Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

27798 miejsce

Czy Polacy sa eurosceptyczni?

Odwoływanie się do idei wspólnotowych to przede wszystkim zobowiązanie. Mamy obowiązek rozwiewać obawy Polek i Polaków względem paktu klimatycznego i UE. To zbyt ważne kwestie by mówić o nich tonem wyższości.

Polscy Zieloni lubią patrzeć na siebie jako na „najbardziej pro-europejską formację polityczną” w naszym kraju. Poniekąd słusznie – wartości takie jak: solidarność, tolerancja, wolność i konieczność zapewnienia pokoju, leżące u podstaw projektu unijnego są dla nas wciąż niezwykle ważne. Również na płaszczyźnie programowej wiele z naszych postulatów to rozwiązania, których wprowadzenie konieczne jest na poziomie całej Unii. Odwoływanie się jednak do idei wspólnotowych i europejskich to również poważne wyzwanie i zobowiązanie względem polskich obywatelek i obywateli.

Gerhard Gnauck w „Die Welt”ubolewa nad tym, że Polacy się „renacjonalizują”. Zwiększenie wydatków na zbrojenia (ok 32 mld w ciągu dziesięciu lat), sprzeciw wobec europejskiej polityki klimatycznej, czy też niechęć wobec wspólnotowej waluty, to przywołane przez warszawskiego korespondenta gazety objawy naszego „eurosceptycyzmu”.
Myślę, że wymienione przykłady mogą być bardzo dobrym punktem wyjścia do dyskusji. Zwłaszcza, że żaden z nich nie jest w rzeczywistości tak oczywisty jak zdaje się brzmieć w artykule „Die Welt”.
Na tematyce zbrojeniowej się nie znam, uważam jednak, że „bezpieczeństwo państwa” i jego obywateli w tym momencie w większym stopniu zależy od dobrej jakości edukacji i opieki zdrowotnej niż od posiadania lub nie nowoczesnego torpedowca. Co do uczestnictwa polskiego wojska w misjach pokojowych, humanitarnych i stabilizacyjnych – diabeł tkwi w szczegółach. Czym innym jest zatrzymanie czystek etnicznych w Darfurze, czym innym ochrona interesów potentatów wydobywczych na Bliskim Wschodzie.
Euro, nie bez powodu wzbudza w nas daleko idące obawy. Wspólna waluta miała być widocznym znakiem – symbolem pogłębionej integracji gospodarczej, ale i społecznej naszego kontynentu. Niestety, jakkolwiek ważnym elementem tegoż procesu by nie była, za tym krokiem powinny iść kolejne, w większym stopniu federalizujące UE. Nie tylko więc związane z ułatwieniami w obrocie handlowym i przepływie kapitału, ale również jeśli nie przede wszystkim w większej „wspólnocie zobowiązań”. Nie tylko jedna waluta, ale przede wszystkim solidarność ekonomiczna między wschodem i zachodem, północą i południem. Wrzesień to czas publikacji raportów okresowych za pierwsze półrocze spółek giełdowych. Widać więc wyraźnie, że w najlepszej sytuacji (największe zyski) znajduje się sektor finansowy – banki i ubezpieczyciele. Najlepiej na kryzysie wyszli winowajcy. Niestety, jak na razie euro i zmiany w europejskim systemie ekonomicznym służą dużym i silnym (Niemcy, sektor finansowy), kosztem mniejszych i słabszych (Grecja, drobni przedsiębiorcy). Nic więc dziwnego, że Polacy i Polki – są wobec tego sceptyczni. Podstawą naszej gospodarki są tysiące mikroprzedsiębiorstw, również nasza historia nie predestynuje nas do łatwego zrzekania się swojej suwerenności – zwłaszcza za mgliste obietnice.
Tu przechodzę do tematu z „zielonej perspektywy” najistotniejszego – polskiego sprzeciwu wobec europejskiej polityki klimatycznej i energetycznej. Zgadzam się z moimi koleżankami i kolegami, że powstrzymanie zmian klimatycznych (i ogólnie dewastacji przyrody) jest jednym z naszych (współcześnie żyjący mieszkańców planety) najważniejszych i najpilniejszych obowiązków. To dotyczy Polek i Polaków w nie mniejszym stopniu niż Niemców, Francuzów, czy Amerykanów. Mnie również martwi twarde stanowisku polskich partii prawicowych w tej sprawie. Jednocześnie rozumiem i do pewnego stopnia podzielam ich obiekcje. Polska nie jest w stanie samodzielnie udźwignąć kosztów przestawienia naszej gospodarki na gospodarkę niskoemisyjną. Również modernizacja polskiej energetyki wiążę się z wydatkami, które oznaczać muszą spadek, przynajmniej w pierwszym okresie naszej konkurencyjności względem lepiej rozwiniętych gospodarek. Dlatego mamy prawo, a nawet obowiązek oczekiwać solidarności od naszych partnerów. Zaczynając od spraw łatwych jak np. wspólny rynek gazowy. Po bardziej skomplikowane, chociażby wspólną politykę energetyczną

W rzeczywistości to nie my – Polki i Polacy jesteśmy eurosceptyczni. To państwa tak zwanej „starej unii” trzymają się usilnie korzystnej dla siebie wizji UE, unikając wszelkich reform mogących doprowadzić do wyrównania szans i poziomu życia między regionami. Widać to równie jaskrawię w polityce wobec ogarniętej kryzysem gospodarczym Grecji, jak w oporze wobec wsparcia Polski w modernizacji naszej energetyki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Nie ma się co dziwić temu, że Polacy coraz mniej przychylnie patrzą na UE. Kiedyś to był wartościowy projekt, dziś zmierza w kierunku socjalistycznej samodestrukcyjnej maszyny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.