się w tej kwestii bardzo poważne nadużycia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ / Rozumiem Twoje wątpliwości Szymonie.
Przy naszym ułomnym prawie, /a zwłaszcza sposobie jego stosowania/, również zastanawiałabym się nad użyciem broni.
W dynamicznie rozwijającej się sytuacji, nie ma czasu na analizy.
Na ulicy, myślę, lepiej jej nie mieć; natomiast w domu, zalecam.

Wg moich wiadomości, zwolennikiem posiadania broni jest poseł z PO p. Czuma.
Czy PiS? - nie słyszałam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W świetle takiego rozumowania każdy przechodzień jest "napastnikiem". Grubo przegiąłeś, Szymonie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dokładnie Adamie oddaje on to co czuję. Próbuje zrozumieć co popchnęło Salvatore do tego czynu. Z informacji prasowych i relacji Policji wiemy, że ugodzony mężczyzna wysiadł z samochodu i podszedł do S. Czyli zainicjował kontakt. Być może określenie "napastnik" zostało przez Ciebie odebrane jako negatywne, ale mi chodziło o określenie człowieka, który się do nas zbliża - nie wiemy z jakimi zamiarami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W takim razie jest to bardzo kontrowersyjny fragment:
"W komentarzach pod informacjami prasowymi starałem się zadać pytanie: Dlaczego sięgnął po nóż? Co pchnęło go do takiego czynu? Nie próbuję go usprawiedliwiać, ani bronić. Staram się jednak zrozumieć, jak mógł się czuć w tamtej chwili. I jak ja bym się zachował w obliczu napastnika, gdybym miał w kieszeni broń - dowolnego rodzaju. Czy też bym ją wyjął? Czy pociągnąłbym za spust?"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adamie, obawiam się, że nie zrozumiałeś o co mi chodziło. Tu już nawet nie chodzi o sam fakt posiadania prawa do obrony. Tu chodzi o podejście moralne do możliwości skrzywdzenia drugiego człowieka - nawet jeżeli to on nas atakuje.
Co do sytuacji Salvatore, to przecież napisałem, że go nie bronię, ani nie usprawiedliwiam. Ciągle tylko pytam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.