Facebook Google+ Twitter

Czy rewolucja obyczajowa dotarła już do Polski?

W Europie, tym razem we Francji, po raz kolejny objawiła się rewolucja obyczajowa.


W ten sposób ustawodawca francuski – jako kolejny w Europie, po analogicznych decyzjach podjętych przez parlament hiszpański i portugalski - zalegalizował małżeństwa jednopłciowe. To istotna zmiana dla francuskiego społeczeństwa, które zdążyło się już przyzwyczaić do zmian obyczajowych. Nad Sekwaną zapoczątkowała je bowiem „wiosna w Paryżu”, czyli studenckie protesty, które miały miejsce w maju 1968 roku.


Legalizacja małżeństw jednopłciowych rozpętała bardzo ostrą debatę we francuskim parlamencie. Dyskusję, która w przestrzeni publicznej – czego byliśmy świadkami - doprowadziła do rękoczynów. W przestrzeni politycznej V Republiki jest to natomiast absolutny precedens! Sam projekt ustawy dotyczący legalizacji małżeństw jednopłciowych doprowadził we Francji do społecznego poruszenia; zarówno w środowiskach popierających zmiany, jak i w środowiskach sprzeciwiających się legalizacji małżeństw jednopłciowych. Należy tutaj zauważyć, iż w tym samym czasie Izba Gmin w Wielkiej Brytanii również zalegalizowała małżeństwa jednopłciowe, jednak w tym kraju sprawa ta nie zelektryzowała brytyjskiego społeczeństwa w stopniu tak wysokim, jak miało to miejsce we Francji.


Debata o statucie prawnym par homoseksualnych dotarła również do Polski. Przejawem tego stał się konflikt polityczny wokół projektów ustaw, które dotyczą związków partnerskich. Jednak dyskusja ta została przerwana - czy też chwilowo zawieszona – za sprawą deklaracji premiera Donalda Tuska, który powtórzył ją za prezydentem Bronisławem Komorowskim, iż koncepcja związków partnerskich jest najprawdopodobniej sprzeczna z polską konstytucją. Jednak zarówno przerwanie tej debaty, jak również podjęta przez zdecydowaną większość polityków próba wyciszenia społecznych emocji związanych z tym tematem, nie załatwia sprawy. Rozmowa o związkach partnerskich już się w Polsce rozpoczęła i rozmowy tej nie sposób już przerwać. Pomimo zabiegów politycznych, które miały na celu przekierowanie uwagi społeczeństwa na inny tor, debata o związkach partnerskich będzie kontynuowana i - prędzej czy później - będzie musiało dojść do jakiegoś rozstrzygnięcia. Na razie pytaniem bez odpowiedzi pozostaje kwestia: do jakiego rozstrzygnięcia dojdzie ? Rozwiązanie tego problemu jest jednakże uzależnione od odpowiedzi na jeszcze jedno pytanie: czy do Polski dotarła już rewolucja obyczajowa?


W mojej opinii sfera obyczajowa w Polsce ma charakter bardzo konserwatywny. Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, że ów konserwatywny charakter przybiera czasem formę zgoła archaiczną. W kwestiach obyczajowych Polska wyróżnia się na tle europejskim, przy czym w mojej opinii jest to wyróżnienie negatywne. Niestety, w przypadku zagwarantowania podstawowych praw wszystkim mniejszościom, których członkowie - przypominam - również są obywatelami RP, Polska pozostaje daleko w tyle w stosunku do krajów z zachodniej części kontynentu. Kolejnym problemem jest również to, iż w tym momencie osoby należące w Polsce do zbiorowości mniejszościowych nie mają gwarancji równouprawnienia wobec osób należących do grup większościowych. Myślę tutaj przede wszystkim o mniejszości homoseksualnej, która nadal pozostaje obiektem wielowymiarowej dyskryminacji w kraju nad Wisłą.


Brak możliwości dziedziczenia po swoim partnerze, brak przepisów dopuszczających wspólne rozliczania się z podatków, daleko idące utrudnienia przy próbach uzyskania informacji o stanie zdrowia partnera lub partnerki, gdy są oni hospitalizowani… To tylko główne, nieliczne dziedziny, w których homoseksualiści są dyskryminowani przez polski system prawny i ustawodawczy.


