Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11953 miejsce

Czy skończy się kiedyś szaleństwo nuklearne?

Nie! Nie skończy się. Przynajmniej w najbliższym czasie, ponieważ wszystko zależy od umysłu człowieka, a ten nie zmienił się od wielu pokoleń. Chęć dominacji nad innymi, egoizm, brak wyobraźni i nieodpowiedzialność - nadal mają się dobrze.

By Federal government of the United States (http://sonicbomb.com/albums/album44/BravoC.jpg) [Public domain], via Wikimedia Commons / Fot. Federal government of the United States6 sierpnia 1945 roku Amerykanie zdetonowali nad Hiroszimą bombę atomową, skonstruowaną przez wielotysięczny zastęp ludzi pracujących w programie "Manhattan" od 1942 roku.
Niewielka ilość masy zamieniona w ułamku sekundy na energię unicestwiła 70 tysięcy ludzi w Hiroszimie, mieście porównywalnym wielkością do ówczesnego Memphis. 80 do 90 procent budynków zostało zniszczonych. Ponad 70 tysięcy ludzi zmarło później z powodu różnych obrażeń, choroby popromiennej i nowotworów.

Uwaga!

Moc wybuchu ładunków jądrowych określa się przy pomocy tzw. równoważnika trotylowego. Podaje się ją w kilotonach (kt) lub megatonach (Mt). Bomba zrzucona nad Hiroszimą miała moc około 16 kt, czyli inaczej mówiąc wyzwoliła się taka energia, jaka wyzwoliłaby się przy wybuchu 16 tysięcy ton trotylu.

Geneza projektu "Manhattan"

Do rozpoczęcia prac nad tą straszliwą bronią zdecydowanie przyczynił się Albert Einstein, choć bezpośrednio nie uczestniczył w projekcie. W październiku 1939 roku napisał dramatyczny list do prezydenta USA Roosevelta, aby ostrzec go, iż nad tego typu bronią, możliwą do skonstruowania, pracują Niemcy.

Einstein był pod silnym wrażeniem koncepcji jaką zaprezentował mu jego dawny kolega Leo Szilard w lipcu 1939 roku podczas wizyty w domu wielkiego uczonego na Long Island w Nowym Jorku. Podważała ona dotychczasowe stanowisko Einsteina, który nie widział możliwości zainicjowania reakcji łańcuchowej w warunkach ziemskich, by wyzwolić potężną energię z masy, zgodnie zresztą z jego słynnym równaniem z 1905 roku: E=mc2

Szilard powiedział, że do destabilizacji jądra atomu trzeba użyć neutronu, a nie jak dotychczas próbowano wykorzystywać w tym celu przyspieszonych cząstek alfa. Niemieccy uczeni, Otto Hahn i Fritz Strassmann, potwierdzili doświadczalnie słuszność tej koncepcji w 1938 roku. Jądro uranu uderzone neutronem rozpadło się na dwa atomy z uwolnieniem olbrzymiej ilości energii.

Wskutek interwencji Einsteina rząd USA wyasygnował na badania tych zjawisk ponad 2,2 miliarda $ i zbudował potężny ośrodek naukowo-badawczy w Hanford. Ilość przeznaczonych na ten cel pieniędzy była ogromna. Odpowiadała w czasach powojennych kosztowi wysłania ludzi na Księżyc.

Nowa powojenna rzeczywistość

Potworna siła niszcząca ładunków jądrowych nie odstraszyła człowieka od zajmowania się tego rodzaju sposobami niszczenia. Wręcz przeciwnie. Po wojnie zaczął się wyścig w zakresie budowania coraz to większych bomb atomowych oraz okres intensywnych prób z nimi, a wkrótce z jeszcze potężniejszymi bombami termojądrowymi.

Zarysowała się również możliwość wykorzystania energii atomowej w innych celach, np. w elektrowniach oraz silnikach okrętów wojennych. Większość państw chciała posiąść tę technologię za wszelką cenę. Rządzący nie brali pod uwagę ubocznych aspektów nowej technologii. Wszyscy byli zafascynowani mocą i sposobem nowego pozyskiwania energii.

Ciemna strona pozyskiwania energii jądrowej

Pomijając sprawę bomb (do których jeszcze wrócę), uzyskanie energii w procesie reakcji jądrowych wiąże się z produkowaniem odpadów promieniotwórczych.

Następna sprawa to awarie, które niestety zawsze mogą się wydarzyć. Niewiele osób na świecie potrafiło wtedy sobie wyobrazić ich skalę. Najgłośniejsze i największe awarie jakie później wydarzyły się miały miejsce w Czernobylu oraz Fukushimie. Było ich jednak znacznie więcej.

