Facebook Google+ Twitter

Czy Polska jest jeszcze normalnym państwem?

Kolejna dewiacja mądrali RP. Na początku lutego 2004 r. byłem na poczcie i zobaczyłem wielki, piękny, kolorowy plakat, który informował, że Poczta Polska wycofuje znaczki z kilku wybranych lat. Zaniemówiłem i sprawdziłem w internecie.

"Wycofujemy z obiegu pocztowego znaczki z lat 1995-1999.
Poczta Polska z dniem 1 stycznia 2004 roku wycofa z obiegu pocztowego znaczki, których lista zamieszczona jest poniżej.
Tych znaczków nie można naklejać na listy i kartki pocztowe. Do dnia 31marca 2004 roku wszystkie Urzędy Pocztowe będą wymieniały znaczki wycofane na aktualne.
Dokonując wymiany Klienci Poczty Polskiej mogą wskazać:
- nominały znaczków,
- emisje znaczków,
w granicach sumy nominałów znaczków zwracanych.
Znaczki przeznaczone do wymiany nie mogą być uszkodzone lub zabrudzone w stopniu utrudniającym rozpoznanie fałszerstwa lub skasowania.
Poczta Polska wycofując z obiegu znaczki przewidziała 90-dniowy okres przejściowy. W tym czasie Klienci PP mogą dokonać wymiany znaczków w placówkach pocztowych. Gdyby jednak zdarzyło się, że Klient naklei znaczek na przesyłkę listową, zostanie ona potraktowana jako opłacona prawidłowo.
Dotyczy to tych osób, do których informacja o wycofaniu znaczków z obiegu z różnych przyczyn nie dotarła (przebywali za granicą, w szpitalu, rzadko bywają w placówkach pocztowych, itp.).
Wycofane z obiegu znaczki mają wartość kolekcjonerską i są przedmiotem zbieractwa wchodzącego w zakres filatelistyki. Szczegółowe informacje uzyskają Państwo w każdym urzędzie pocztowym."

Czytam i oczom nie wierzę - jestem zdumiony bezmyślnością szefów Poczty Polskiej. Ktoś ambitny miał kompleksy - nic w życiu mądrego jeszcze nie wymyślił? A przed nim wymyślono już chyba wszystko - ząbki, gumowanie (klej), bloczki i arkusiki oraz ich numerowanie, trójkątny format, dziurki owalne, znaczki cięte, znaczki samoprzylepne, hologramy... Zatem ów mędrzec wstał lewą nogą i wpadł na rewelacyjny pomysł - otóż on zaproponuje wycofanie kilkudziesięciu znaczków z obiegu. Gdyby na taki pomysł wpadł stażysta, to by go wyśmiano i dłuższy czas nie dostałby awansu, zaś nam, Polakom, zaoszczędzono by kolejnej głupoty w III RP. Niestety, na nasze nieszczęście wymyślił to ktoś ważny, podwładni zapewne cichaczem postukali się w łepetyny, a oficjalnie przyklasnęli - nareszcie szef wymyślił coś ciekawego. Tylu mamy wykształconych ludzi na wysokich pocztowych stołkach i o równie wysokich płacach. I co, nie było odważnego, który by powiedział - szefie, daj się Pan leczyć?