Można, a nawet wręcz trzeba, wspomnieć tutaj również o archaicznym charakterze polskiego państwa w sferze obyczajowej. Charakterze, który sprawia wrażenie, jakby nie brano pod uwagę i nie zauważano wybranych przez siebie dziedzin życia społecznego. Aż do dnia dzisiejszego państwo polskie nie było w stanie stworzyć konkretnych regulacji prawnych, dotyczących metody in vitro i zarodków. Polski ustawodawca nadal nie potrafi wypracować „kompromisowego” rozwiązania w tych kwestiach, co powoduje całkowity brak norm prawnych regulujących tę dziedzinę. W tej sytuacji jakże zabawnie - a może po prostu patetycznie - brzmi ubolewanie prawicowych polityków polskich nad losem zarodków w Polsce, kiedy to oni sami, za sprawą
swojej bezkompromisowości, przyczynili się do braku rozwiązań prawnych dotyczących embrionów.


Archaiczna twarz III RP objawia się również w stosunkach polskiego państwa z kościołem katolickim. Rzeczpospolita Polska jest - zgodnie z konstytucją - państwem świeckim. Jednak świecki charakter polskiego państwa figuruje jedynie na papierze, ponieważ na co dzień Rzeczpospolita to państwo wyznaniowe i nic nie wskazuje, że miałoby się to zmienić w najbliższym okresie. Pomimo zapewnień premiera Donalda Tuska, który przed kilkudziesięciu miesięcy twierdził, że „nie zamierza klękać przed księdzem”.


Kościół katolicki należy do zwycięskiego obozu w walce z komunizmem w Polsce. Jego rola i zaangażowanie w walkę z narzuconym reżimem, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, pozostaje obiektem debaty historycznej. Jednak nie zmienia to faktu, iż w społecznym odbiorze po 1989 roku kościół katolicki był uznawany za jednego z głównych filarów szeroko rozumianej opozycji antykomunistycznej, a zarazem za jednego z głównych sprawców upadku reżimu komunistycznego. Na początku lat dziewięćdziesiątych polskie społeczeństwo stało się obiektem intensywnej klerykalizacji, a pozycja kościoła w Polsce stała się potężna, ogromną, nie do odparcia!!! Chociaż dwadzieścia lat dzieli nas od tamtego okresu, to kościół katolicki zachowuje ogromne wpływy w Polsce i oddziałuje na większość decyzji podejmowanych na najwyższym szczeblu państwowym, poprzez wywieranie - w sposób ostentacyjny - nacisków na rządzących. Czy jakikolwiek polski minister, czy jakikolwiek polski premier, czy jakikolwiek polski prezydent odważył się otwarcie sprzeciwić jakikolwiek opinii, wyrażonej przez polski kościół katolicki? Często mam poczucie, że to kościół katolicki stanowi prawo w III RP, że to kościół katolicki jest głównym polskim ustawodawcą! Czasami odnoszę także wrażenie, że słowa wyrażane przez hierarchów i przedstawicieli kościelnych mają w Polsce charakter normatywny. Dla mnie stanowi to koronny dowód, iż polskie państwo pozostaje archaiczne w relacjach z kościołem katolickim. Zaś bierność polskiego państwa w tych relacjach powoduje, iż kardynałowie, biskupi i księża zachowują - pomimo upływających lat - ogromny wpływy i bardzo często (zbyt często, a praktycznie prawie zawsze) to do nich należy ostatnie słowo i decydujące zdanie w kwestiach obyczajowych w naszym kraju.


Trudno mówić o obyczajowej rewolucji w Polsce, gdy - jak
na ten moment - przy niemalże każdej próbie napotyka ona na swojej drodze ostrą reakcję polskiego kościoła katolickiego. Jednak o ile trudno mówić o polskiej rewolucji obyczajowej, to można jednak zauważyć obyczajową ewolucję, która staje się coraz bardziej widoczna w polskim społeczeństwie.