Skażonych terenów na Ziemi jest już sporo. Na początku rozwoju technologii z substancjami promieniotwórczymi, wszelkie odpady odprowadzano wprost do rzek czy innych zbiorników wodnych, a niekiedy zakopywano w ziemi. W ten sposób miliardy litrów skażonej wody przedostały się do wód otaczającego środowiska.

Następnie odpady radioaktywne wrzucano w beczkach do oceanów. W 2002 roku nakręcono film w miejscach składowania beczek i udowodniono, że wiele z nich przerdzewiało, a zawartość przedostała się do najbliższego otoczenia. Nie trzeba większej wyobraźni, aby uzmysłowić sobie dalsze następstwa takiego postępowania.

Niektóre z takich miejsc są już stracone na zawsze dla człowieka. Przy dzisiejszym stanie wiedzy nie jesteśmy w stanie zregenerować zanieczyszczonego środowiska tak, aby można było dalej je wykorzystywać.

Jak dochodzi do produkcji odpadów promieniotwórczych?

W procesie przemian jądrowych uwalniane strumienie wolnych neutronów inicjują powstawanie nowych pierwiastków (z różnych atomów najbliższego otoczenia) i ich izotopów, najczęściej promieniotwórczych. Te nowe izotopy wymagają czasu do całkowitego rozpadu i przez to są niebezpieczne dla żywych organizmów. Niektóre z tych izotopów nie istniały wcześniej w przyrodzie, np. Stront 90.

Rozprzestrzeniając się w otoczeniu dostają się do gleby, powietrza i żywności. Wbudowują się do substancji organicznych i działają szkodliwie od wewnątrz na struktury żywe. Jeżeli nie dojdzie do natychmiastowej śmierci z powodu pochłonięcia nadmiernej dawki, to następstwem napromieniowania żywego organizmu jest choroba popromienna. Ciężkość tej choroby jest stopniowalna i zależy od wielkości pochłoniętej dawki promieniowania, zaś odległe następstwa uszkodzeń popromiennych, to wady genetyczne i nowotwory.

Największe próbne wybuchy jądrowe


USA. 1 marca 1954 roku USA dokonało wybuchu naziemnego na Atolu Bikini (Wyspy Marshalla). W bombie wykorzystano deuterek litu (LiD), przy czym proporcja izotopów litu była następująca: deuterek Li 6 (30 procent) i deuterek Li 7 (70 procent). Jest to o tyle ważne, że doszło do wyzwolenia prawie 3 razy większej mocy, niż przewidywano. Po wysepce pozostał krater o średnicy 1,5 km i głębokości 60 metrów. Doszło również do olbrzymiego skażenia rozległego terenu. W zasięgu skażeń znalazł się japoński kuter rybacki z 23 ludźmi na pokładzie. Wszyscy mieli później chorobę popromienną, a radiotelegrafista zmarł. Załoga odpalająca ładunek z bunkra znajdującego się w odległości około 30 km ledwo uszła z życiem. Natomiast obserwatorzy znajdujący się na okręcie "Curtis" doznali potężnego napromieniowania.

Od 1946 do 1958 roku na Wyspach Marshalla dokonano 67 prób, na Bikini i Enewetak.

W 1963 roku wprowadzono zakaz prób w atmosferze.

By User:Croissant with modifications by User:Hex (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html), CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/) or CC-BY-SA-2.5-2.0-1.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.5-2.0-1.0)], via Wikime / Fot. By User:Croissant with modifications by User:HexZSRR. Największą dotychczas wywołaną eksplozją w świecie była detonacja ładunku termojądrowego zawartego w radzieckiej "Car Bombie". Została zdetonowana 30 października 1961 na wysokości 4 km nad Nową Ziemią. Andriej Sacharow, późniejszy laureat nagrody Nobla był jednym z konstruktorów tej bomby. Umożliwiała ona osiągnięcie mocy 150 Mt (megaton). Jednakże siłę eksplozji ograniczono do około jednej trzeciej mocy z obawy przed trudnymi do przewidzenia skutkami wybuchu. Już po wybuchu jego siłę oszacowano na 58 megaton, czyli równoważną mocy prawie 4000 bomb zrzuconych na Hiroszimę. Rozmiary charakterystycznego grzyba po wybuchu osiągnęły wysokość 60 km, a średnicę około 40 km. Fala sejsmiczna obiegła trzykrotnie Ziemię.

Harold Agnew przyznał, że Amerykanie byli zdumieni faktem, iż zrzucono ją z samolotu z wysokości 10,5 km, a odpalono na wysokości ok. 4 km. Ważyła 27 ton.

