Pozycja materiału w rankingach:
Bronić się, czy uciekać? Nosić przy sobie nóż, czy może od razu wystąpić o pozwolenie na broń? A może wystarczyłby sam gaz, albo paralizator? Co zrobić, kiedy stajemy twarzą w twarz z napastnikiem, który ma wobec nas wrogie zamiary?
Zobacz także:
Artykuły
(52)
Galerie
(2)
Średnia ocen
(4.68)
Wiek: 35 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: Dziennikarz,fotograf, duchowny i polityk. Mieszanka wybuchowa.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Marta Wieszczycka 21.04.2008 00:54
Jagusia tu jest istotna różnica - w podanych przeze mnie przypadkach całkowicie niezgodnie z prawem skazano tych ludzi ignorując istniejący przepis.
Policjanci, prokuratorzy i sędziowie udawali analfebetów i zignorowali istniejący przepis (o obronie koniecznej).
A w Twoim przypadku jest na razie tylko facet, który przedstawił swoją linię obrony. A ta może być najbardziej absurdalna (zgodnie z prawem możesz bronić się: bez sensu, naginając, przesadzając, kłamiąc).
To ci, którzy decydują o stosowaniu prawa nie mogą tego robić.
Ps. Ewentualną linią obrony tego faceta mógłby być z tej grupy jedynie "stan wyższej konieczności", nie obrona konieczna :)
Agnieszka Dąbrowska 20.04.2008 23:23
Marta, Zgadzam się z Tobą. A ten przykład sprzed kilku dni, który powyżej podałam i które ty przytoczyłaś pokazują jak różnie można interpretować ( a raczej naginać) definicje obrony koniecznej. Wracając do sprawy zastrzelonego psa, to jak ktoś słusznie zauwazył- który ojciec wybiera się z rodziną na spacer i bierze ze sobą dubeltówkę? A może za pare lat dojdzie i u nas do tego, że bez kija ani rusz? Oby nie.
Marta Wieszczycka 20.04.2008 23:15
Jagusia, obrona konieczna nie dotyczy sytuacji, kiedy do Twojego psa podbiega inny pies.
A facet prawdopodobnie straci prawo do używania broni i odpowie za to, co zrobił. Są świadkowie, są ślady.
Przykłady, kiedy przepisy o obronie koniecznej powinny być zastosowane, ale tego nie zrobiono?
-faceta obudziły w środku nocy odgłosy włamywaczy. Był w szoku, zaczął strzelać na oślep. Nie pamiętam, czy go w końcu wybroniono, czy nie, na pewno najpierw miał wyrok skazujący, ale w sprawę wmieszały się media, więc może skończyło się dobrze,
-na kobietę napadł gwałciciel. Leżąc na ziemi, przygnieciona przez znacznie cięższego faceta, w trakcie gwałtu, zdołała wymacać kamień. Chwyciła go i uderzyła. Wybroniła się, ale gwałciciel nie przeżył. Dostała już nie pamiętam chyba 8 lat. A sytuacja jest klasyczną obroną konieczną, nawet bez przekroczenia granic.
-innej kobiecie konkubent wyrzucił przez okno dziecko. Dziecko zginęło na miejscu. Nie skazano go, bo uwierzono mu, że to był wypadek. Jakiś czas potem ten sam facet chwycił jej drugie dziecko w tym samym zamiarze (w końcu miał prawo czuć się bezkarny). Matka zdążyła chwycić nóż i zabić go zanim on zabił jej drugie dziecko. Dostała o ile dobrze pamiętam 12 lat. Całkowicie pominięto fakt, że to była ewidentna obrona konieczna. Czyżby sprawę prowadzili ci sami ludzie, którzy pozwolili na puszczenie zabójcy wolno i nie chcieli potem przyznać się do błędu?
To wszystko są przykłady autentyczne. O dwóch ostatnich uczono nas już z 10 lat temu na studiach, w roli przykładów całkowicie nieprawidłowego orzekania.
Agnieszka Dąbrowska 20.04.2008 11:55
Trochę z innej beczki, ale jednak o obronie koniecznej...
Koniecznej ???
"4-letni pies Fuks zginął wczoraj po południu od kul z pistoletu na skrzyżowaniu ulic Uprawnej i Kujawskiej w Łodzi (w rejonie Kochanówki). Zastrzelił go mężczyzna, który wybrał się z rodziną na przejażdżkę rowerową.