Pomimo, iż kościół katolicki nadal
zachowuje ogromne i wielowymiarowe wpływy, to w polskiej przestrzeni publicznej powoli pojawia się otwarta krytyka kościoła, a nawet - od jakiegoś czasu - w przestrzeni politycznej. Media otwarcie nagłaśniają przypadki nadużyć przedstawicieli i hierarchów kościoła katolickiego. Przypadki pedofilii w kościele już nie są tematem tabu. Rozpoczyna się również polityczna debata o stosunkach państwa z kościołem katolickim, jak również rozmowa o roli i miejscu, które winne w przyszłości przypaść kościołowi katolickiemu w Polsce.


Można zauważyć również postęp w dziedzinie wychowania seksualnego młodzieży. Tematy związane z seksualnością i antykoncepcją są poruszane w polskich szkołach i stają się elementem obowiązkowego nauczania od okresu gimnazjalnego.


Homoseksualizm również nie jest już tematem tabu, chociaż podstawowe prawa par jednopłciowych nadal pozostają niezagwarantowane.


W Polsce trwa obyczajowa ewolucja. Jest ona w dużej mierze spowodowana europeizacją polskiego społeczeństwa. Przystępując do Unii Europejskiej Polska nie tylko przyjęła europejski stan prawny. Przystąpienie do Unii Europejskiej to coś więcej, niż samo uczestnictwo w przestrzeni wolnego handlu i wspólnotowym rynku. Istniejąca już od
niemalże sześćdziesięciu lat wspólnota europejska wytworzyła szereg obyczajów i norm, które są skutkiem integracji poszczególnych państw. W ten sposób współtworzyły one europejską wspólnotę. Integracja europejska to również integracja obyczajowa, gdyż obyczaje panujące w jednym europejskim społeczeństwie - jak również jego normy społeczne -
przekraczają granice geograficzne i mieszają się z normami pozostałych państw członkowskich i ich społeczeństw. W ten sposób tworzy się europejski model obyczajowy, który jest rezultatem „uniformizacji”, „unifikacji” obyczajów i społecznych norm wszystkich państw wchodzących w skład europejskiego projektu, wchodzących w skład Unii Europejskiej. Na naszych oczach tworzy się europejskie społeczeństwo z europejskimi
normami i z europejskimi obyczajami, które w sposób naturalny zaczynają obowiązywać na terenie całej Unii Europejskiej. Organizacji, do której Polska należy już od dziesięciu lat; należy nie tylko gospodarczo czy prawnie, ale również kulturowo. A skoro Polska należy do Unii Europejskiej kulturowo, to nieuchronnie będzie do niej należała również obyczajowo, ponieważ jest to jeden z nieodłącznych skutków integracji europejskiej, z którym nie wygra żadna konserwatywna - czy nawet skrajnoprawicowa - doktryna. Polska sie europeizuje, a wraz z nią europeizuje się polskie społeczeństwo, które coraz bardziej przyjmuje europejski system wartości. Jednak należy tutaj zauważyć, że europejski system wartości jest w dużej mierze zbudowany właśnie na rewolucji obyczajowej, która pojawiła sie w Europie Zachodniej w latach sześćdziesiątych. To ona zmieniła społeczeństwa zachodnioeuropejskie w ich sferze obyczajowej. Kraje położone na zachodzie Europy już dawno dokonały rozdziału pomiędzy sferą religijną i państwem. Mniejszości homoseksualne w państwach tej części kontynentu mają zagwarantowane podstawowe prawa i dzisiaj nie podlega to w tych krajach dyskusji. W krajach tzw. starej Unii homoseksualiści stanowią integralną część zachodnioeuropejskich społeczeństw i nie spotykają się z tak wielką niechęcią, jaką możemy aż po dziś dzień zaobserwować w Polsce. Państwa zachodniej Europy już przeszły przez obyczajową rewolucję, która ustanowiła nowy społeczny ład. To samo czeka Polskę i polskie społeczeństwo. To nieuniknione!!!


Jest to proces nieuchronny i nie warto z tym walczyć, bo obyczajowa rewolucja to jeden ze skutków polskiej integracji z Unią Europejską. Nic tego nie zmieni! Nikt tego nie zatrzyma!!