Wnioski końcowe

Współczesny świat jest już tak zaśmiecony radioaktywnymi substancjami wyprodukowanymi przez człowieka, że możemy śmiało powiedzieć swoim dzieciom i wnukom, iż zostawiamy im tykającą bombę ekologiczną.

Jakże śmiesznie wyglądają tzw. sankcje gospodarcze (za udział w wojnie na Ukrainie) ze strony Francji wobec Rosji, która jest głównym odbiorcą śmieci nuklearnych z francuskich elektrowni jądrowych...

Istnieje już dużo państw korzystających z technologii pozyskiwania energii z reakcji jądrowych, a więc odpadów promieniotwórczych będzie przybywać.

Rozkręcona spirala stałego wzrostu zapotrzebowania na energię w trakcie korzystania z dobrodziejstw cywilizacyjnych jest dopełniającym czynnikiem sprawiającym niedostateczne działanie współczesnego człowieka na rzecz bezpieczeństwa przyszłych pokoleń.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (33):

Sortuj komentarze:

No tak, niezbyt stosowne określenie dla tego przypadku... ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kalkulacji tak, ale nie "czystej" ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artur, granice są, ale wynikają one - jak słusznie zresztą zauważyłeś z czystej kalkulacji. Wściekły Hitler chciał po bitwie kurskiej gazować Rosjan, ale generałowie stratedzy wybili na szczęście temu cymbałowi te zapędy i dzięki temu miliony Niemców przeżyło...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Grzegorz, to Ty też zaliczasz się do humanistów od prowadzenia "etycznej" wojny? Zaskoczyłeś mnie... ale tylko częściowo, gdyż natychmiast przypomniałem sobie kto jest Twoim panem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Granice są jednak jakieś. Nie użyli wszelkiej dostępnej broni, choć pewnie istnieje taka, która zapewniłaby lepszy stosunek "zysków" do "strat".

Ktoś kalkuluje. Przyczyny mogą być prozaiczne. Jakieś lobby, jakieś interesy...

Istotniejsze, według mnie jest to, że nad tym wszystkim ciąży niezmiennie uzurpacja do własnego, jedynie słusznego oglądu świata, przy jednoczesnym opiewaniu prawa do "wolności" poglądów.
Ten fałsz jest tak widoczny, że naprawdę jest niejakim szokiem, jak mógł w ogóle zaistnieć...

Wytłumaczeniem jest chyba tylko... wysoki poziom szumu informacyjnego, własna wygoda i "ucieczka" przed problemami. Problemy i owszem... w kinie. Albo w książce. Uroni się łezkę i po sprawie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku, przyjacielu paradoksów, znowu opierasz swe próby bycia mądrym na własnym braku wiedzy. zasady prowadzenia wojny zgodnie z prawem międzynarodowym określa Konwencja Geneska o Zasadach Prowadzenia Wojny z roku 1947, przyjęta przez wszystkie państwa członkowskie ONZ. Ta konwencja nakłada na wszystkie strony walczące występujące jawnie z bronią i w mundurach obowiązek możliwie jak najdalej posuniętego oszczędzania życia i mienia ludności cywilnej. Jedyne usprawiedliwienie dla wyjątku od tej zasady stanowi w świetle tej Konwencji sytuacja, w której nie da się odróżnić celów wojskowych od cywilnych, a powstrzymanie się od otwarcia ognia w tej tragicznej sytuacji zagraża życiu wojskowych wykonujących daną akcję bojową.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziwię się wszystkim tym, którzy opowiadają jakieś niestworzone rzeczy o prawie, które ma obowiązywać w czasie wojny. Jakie ma być wtedy to prawo...? O jakiej etyce można mówić w kontekście wojny... ? Nie rozumiem tych ludzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Najzabawniejszy" jest ten fragment, gdzie wojskowy trep bez mrugnięcia okiem "argumentuje" o promieniowaniu "mniejszym od tła", prezentując nowiutki pocisk.
I nosi mundur. Ba, przysięgał na swoją flagę, a "szlachetnych" słów używał częściej w swym wojskowym życiu, niż niejeden moralista.

A cywile..? Premier zapytał... i został ze swoim pytaniem bez odpowiedzi. Ot, demokracja...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Warto popatrzeć, jak wspaniałe pomysły ma człowiek, aby dokopać drugiemu. Nikt przecież tego nie zabrania...

http://www.youtube.com/watch?v=grW6vOg71Sk

Komentarz został ukrytyrozwiń

Grzegorz, wyraźnie w komentarzu napisałem, że data 6 sierpnia posłużyła mi jako punkt wyjścia do przedstawienia skutków uruchomionej wtedy lawiny dotyczącej technologii jądrowej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.