Facebook Google+ Twitter

Czy potrzebujemy lustracji?

Pomysłów w tej sprawie było wiele. Począwszy od Macierewicza a skończywszy na ostatnim projekcie PiS. Na ostateczne zakończenie tej sprawy czekamy przecież już 17 lat.

Zaczęło się 17 lat temu od polityki "grubej kreski" premiera Tadeusza Mazowieckiego, która miała oznaczać koniec wszystkich inicjatyw rozliczenia poprzedniego systemu. Pierwszy pomysł przeprowadzenia pełnej lustracji złożył w roku 1992 ówczesny szef MSWiA Antoni Macierewicz. Przedstawiona przez Macierewicza lista kandydatów do zlustrowania, choć ujrzała światło dzienne, nigdy nie została zweryfikowana.Upadł rząd a z nim pomysł. Znamiennym był fakt, że do tego, by nie nieujawniać dawnych agentów przyczynili się m.in. Aleksander Kwaśniewski, Lech Wałęsa a także obecny szef Platformy Obywatelskiej - Donald Tusk. Tak oto w "słusznej" sprawie "postsolidarnościowcy" porozumieli się z "postkomunistami". Istne porozumienie ponad podziałami.

Historia toczyła się dalej. Było kilka projektów zmiany ustawy o IPN. W międzyczasie dowiadywaliśmy się z mediów, kto podobno był tajnym współpracownikiem, a kogo służby starały się złamać. Pomówienia, plotki, zapewne również próby ośmieszenia ale i pokazania prawdy. Wypływające informacje ze względu na obowiązujące do dziś prawo nie zostały nigdy sprawdzone. Dyskusja nad tą kwestią odżyła podczas kadencji sejmu 2001 - 2005, gdy LPR złożyła projekt nowelizacji ustawy. Jednak koalicja SLD-UP-PSL go nie dopuściła. W lutym2005 do gry wszedł Bronisław Wildstein. Ten bardzo zdeterminowany publicysta "Rzeczpospolitej" postanowił działać w pojedynkę. Zdobył w IPN i ujawnił listę, która zawiera zarówno nazwiska osób współpracujących ze służbami, jak i tych, które inwigilowano. Wywołało to wielką burzę, zarzucano Wildsteinowi dziką lustrację, a on sam został wyrzucony z redakcji "Rzepy". W lutym 2006 warszawski sąd umorzył prowadzone w tej sprawie śledztwo, bo nie mógł ustalić, kto bezprawnie przekazał dziennikarzowi katalog nazwisk IPN.

Po październikowych wyborach sprawa nabrała biegu. Zgłoszone w czasie kampanii projekty ustawy lustracyjnej trafiły do laski marszałkowskiej. Jeden z nich - autorstwa LPR, zakłada powszechny dostęp do wszystkich archiwów IPN dla dziennikarzy i partii politycznych. W przypadku osób pełniących funkcje publiczne, od charakteru dokumentów bezpieki zależałoby czy dana osoba może pełnić swoją funkcję czy nie. Podobny w swych założeniach jest projekt PiS. W praktyce konieczne byłoby sprawdzenie ok. 100 tys. osób.

Obecnie przeżywamy sprawę lustracji Zyty Gilowskiej. Jeśli to co mówi była wicepremier jest prawdą, oznacza, że faktycznie stała się obiektem "lustracyjnego szantarzu". A to jest gra teczkami. Pewnie nigdy nie dowiemy się jak było, ale nie jest wykluczone, że na przykład Adam Michnik, który za czasów prezydentury Lecha Wałęsy miał dostęp do archiwów IPN, dysponuje kopiami tych materiałów. A jeśli tak, to może je wykorzystywać do politycznych celów. O dużym zaangażowaniu "Gazety Wyborczej" w politykę chyba nie trzeba wspominać.

Czy lustracja jest nam potrzebna? Oczywiście, można a nawet trzeba się zgodzić z tymi, którzy uważają, że nie należy się rozdrabniać i zastanawiać nad statystycznym Kowalskim, bo to interes samego Kowalskiego i osób zainteresowanych jego przeszłością. Natomiast sprawa osób publicznych - polityków, urzędników czy nauczycieli akademickich - leży w naszym wspólnym interesie. Kto chce, żeby np. posłem czy ministrem była osoba, która dawniej trudniła się donoszeniem na swoich kolegów, znajomych czy przełożonych? Nie mamy przecież podstaw sądzić, że ci, którzy kiedyś dali się złamać nie zrobią tego również teraz. Lustrację należy przeprowadzić, nie w imię zemsty ale w imię prawdy historycznej. Także dlatego aby uniknąć wszystkich - tych niejawnych i tych ujawnionych szantaży materiałami IPN. Zresztą, jeśli ktoś nie ma nic na sumieniu to dlaczego miałby się sprzeciwiać? Mam nadzieję, że opóźnienia w tej sprawie nie są graniem na zwłokę. Na ostateczne zakończenie tej sprawy czekamy przecież już 17 lat.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: lustracja IPN


Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

witam lustracja lustracja mi jako bezdomnemu człowiekowi to za bardzo nie jest potrzebna lustracja ale moze polityka jest to potrzebne bo polityka własnie taka jest iż wszystko po to by w niej się utrzymywać.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.11.2006 15:55

Dlaczego nikt, kto używa terminu "grupa kreska" nie zajrzy nawet do ówczenego expose Mazowieckiego? Wcale nie koniec wszystkich inicjatyw rozliczenia poprzedniego systemu (gdzie takie słowa tam padły ???) tylko to, że Mazowiecki będzie odpowiadał za to, co będzie robił od objęcia funkcji. Za nalecioałość systemu nie on i niego rząd powinien odpowiadać. Dlaczego to się przeinacza? Specjalnie czy z niewiedzy? PRzeczytajcie sobie jego wystąpienie. Nawet nie było tam takiego określenia, jak "gruba kreska"...a oddzielenie "grubą linią".
A to że lustracja nie została przeprowadzona wtedy, to już zupełnie inna kwestia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście, zgadzam się, że rozsądna, odpowiedzialna lustracja jest potrzebna. Nie chcę teraz omawiać konkretnych rozwiązań - w każdym razie nie sądzę, aby na przykład likwidacja Sądu Lustracyjnego była dobrym pomysłem. Pełna jawnośc akt jest także kwestią dyskusyjną, na którą istnieje wiele poglądów. W tekście znajduje się jednak kilka stwierdzeń, z którymi się absolutnie nie zgadzam. "Gruba kreska" wcale nie miała oznaczać "końca wszystkich inicjatyw rozliczenia poprzedniego systemu". Oznaczać miała za to coś, czego polskie elity polityczne do dzisiaj nie zrozumiały - że najważniejszy jest spójny program rozwoju, postawienie na wreszcie możliwą do uwolnienia energię i kreatywność ludzi, utworzenie nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego, a nie rozliczenia i wieczne, zazwyczaj bezproduktywne patrzenie wstecz. Choć, powtarzam, nie podważam idei lustracji. Lista Macierewicza z kolei jest raczej argumentem przeciwko lustracji - absolutnie nagannym działaniem, szkalującym wiele osób na podstawie nie wiadomo do końca czego - osobistych antypatii, przekonań czy rzeczywiście dokumentów, ale to najmniej prawdopodobna wersja. Nie można publikować list, za przeproszeniem, z kosmosu bez jakiegokolwiek uzasadnienia - przypominają się jedynie niedawne słowa papieża i działania abp Dziwisza w tej kwestii. Teza o dogadaniu się przeciwstawnych obozów jest w poruszanym kontekście mocno przesadzona - nie chodziło przecież o ogólne nie ujawnianie agentów - to, czego nie udało się wtedy przeprowadzić to dekomunizacja - nie ma po co szukać tutaj spisków - tym bardziej, że PO jest obecnie za całkowitym otwarciem akt (choć faktem jest, że ówczesne poglądy części jej działaczy różnią się znacznie od obecnych), który to pomysł uważam za chybiony. Mieszanie za to "Wyborczej" do sprawy Gilowskiej to wg mnie absurd - jeżeli ktokolwiek przypadł Michnikowi do gustu w obecnym rządzie, to była to właśnie ona (swoją drogą po co Michnik miałby na początku lat 90-tych kopiować materiały nikomu nieznanej Gilowskiej - a dostęp do akt, jako dziennikarz, miał i później). Polecam także lekturę bloga Ewy Milewicz. Sprawę Wildsteina pominąłem, ale jego lista była dość niefortunnym zagraniem - taki dziennikarz nie powinien wywoływać niepotrzebnej burzy listą, która niewiele mówi, a wielokrotnie źle odczytywana, mogła jedynie wprowadzić zamęt. Podsumowując - lustracja tak, ale rozsądna. W obecnej sytuacji dzika lustracja jest niestety nieunikniona i choć rzetelnie przeprowadzone przez historyków czy dziennikarzy badania, mogą mieć także pozytywny efekt, sensacyjne niusy w atmosferze pomówień i kłamstw, które dominują w mediach, nie sprzyjają entuzjazmowi wobec samej jej koncepcji. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

I niczego się już pewnie nie doczekamy. Niestety.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.