Obyczajowa rewolucja jeszcze nie dotarła do Polski. Jednak mamy do czynienia w Polsce z obyczajową ewolucją, która jest coraz bardziej widoczna w przestrzeni publicznej, a - od jakiegoś czasu - również w przestrzeni politycznej, co dobrze rokuje na przyszłość!


Jestem zdeklarowanym zwolennikiem związków partnerskich. Popieram również instytucje małżeństw jednopłciowych. Jestem orędownikiem, możliwie jak najszybszego, zagwarantowania podstawowych praw wszystkim mniejszościom w Polsce. Tak, aby osoby należące do jakiejkolwiek mniejszości, nie były dłużej obywatelami drugiej kategorii w naszej Rzeczypospolitej, która jest dobrem wspólnym, dobrem nas wszystkich! Jednak ze smutkiem stwierdzam, że na obyczajową rewolucję jeszcze w Polsce za wcześnie.


Ze zmianami obyczajowymi powinniśmy się śpieszyć powoli, bo osiągnąć możemy efekt odwrotny. Zbyt daleko idące postulaty w sferze obyczajowej mogą doprowadzić do większej radykalizacji konserwatywnej części polskiego społeczeństwa, która nadal boi się prawdziwego świeckiego państwa, związków partnerskich, o małżeństwach jednopłciowych nie wspominając.


Jednak europeizacja polski i polskiego społeczeństwa doprowadzi do większego kontaktu, niż ma to dotychczas miejsce w Polsce, z innymi obyczajami i systemami wartości, które przybędą nad Wisłę z zachodniej Europy. Integracja z Unią Europejską doprowadzi w Polsce również do większej różnorodności religijnej, kulturowej i obyczajowej, bo to jeden z nieodłącznych skutków polskiej integracji z europejską Wspólnotą. Wtedy przyjdzie czas na dokonanie ustawowych zmian i - tym samym - na wykonanie cywilizacyjnego skoku.


Lepiej zaczekać, niż się nie doczekać! Polska integracja z Unią Europejską i postępująca od dziesięciu lat europeizacja polskiego społeczeństwa sprawi, że się doczekamy!

Zbigniew Stefanik

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Pani Marto, trafiła pani w sedno problemu. Dla entuzjastów lewicy nie liczą się negatywne aspekty ich działań, patrzą krótkowzrocznie i egoistycznie.
Autor stwierdził że rewolucja ta jest skokiem cywilizacyjnym. Zapomniał dodac że skokiem w przepaść.

Komentarz został ukrytyrozwiń

co za głupi propagandowy artykuł ;/ rzeczywiście to tak wygląda jak gdyby lobby homoseksualne dbało o to, by co chwilę podgrzewać dyskusję o tych pierdołach. Na chwile ucichło, to znowu ktoś ciśnie dalej, żenada. Informuję Pana, Panie Stefanik, że w Polsce nikt nie uciska homoseksualistów. Nie ma też nie wiadomo jakiej niechęci. Po drugie choćby nie wiem jak Pan chciał, nie zrobi Pan z tego centralnego problemu w kraju, czy jakiejś polskiej racji stanu, bo każdy naprawdę zajęty jest ważniejszymi sprawami niż jakaś fikcyjna kreowana na siłę rewolucja obyczajowa. Mnie osobiście np. interesują w tym momencie wakacyjne staże celem zdobycia doświadczenia zawodowego, a nie to z kim co i kiedy robią geje... litości ;]

2) 'W mojej opinii sfera obyczajowa w Polsce ma charakter bardzo konserwatywny. Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, że ów konserwatywny charakter przybiera czasem formę zgoła archaiczną. W kwestiach obyczajowych Polska wyróżnia się na tle europejskim, przy czym w mojej opinii jest to wyróżnienie negatywne.'
W mojej opinii natomiast jest to wyróżnienie bardzo ale to bardzo pozytywne i akurat z takiego podejścia Polaków jestem dumny. Jeśli Panu to nie pasuje to zapraszam do wyemigrowania do Holandii tam podobno geje napraszają sie na ulicach nawet heteroseksualnym facetom ;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja jakoś nie podzielam Pana entuzjazmu wobec rewolucji obyczajowej w krajach UE. Koncentruje Pan uwagę na sytuacji mniejszości, nie przyglądając się jednocześnie problemom większości, a bez tego ocena jest co najmniej niepełna.

