
Nauczyciele nie mieli z tej akcji wielu korzyści, a uczniowie śledzili wieczorne dzienniki telewizyjne w oczekiwaniu zakończenie strajku.
Obawy uczniów
– Zamiast przeżywać studniówkową radość i koncentrować się na uczeniu się do matury, wsłuchujemy się w dzienniki telewizyjne – mówi uczennica Karolina Król. – Boimy się, że nasze egzaminy będą zakłócone strajkiem nauczycieli. Jest o nich coraz głośniej w mediach. Nauczyciele chcą coś zyskać finansowo, ale przy takim strajku to my stracimy szansę na spokojne zdawanie matur. Wierzę jednak, że nauczyciele przed podjęciem decyzji pomyślą nie tylko o portfelach, ale także o uczniach.
Aleksander Rybski pracuje w najstarszym nowosądeckim Liceum Ogólnoksztacącym im. Jana Długosza już 32 lata. Od 16 lat jest dyrektorem placówki. Wciąż pamięta zamieszanie, jakie nastało w czasie strajku nauczycielskiego u progu lat 90. Powtórki nie chce.
– Jest wiele metod dochodzenia należnych praw, w tym także płacowych – przekonuje Rybski. – Można negocjować i protestować. Nie powinno się to jednak przekładać na przerwanie pracy z młodzieżą i burzenie uczniom normalnego startu w dorosłość. W konflikcie interesów trzeba pamiętać o proporcjach. W naszej szkole jest około stu nauczycieli, a uczniów aż 1350. My za nich odpowiadamy i musimy o tym pamiętać.
Kto ma wpływ na płace?
Gracjan Fołta, dyrektor Zespołu Szkół Ekonomicznych w Nowym Sączu, ma w swym albumie nieco wyblakłe fotografie z roku szkolnego 1993/1994 r. Przedstawiają nauczycieli, którzy z biało?czerwonymi opaskami na rękawach stoją przed szkołą. Z perspektywy tamtych doświadczeń twierdzi dzisiaj, że strajk tak naprawdę niczego nie rozwiązuje, bo kondycja szkół i nauczycieli zależy dziś nie tylko od resortu edukacji.
W dużym stopniu wpływ ma organ założycielski szkoły – samorząd miasta bądź gminy.
– To on może radykalnie wpływać na dochody pracowników szkół przez dodatki motywacyjne do pensji – mówi Fołta. – Ten mechanizm jest znany, ale w praktyce stosowany w niewystarczającym zakresie. Z godną premią dla nauczyciela wyścig wygrywa często budowa kolejnego metra chodnika czy kanalizacji.
600 tysięcy złotych z budżetu
Właśnie wczoraj w sądeckim ratuszu, samorządowcy, urzędnicy, związkowcy spod znaku ZNP oraz "S", a także przedstawiciele szkół rozmawiali o płacowych problemach nauczycieli. Punktem wyjścia była przedwyborcza deklaracja obecnego prezydenta miasta Ryszarda Nowaka o podwojeniu dodatku motywacyjnego dla dyrektorów szkół i nauczycieli. Obiecywał dodatek czteroprocentowy. Wczoraj była mowa o trzyprocentowym. I tak wyliczono, że wzrost dodatku o jeden procent to kolejny wydatek z miejskiej kasy 600 tys. złotych rocznie.
Szefowa ZNP w Nowym Sączu Irena Żak nie przesądza, czy strajk nauczycieli się odbędzie. Wyjaśnia, że teraz zaczyna się zbieranie opinii pedagogów w tej sprawie. Do jakichkolwiek decyzji jest bardzo daleko.
Stanisław Śmierciak