Czyżby znaczki utraciły zdolności przyklejania się po naślinieniu? Może tracą kolory pod wpływem światła? Nie wiadomo, wszak nominały na tych znaczkach są już nowe, po sławetnej denominacji. A może przechodzimy ze złotych na euro? Nie, to tylko pocztowym myślicielom odkleiły się opony (ale nie w drogich samochodach służbowych), a światło zaszkodziło komórkom (ale nie telefonicznym)...
Jakie koszty poniesie polskie społeczeństwo? Kolejna twórczość państwowych urzędasów? A zatem - koszty narad, raportów i typowania znaczków do unieważnienia, koszty emisji informacji (prasa, radio i telewizja, pisma urzędowe, internet, piękne kolorowe plakaty w urzędach pocztowych). Zapewne zainkasowano wysokie wynagrodzenie za złożenie wniosku racjonalizatorskiego. Być może jakaś zaprzyjaźniona spółka pobierze z kasy państwowej niezłą forsę za pilotowanie tej sprawy. Tysiące pań w okienkach będą wyjaśniać (nie mają innej roboty?) milionom Polaków (i paru cudzoziemcom) nieprzekonujące powody unieważnienia owych znaków opłaty pocztowej. A największe koszty poniosą sami nadawcy - każdy pewnie straci kilka złotych, ale to najmniejszy koszt. Największą stratą jest wtłoczenie do milionów polskich mózgów kolejnych bezsensownych zasad, które trzeba dosłyszeć albo przeczytać, wprowadzić na miękki dysk w szarych płatach, przejrzeć znaczki walające się w szufladzie, pudełku albo albumie oraz udać się na pocztę i dokonać wymiany.

O tym, że od 1 stycznia 2004 wiele znaczków jest już trefnych, zdecydowana większość moich rozmówców nie wiedziała. Jakież to zamieszanie - pewnie połowa rodaków jeszcze nie wie, będą naklejać nawet za pół roku (któż patrzy na rok wydania znaczka, a kto porównuje z pocztowym plakatem?), poczta będzie zwracać listy do nadawcy. Bezmyślność czy sabotaż?! I to w kraju, w którym i bez tego głupota goni głupotę! Po co to wszystko? Co uczynić ze znalezionymi za parę lat opłaconymi, a bezużytecznymi już znaczkami? Mają wartość filatelistyczną? A jeśli są bez kleju albo lekko uszkodzone? Ale Poczta Polska wzięła pieniądze za usługę i jej nie wykonała! Zatem kolejne zawłaszczenie prywatnej własności. I jeszcze żeby te "wygospodarowane oszczędności" zostały przeznaczone na szczytne cele...

Czy Poczta Polska może podać koszty i zalety tej decyzji? I takie głupoty dzieją się na oczach prezydenta RP, premiera, kilkuset posłów i senatorów! Tysiące prawników, także na wysokich posadach państwowych, patrzy na tę idiotyczną niefrasobliwość i co? Jedna więcej, jedna mniej nie czyni różnicy? Siedzą w ministerstwach, w Najwyższej Izbie Kontroli, trybunałach, sądach (wysokich oraz najwyższych instancji) i szeroko otwierają oczy, tudzież szczęki im opadają ze zdumienia nad zwyrodnieniem mózgów pocztowych racjonalizatorów? Przecież Ojczyzna znowu przejdzie do historii głupoty urzędniczej! Już tak przywykliśmy do durnych wyczynów naszych prawodawców (posłowie i ministrowie wymyślają wszelakie kretynizmy), że gdy ktoś wymyśli cokolwiek mniejszy idiotyzm, to niejako prześlizguje się on niezauważony. Ludek oddycha z ulgą, że to tylko takie drobne głupstwo, a mogło być znacznie gorzej... Przecież gdyby głupota mogła latać, to bylibyśmy najwyżej położonym społeczeństwem! Kiedyś irytowały mnie dowcipy o nas, Polakach, bo uważałem je za zwykłe złośliwości. Jednak, jeśli zapomnę, to proszę przypomnieć - istotnie, rozumki naszych twórczych urzędasów są na tak wyrafinowanym poziomie, że całkowicie rozumiem cudzoziemców - mają niestety prawo kleić filiżanki z uchami wewnątrz naczyń jako symbol wynalazczości
mianowanych a głupawych reprezentantów naszego narodu.