We wspomnianej przez Pana Wielkiej Brytanii legalizacja związków jednopłciowych "nie zelektryzowała społeczeństwa", bo jest dla niego sprawą marginalną wobec kwestii dotyczących wszystkich, bez względu na orientację seksualną.

Raport, sporządzony na zlecenie brytyjskiego ministerstwa zdrowia, wykazał, że Wielka Brytania przoduje w Europie pod względem regularnego nadużywania alkoholu wśród młodzieży (55% dziewcząt w wieku 15 i 16 lat i 52% chłopców w tym samym wieku).

Coraz więcej młodych Brytyjczyków ma trudności w czytaniu i pisaniu - i nie mam tu na myśli dysleksji, tylko wynikający z zaniedbań analfabetyzm (wg unijnych ekspertów dotyczy to zresztą co czwartego ucznia w UE). W wielu brytyjskich miastach rośnie grupa ludzi między 16 a 24 rokiem życia bez wykształcenia i kwalifikacji - tzw. "zNEET" ("No Education, Employment or Training").

Z powyższym ściśle wiąże się kolejny problem - aspołeczne i kryminalne zachowania młodych ludzi, których frustracja znajduje ujście w pijaństwie i aktach wandalizmu. Pozwolę sobie zacytować fragment tekstu z "The New York Times":
"Przypadek Louisa Jamesa, białego 19-latka, pod wieloma względami jest typowy. Brał on udział w zamieszkach w Camden Town, podczas których ukradł sweter za 195 funtów. Twierdzi, że nauczył się czytać dopiero 3 lata temu i że zaprzestał edukacji w wieku 15 lat. Jego ojciec zmarł na skutek przedawkowania heroiny, a matka ledwo utrzymuje jego młodsze rodzeństwo. James dostaje zasiłek od państwa na okres poszukiwania pracy, jednak okazuje się, że już od dłuższego czasu całe dnie spędza przed telewizorem."

Co się tyczy edukacji seksualnej, w Wielkiej Brytanii jest ona prowadzona od najmłodszych lat. W szkołach działają poradnie zwane "sex clinics", gdzie nastolatki mogą otrzymać porady na temat antykoncepcji oraz testy ciążowe i środki antykoncepcyjne. Od 1985 r. lekarze mogą przepisywać nastolatkom środki antykoncepcyjne i wczesnoporonne bez powiadamiania rodziców. Od 2006 r. lekarze nie mają prawa powiadamiać rodziców, że ich córka jest w ciąży lub planuje aborcję.
Jednocześnie rocznie średnio 13 tys. dziewcząt poniżej 16 roku życia rodzi dziecko i wiele z nich nie ukrywa, że decyduje się na to dla zasiłku. Dla coraz liczniejszych młodych kobiet rodzenie kolejnych dzieci to sposób na życie. Funkcjonują tak zresztą całe rodziny (niektóre od kilku pokoleń) - tylko co się z nimi stanie, gdy państwu skończą się środki na socjal?

Na koniec - fragmenty artykułu "The Daily Mail" autorstwa znanego brytyjskiego dziennikarza, historyka i pisarza, Maxa Hastingsa, potwierdzające tę ponurą statystykę:
"Lata panowania dogmatu liberalnego zaowocowały amoralną, brutalną i niewykształconą młodzieżą, która uzależniona jest od pomocy społecznej i terroryzuje normalnych obywateli"
"Są jak dzika zwierzyna, która nie potrafi odróżnić dobra od zła i bezmyślnie odpowiada jedynie na instynkty: głodu, pragnienia, seksu, niszczenia itp."
"Jak budować wartości skoro jedynym autorytetem dla dzieci jest piłkarz Wayne Rooney? Jak przekonać dzieci do skończenia z przeklinaniem skoro w BBC klną wszyscy celebryci? Jak walczyć z chamstwem i brutalizacją młodych, skoro przekonuje się ludzi, że nie mają prawa reagować na niewłaściwe zachowanie, jednocześnie tłumacząc je <<trudną sytuacją w domu>>?"

Czy na pewno TEGO chcemy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.