Sprawca jechał z żoną i córką, a obok niego biegł na smyczy ich wilczur. W pewnym momencie doskoczył do niego czarny pies wielkości doga.
- Usłyszałam huk, więc podeszłam do okna. Jak zobaczyłam, że ktoś strzela do psa, zawołałam tatę - mówi 12-letnia Kasia, która widziała zdarzenie.
- Pies już siedział, a facet wciąż strzelał - jeszcze 5 albo 6 razy. Krzyknąłem do niego: "Co robisz, człowieku?!". Odpowiedział, że broni rodziny - relacjonuje zdenerwowany ojciec Kasi.
Śmierć mieszańca bardzo przeżyła jego właścicielka.
- Fuks był bardzo spokojny i krzywdy by nikomu nie zrobił. Mąż otworzył bramę, żeby wyjechać samochodem i pewnie wtedy Fuks wybiegł - mówi z płaczem Ewa Gorzelańska, mieszkanka domu przy ul. Uprawnej. Mężczyzna, który zastrzelił psa (na zdjęciu w centrum), nie chciał z nami rozmawiać. Według policji, był trzeźwy, pistolet ma legalnie. Mundurowi badają, czy broń została użyta zgodnie z przepisami".
link
Marta Wieszczycka 20.04.2008 00:58
Jadwigo, ta bzdura nie jest utrwalona prawnie.
Obrona konieczna w polskim prawie jest opisana doskonale.
Niestety policjanci, prokuratorzy i sędziowie potrafią bardzo cierpliwie udawać analfabetów.
W praktyce przy obronie koniecznej wiedzą kto i co zrobił. Wiedzą również, że nie popełnił przestępstwa. Ale ponieważ tego człowieka mają, a prawdziwych przestępców musieliby jeszcze złapać, to dla dobra statystyki zdarzają się w tej kwestii bardzo poważne nadużycia.
Stefania Najsarek 16.04.2008 20:19
+ / Rozumiem Twoje wątpliwości Szymonie.
Przy naszym ułomnym prawie, /a zwłaszcza sposobie jego stosowania/, również zastanawiałabym się nad użyciem broni.
W dynamicznie rozwijającej się sytuacji, nie ma czasu na analizy.
Na ulicy, myślę, lepiej jej nie mieć; natomiast w domu, zalecam.
Wg moich wiadomości, zwolennikiem posiadania broni jest poseł z PO p. Czuma.
Czy PiS? - nie słyszałam.
Adam Degler 16.04.2008 19:03
W świetle takiego rozumowania każdy przechodzień jest "napastnikiem". Grubo przegiąłeś, Szymonie.
Szymon Niemiec 16.04.2008 18:41
Dokładnie Adamie oddaje on to co czuję. Próbuje zrozumieć co popchnęło Salvatore do tego czynu. Z informacji prasowych i relacji Policji wiemy, że ugodzony mężczyzna wysiadł z samochodu i podszedł do S. Czyli zainicjował kontakt. Być może określenie "napastnik" zostało przez Ciebie odebrane jako negatywne, ale mi chodziło o określenie człowieka, który się do nas zbliża - nie wiemy z jakimi zamiarami.
Adam Degler 16.04.2008 18:23
W takim razie jest to bardzo kontrowersyjny fragment:
"W komentarzach pod informacjami prasowymi starałem się zadać pytanie: Dlaczego sięgnął po nóż? Co pchnęło go do takiego czynu? Nie próbuję go usprawiedliwiać, ani bronić. Staram się jednak zrozumieć, jak mógł się czuć w tamtej chwili. I jak ja bym się zachował w obliczu napastnika, gdybym miał w kieszeni broń - dowolnego rodzaju. Czy też bym ją wyjął? Czy pociągnąłbym za spust?"
Szymon Niemiec 16.04.2008 17:47
Adamie, obawiam się, że nie zrozumiałeś o co mi chodziło. Tu już nawet nie chodzi o sam fakt posiadania prawa do obrony. Tu chodzi o podejście moralne do możliwości skrzywdzenia drugiego człowieka - nawet jeżeli to on nas atakuje.
Co do sytuacji Salvatore, to przecież napisałem, że go nie bronię, ani nie usprawiedliwiam. Ciągle tylko pytam.
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +180)