Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

167456 miejsce

Czy oni to też my?

Śledząc napotkane przez ostatnie tylko kilka miesięcy doniesienia prasowe oraz e-informacje doznamy urazu. Każdy, bez wyjątku. Dzieje się tak wiele, dzieje się tak różnie, dzieje się tak źle...

Życie kreuje sytuacje, które przez swoją oczywistą nieprzystawalność do normalności wykluczam, uznając za niemożliwe. "Szok" , "skandal", "o Boże" to tylko trzy reakcje na ostatnie wiadomości ze świata, które umiem sobie przypomnieć choć musiało być ich więcej. Przepraszam, pamiętam jeszcze "nie".

Prowadzi podwójne życie płodząc z własną córką gromadkę dzieci. Trzyma wszystkich w przytulnej piwnicy a po schwytaniu powie: "kocham i pragnąłem połączenia obu rodzin, aby ta z dołu i ta z góry żyły kiedyś pod jednym dachem". Zapytany o to jak oceniałby siebie uzna, że "z boku wyglądam zapewne na szaleńca, ale ja wiem że chciałem dla nich jak najlepiej - przynosiłem im do piwnicy zabawki, książki, oglądałem z nimi telewizor i jadałem obiady(...)".
Ludzka wielkoduszność nie zna granic i gotów jestem żałować że ów Austriak (celowo unikam słowa "człowiek") nie da świadectwa swej miłości i rodzinnego przywiązania już nigdy więcej.

Wiadomość przekazana do informacji publicznej w charakterze "odgrzewanego kotleta", nie pozostała jednak bez echa - i słusznie. Kiedy już udało mi się podnieść szczękę z podłogi, nie dałem (właściwie nie chciałem dać) wiary. Historia tym razem zza Oceanu. Lata 70. Mąż terroryzuje psychicznie i fizycznie swoją żonę. Gdy jest ona na skraju wycieńczenia zawiązują swojego rodzaju pakt porozumienia. Jego uchwałą mąż uprowadza młodą kobietę podróżującą autostopem po Kalifornii i przywozi do rodzinnego domu. Przez 7 lat więzi w trumnie trzymanej pod małżeńskim łożem wypuszczając jedynie na tortury i wyuzdane gwałty. "Coś mówiło mi, żeby nie wsiadać do samochodu tych ludzi". Historia pewnie nie zakończyłaby się happy endem, gdyby ten quasi-człowiek nie zaczął ponownie maltretować żony. Pomogła ona wtedy więzionej kobiecie wydostać się, uwalniając tym samym od makabrycznej posługi.

Następny tydzień pozwala poznać historię pewnego Afgańczyka. Mąż, ojciec wychowujący (do niedawna) czwórkę małych dzieci. Analfabeta. Żywi siebie i swoich bliskich resztkami jedzenia wyrzucanymi przez ludzi do okolicznych śmietników. Afganistan jak wiemy, ze względu na niefortunne czynniki zewnętrzne, należy ostatnio do miejsc, o których nie zwykło mówić się z zacięciem przyszłego osadnika. Człowiek ten pchnięty przez biedę na największe bodaj z dostępnych rodzicowi rozdroży zadecydować musiał o bycie rodziny. Zadecydował. Sprzedał swoją najstarszą, 11-letnią córkę za 2000 dolarów, by umożliwić godniejsze życie żonie i pozostałej trójce dzieci. Do czynu tego mam stosunek ambiwalentny - oceniać go można i należy dwupłaszczyznowo. Z jednej strony chciał przecież jak najlepiej dla pozostałych. Oddał jednak przecież własne dziecko w wiadomym celu obcym ludziom. Zarys dramatu antycznego, choć jakby bardziej dramatyczny...

Powyższe historie choć krańcowo różne mają wspólny mianownik i jest nim nieprawdopodobny ładunek niezrozumienia dla świata, niektórych sytuacji i ludzkich postaw. Dwie pierwsze osądzi każdy według podobnego klucza. Trzeciej rozsądzenia podejmować się nie odważę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Witam,
Brakuje mi tutaj jakiejś głębszej pointy, wniosków, podsumowania.
Nie do końca rozumiem celu tego artykułu...?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.