Jeśli inteligencję narodu mierzyć stanem umysłów jego elit, to trzeba przyznać, że jesteśmy narodem głupców! Niczego rozsądnego nie wymyślamy, a jedynie przelewamy z pustego w próżne. Aby wdrożyć ów pocztowy pomysł, społeczeństwo polskie poniesie trudne do obliczenia koszty - kilkadziesiąt milionów godzin straconych z życia. Ani złotówki zysku, żadnego dochodu narodowego, chyba że ktoś w urzędzie statystycznym bezsensownie zwiększy dochód doliczając koszty wydruku plakatów i inne wydatki zaksięgowane w dziale "wynalazczość". Równie dobrze możemy bezmyślnie kopać doły i zasypywać je, księgując ową syzyfową pracę w rubryce "wytwórczość"...

I żeby tacy niedorajdzi i niedołędzy rządzili sobie we własnym folwarku - drukowali swoje znaczki, ustalali taryfy, obsługiwali chłopów pańszczyźnianych, to mogliby sobie unieważniać wybrane znaczki, wśród swoich
lasów i pól. Ale tu chodzi o obszar 312 tys. km kw. zamieszkały przez około 40 mln obywateli. Czy rzeczywiście zasłużyliśmy sobie na to, aby rządzili nami i decydowali o nas tępogłowi urzędasi i ekonomiczni bałwani? Zwykłe zera, skoro już tę charakterystyczną liczbę na osi liczbowej (ni to dodatnią, ni to ujemną) bezkarnie rozsławił sam premier III RP?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Ale nie każdy ma czas, aby prześledzić wszystkie te znaczki, aby nalepić prawidłowe...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na witrynie -
http://www.poczta-polska.pl
można obejrzeć znaczki "dobre" i znaczki wycofane. I zastanowić się nad inteligencją wodzów pocztowych, podobno po maturze...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Skoro sam tytuł jest pytaniem, to cały artykuł jest zbiorem pytań. Taki styl tego artykułu.
Co z anulowanymi znaczkami - chyba wyjaśniono.
Znacznie więcej jest wyrazów obcego pochodzenia w artykule - dewiacja kolorowy plakat poczta internecie aktualne nominały emisje granicach sumy kolekcjonerską szefów ambitny kompleksy numerowanie format hologramy rewelacyjny stażysta awans oficjalnie denominacji euro raportów decyzji prezydent premier senator idiotyczną ministerstwach trybunałach wyrafinowany filiżanki symbol inteligencję elit zera liczbowej.
Jednak wyrazy stosowane przez nas można podzielić na przynajmniej 3 grupy - typowo polskie (lub słowiańskie, przez większość uznawane za typowo polskie): ja, być, jeść, ziemia; spolszczone (wymienione przez nas): sabotaż, premier, internet oraz obce (nie POLSKIE!) przepisane żywcem i wymawiane z obca: weekend, steward, tournee, expose. Pierwsze dwie grupy powinny być w dyktandzie z j. polskiego, trzecia - absolutnie nie! Pewnie Polacy nie mają świadomości owego podziału, bo już któryś raz ktoś mnie w tym utwierdza...
Zresztą nie wiem, dlaczego Pan wyliczył tych parę słów.
W ostatnim zdaniu niczego nie brakuje - Zwykłe zera (i wyjaśnienie tej liczby znanej z komisji sejmowej).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zrobił Pan tu z igły widły. Za często chyba używa Pan myślnika, bo wygląd.a to jak dialog z samym sobą. Za duża też tu, jak dla mnie, liczba znaków zapytania. Ciągle Pan pyta, a odpowiedzi, czyjejś wypowiedzi, opisu faktycznego stanu, jak się ma traktowanie takich znaczków, brak. Całość jest utrzymana w tonie "Beger ujawnia kolejne taśmy", no trochę przesada. "Sabotaż" to słowo z jęz. francuskiego. Czy naprawdę nie mamy polskich odpowiedników? Znowu "filatelistyka" to słowo wzięte z greki. Nie można go zamienić na swojskie "kolekcjonowanie znaczków"? Podobnie "folwark" wprost z języka niemieckiego. Czy nie można powiedzieć "duże gospodarstwo rolno-hodowlane", "zagroda" itp. W ostatnim zdaniu brak orzeczenia w jego pierwszej części. TYM RAZEM BEZ PLUSA:))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.