Nie ucichły jeszcze echa po moskiewskich demonstracjach związanych z protestami przeciwko przypuszczalnie sfałszowanym wyborom do rosyjskiej Dumy, a już nowa wiadomość zelektryzowała opinię publiczną.
Premier Rosji Władimir Putin, musi nie tylko odpierać ataki opozycji, ale na dodatek staje w szranki wyborcze z jedną z najbogatszych i interesujących, rosyjskich osobowości. Miliarder Michaił Prochorow oznajmił publicznie, że zamierza ubiegać się o urząd prezydenta Rosji, w zbliżających się marcowych wyborach.
W swoim wystąpieniu Prochorow podkreślał niezadowolenie z wieloletniej dominacji Putina na arenie politycznej, najpierw jako prezydenta, a obecnie jako premiera.
Ogłoszenie tej kandydatury nastąpiło tuż po protestach przeciwko rządom Putina i dominującej partii "Jedna Rosja", które to protesty zgromadziły około 25-30 tys. demonstrantów na ulicach Moskwy.
Na konferencji prasowej, na której Prochorow ogłosił zamiar kandydowania, miliarder powstrzymał się od krytyki Putina oraz prezydenta Miedwiediewa, ale stwierdził, że społeczeństwo się obudziło, a władze, które nie potrafią nawiązać z nim dialogu, będą musiały odejść.
Prezydent Miedwiediew w swoim profilu na FB, obiecywał, że wszystkie zarzuty o fałszowanie wyników głosowania, będą dokładnie zbadane. Przedstawiciel prasowy Putina Dymitri Peskow powiedział natomiast w poniedziałek, że badania wykazać mogą niewielkie uchybienia, które na pewno nie będą miały wpływu na całokształt wyborów. Wypowiedź Peskowa sygnalizuje, że Putin będzie twardo bronił swojego stanowiska, mimo największych protestów, jakie dotychczas miały miejsce w poradzieckiej Rosji.