Facebook Google+ Twitter

Czy potrzebne nam jeszcze drukowane gazety?

Podobno za 20 lat, w porze letniej zniknie pokrywa lodowa w Arktyce, my zaś nie kupimy już tradycyjnej gazety w kiosku. Bo kiosków też nie będzie. A jeśli nic nie będzie, to co będzie?

Wielu chce reanimować druk i głosi jego zmierzch. Niektórzy nawet swoje przepowiednie precyzują, jak agencja interaktywna Artegence, która w 2008 roku postawiła prasie drukowanej nagrobek z datami 1452-2012, uznając za ostateczny koniec rok cyfryzacji telewizji w Polsce. Chyba zbyt nerwowe te szacunki, lecz po co konsumentom nowych mediów sterty gazet i magazynów, do końca nie wiadomo.

Spada sprzedaż gazet. Zyskał tylko "Super Express, tracą pozostali

Serwowano najróżniejsze powody: spuściznę cywilizacyjną, namacalny kontakt z treścią; wszechstronność makulatury, nawet posłanie dla bezdomnych. Jednak w życiu, jak w fizyce kwantowej, każda racja ma anty-rację. Bo ratunek dla lasów, bo konieczność zawrotnego postępu. Bo to i bo siamto.

Wirtualne piekiełko

Film nie uśmiercił teatru? Zgoda. Telewizja nie zabiła radia? Prawda. Ale pozwólmy sobie przyjąć najczarniejszy scenariusz: po długich strajkach poligrafów kończą żywot drukarnie, puste kioski, brak kiosków; wszelką pocztę otrzymujemy wyłącznie na maila, informacje – tylko z internetu, zaproszenia na ślub – MMS-em. Wszystko elektroniczne. E-kartki, e-wolność, e-praca. Nawet ekspedientka z monopolowego zawija wino w e-papier.
To niekoniecznie truizmy.

Podobne też robi różnicę

Strażnicy prasy tradycyjnej mogą krzyczeć nie! wobec kolejnych gadżetów, do których przyjęcia są stopniowo zmuszani. Jednocześnie muszą stawić czoła wyznawcom technologicznego zatracenia.

Argumentuje się, że e-papier jest szansą dla setek tysięcy drzew, prawdziwą szansą dla klimatu Ziemi. Tylko co z klimatem duszy czytelnika?

Mówi się także, iż pogromca druku wkrótce stanie się ultracienki i niespotykanie giętki, łudząco podobny do zwykłej gazety. Czy zdoła nam zrekompensować czułość papieru? Zapewne również hipertekst i funkcjonalizm ewoluuje do takiego poziomu, że dzięki zaawansowanym e-czytnikom będziemy odbierać zapachy, obrazy i dźwięki; powąchamy dzięcielinę z inwokacji, wysłuchamy najnowszego orędzia prezydenta, zobaczymy ilustracje do artykułów w trójwymiarze, a wszystko to za sprawą cieńszego niż włos cacka, które zabierzemy w podróż czy do pracy. Czy ten szturm na zmysły zastąpi nam papierowy świat i tak potrzebną do obcowania z nim wyobraźnię?

Owszem, takie właśnie mogą być koszta, dlatego w tym miejscu przyda się stare, dobre coś za coś.
A co jeśli istotnie przestaniemy myśleć o e-papierze jak o produkcie prasopodobnym?

E-papier, kamień, nożyce

Chociaż z trudem przychodzi nam uwierzyć w złowieszcze prognozy medioznawców, którzy dają drukowanym mediom dekadę, góra dwie, wyjaśnianie, czy i dlaczego warto utrzymywać tradycyjne dzienniki/czasopisma, przypomina specyficzną grę: stare nie chce odejść, lecz nowe przybędzie. Pytanie brzmi: dlaczego nowe w ogóle ma przychodzić?

Czego dziś brakuje wynalazkowi Gutenberga (w pochodzeniowe spory z Chińczykami wchodzić teraz nie będziemy)? Odpowiedź może być tylko jedna – niczego. Sam druk nie zmienił się znacząco, ogromne metamorfozy przeszedł natomiast czytelnik. To czytelnik zaczął odczuwać nowe potrzeby. W ślad za tym wytrwale stąpają potentaci medialni, jakkolwiek niewykluczone, iż owe potrzeby są w całości dziełem czarodziejów marketingu.

Gazeta z kiosku ma jedną, pryncypialną wadę – ma cenę. Wydania internetowe z kolei tworzone są w takiej gonitwie, że nie ma czasu na korektę, przez co i jakość językowa i nie tak rzadko, merytoryczna wysoce się obniża. Należy mieć jednak na uwadze spodziewany kres powszechnej darmowości w internecie; nie zdziwmy się, kiedy pewnego dnia przyjdzie nam zapłacić (niechby marne grosze) nie tylko za archiwalne teksty.
Lecz nie zrównanie kosztów, nie większe zaufanie do zwyczajnych pism i nie nostalgia może przeważyć za przyszłością druku.

Czytając przyszłość z prędkością światła

Jeśli czytasz gazetę z tamtego tygodnia, czujesz się tak, jakbyś obracał strony kroniki Dalimila; to nie jest już gazeta, tylko zabytek. Powyższe słowa Karola Capka z 1924 roku (In Praise of Newspapers) oddają chyba najdoskonalej naturę e-wydań. Są to te same wydawnictwa, co z drukarni, po prostu szybsze i ciekłokrystaliczne. Powiedzieć można: cyber-wcielenia gutenbergowskiej prasy. Niegdyś to dziennik wydawany każdego ranka stanowił największe źródło bieżącej wiedzy, dziś tę funkcję pełni informacja sieciowa. Wraz ze zmianą nośnika, zmieniła się nasza percepcja rzeczywistości; rzeczywistości pędzącej, do upadłego transmitowanej przez nowe media, rzeczywistości, której nie doświadczamy, a jedynie zapożyczamy. Rzeczywistości, której my sami w zasadzie nie jesteśmy do niczego potrzebni. Obrazy syntetyczne wytwarzane przez maszynę dla maszyny, przewidywał Paul Virilio, twórca totalnie kasandrycznej dromologii, która podejmuje temat wpływu technologii na kulturę i ludzkie postrzeganie. Warto więc, jak sądzę, ratować tradycyjne periodyki, jeśli nie z przyczyn romantycznych, to chociażby dlatego, aby nie pogłębiać tej hipermedialnej paranoi; tyranii pikseli i szybkości.

Post scriptum

Wiemy, że zmiany w tradycyjnej prasie nastąpią; nie wiemy jeszcze najważniejszego – jakie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Ja już widziałem E-ludzi. Więc niczemu już się nie zdziwię.

Komentarz został ukrytyrozwiń
edi
  • edi
  • 06.05.2011 09:43

Himilsbah na pytanie:"co bardziej pan sobie ceni-twórczość kamieniarską czy literacką?"Odpowiedział:"kamieniem nikt sobie d...nie wytrze".
Tak mi się przypomniało...sorry..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.