Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20297 miejsce

Czy rzeczywistość można opisać groteską?

Rzeczywistość nie ma nazwy. Nie jest ani wesoła ani smutna, jest można by powiedzieć obiektywna, niezależna od nas. To, czy uważamy coś za radosne lub smutne, pozytywne lub negatywne, to wyłącznie kwestia indywidualnej oceny.

Caricatura de Darwin / Fot. Faustin BetbederPolską rzeczywistość społeczno-polityczną widzę jako twór skomplikowany i męczący ponad wszelkie wyobrażenie; ten sam prosty fakt, pojedyncze wydarzenie lub konkretną wypowiedź, jedni oceniają jako prawdziwą inni jako fałszywą. Zdumiewająco przeciwstawne oceny.

Weźmy choćby pod uwagę jedno wydarzenie: przedłużenie mandatu Donalda Tuska na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej. Partia rządząca ocenia je jako klęskę i powód do smutku, partie opozycyjne jako sukces i powód do radości. Identycznie zachowuje się społeczeństwo; jest podzielone. Kompletny nonsens; ludzie żyjący obok siebie, mówiący tym samym językiem, mający bardzo podobne doświadczenia życiowe frustrują się rażąco odmiennymi ocenami współobywateli (chciałoby się powiedzieć współbraci, ale to niemożliwe). Tego rodzaju sytuacje są okropne; bulwersują ludzi i stawiają jednych przeciw drugim. Chyba większości z nas odbiera to apetyt na cokolwiek, pozbawia energii.

Uznałem, że w takiej sytuacji, w miarę prosty i jednoznaczny dziennikarski opis zdarzeń niewiele tłumaczy. Dlatego stosuję groteskę. Staram się, aby była ona, jeśli nie bezstronna (bo nie jest) to przynajmniej sensowna, w ten sposób, że ułatwia zrozumienie sytuacji lub zdarzenia, ich naturę lub sens.

Byłem poetą, jestem pisarzem, staram się być także dziennikarzem społecznym. Groteskę traktuję jako formę literacką, która niekoniecznie ma na celu wykoślawienie rzeczywistości, tylko takie jej pokazanie, aby łatwej było tę rzeczywistość zrozumieć i ocenić. Sam na przykład nie rozumiem, dlaczego pani premier weszła w konfrontację z przedstawicielami 27 innych państw, skoro było to z góry skazane na niepowodzenie. Nie rozumiem, jaki jest sens starcia z grupą ludzi, którzy podejmują demokratyczną, czyli większościową decyzję o przedłużeniu lub nie mandatu przewodniczącego. Nie rozumiem, dlaczego PiS starał się popełnić harakiri. Przecież to nie leżało w ich własnym interesie.

Zrobiłem o tym trzy wpisy na stronie „Moje Trzy Grosze” tego portalu; zaskoczyła mnie wysoka liczba czytających, podobnie jak i brak komentarzy (w wyjątkiem jednego wpisu).

Pytanie, jakie zadaję sobie i innym, jest takie: Czy w obecnej polskiej rzeczywistości groteska nie jest sensowną formą prezentacji wydarzeń społeczno-politycznych (alternatywą wobec typowego reportażu czy felietonu)?

Pozdrawiam.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Nie tylko w polskiej, nie tylko w obecnej rzeczywistosci, to co sie dzialo bylo tak absurdalne ze przerastalo groteske z pokracznymi dwulicowymi politykami, ktorzy zdejmowali maski podczas degustacji osmiorniczek ...
Jesli tak spojrzec to mozemy rozmawiac, ale jedli patrzec jednostronnie to szkoda naprawde gadac bo nie ma ludzi bez skazy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rzeczywistość sama w sobie jest absurdalna, zgadzam się jak najbardziej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cyt.
"Zrobiłem o tym trzy wpisy na stronie „Moje Trzy Grosze” tego portalu; zaskoczyła mnie wysoka liczba czytających, podobnie jak i brak komentarzy (w wyjątkiem jednego wpisu). Pytanie, jakie zadaję sobie i innym, jest takie: Czy w obecnej polskiej rzeczywistości groteska nie jest sensowną formą prezentacji wydarzeń społeczno-politycznych (alternatywą wobec typowego reportażu czy felietonu)? "

Czytaj wiecej: link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Poza tym, gdzie jest w UE demokracja, skoro przedtem ustala się jak będzie wynik głosowania?

W końcowym efekcie unijne głosowanie przypomina głosowanie za czasów komuny:

- Nie widzę! Nie słyszę! Uchwała została przegłosowana jednogłośnie... - mawiał marszałek nie odrywając wzroku od kartki, z której czytał.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie rozumiem, jaki jest sens starcia z grupą ludzi, którzy podejmują demokratyczną, czyli większościową decyzję o przedłużeniu lub nie mandatu przewodniczącego.

=========================================

Sens jest taki sam, jak zgłaszanie dzisiaj wniosku tzw. opozycji o odwołanie jakiegoś ministra...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pytanie, jakie zadaję sobie i innym, jest takie: Czy w obecnej polskiej rzeczywistości groteska nie jest sensowną formą prezentacji wydarzeń społeczno-politycznych
------

Jest. Dla dzieci. Od nich trzeba zacząć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sam na przykład nie rozumiem, dlaczego pani premier weszła w konfrontację z przedstawicielami 27 innych państw, skoro było to z góry skazane na niepowodzenie.
----------------------

Media "opozycyjne" i opozycja sama - też "nie rozumieją" i usilnie lansują tezę, jakoby PiS "się przeliczył". Lansują ją z taką samą gorliwością, z jaką PiS lansuje to, że "broni zasad".
Oba obozy mówią do "swoich". I oba, najdelikatniej mówiąc, mijają się z prawdą.

Paradoksalnie PiS rzeczywiście bronił pewnej zasady w Brukseli, nie w imię zasad jednak, a dla swoich partykularnych interesów. Gdyby bronił zasad w ogóle, to naprawiłby bezczelny ruch PO, inicjujący konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego, nie łamiąc następnie tej samej zasady ponownie. Kropka.

PiS się nie "przeliczył" w sprawie wyboru Tuska. Doprawdy trzeba by posądzać ich
( bezpodstawnie) o debilizm chyba. Zakładali z ogromnym prawdopodobieństwem to, co się stanie i dokładnie wiedzieli co chcą uzyskać, a czy się nie przeliczyli w tym na co liczą na krajowym podwórku - czas pokaże.
Teraz mogą o sobie mówić już nie tylko jak o Walenrodzie Polski, a Europy.
A jak dojdzie do konfliktu z USA - to o Walenrodzie Świata ;)

W Brukseli, jakby nie było, dokonał się precedens. Wybrano kandydata wbrew opinii rządu własnego kraju. To się ponoć wcześniej nie zdarzyło. Sytuację nieco tylko łagodzi fakt, że Tusk miał "jedynie" przedłużyć kadencję.

Co do działań " z góry skazanych na niepowodzenie", 2 lata temu Cameron wymusił głosowanie nad własną kandydaturą przeciw Junckerowi na szefa KE i przegrał 26 do 2.
Własny kraj głosował jednak za nim.

PiS formalnie się zgodził na procedury unijne i tym samym na "kwalifikowaną większość". W 2007 roku, kiedy Lech Kaczyński złożył podpis pod traktatem w Lizbonie. Wtedy Polska akurat miała prawo weta. Nie skorzystała, a teraz ci sami "gracze" biadolą o "niepisanych zasadach". Trzeba było wcześniej bronić zasad. Na piśmie. Dla zasad właśnie. Do krwi ostatniej ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.