Facebook Google+ Twitter

Czy to możliwe, aby motocyklista tęsknił za śniegiem?

Tęsknię za śniegiem. Gdy spoglądam za okno z podziwu wyjść nie mogę. 12 stycznia, środek zimy a śniegu nawet grama. Temperatury bardziej wiosenne niż zimowe. Czy to możliwe, aby motocyklista tęsknił za śniegiem?

Wyjazd z domu. fot. Piotr May Był taki okres w moim życiu, gdy pojawienie się śniegu wywoływało uśmiech na twarzy, a w głowie pojawiała się  myśl „w końcu sobie pojeżdżę”. Kiedy to było? Nie tak dawno temu. Gdy byłem posiadaczem „pięknej inaczej”, profesjonalnej wyczynówki CZ 380 cross.


CZ 380 to motocykl, który powstawał w byłej Czechosłowacji na zamówienia klubów motocyklowych w latach 1983 – 1990 Nie było go w ogólnodostępnej sprzedaży. Przeznaczony był na tory crossowe. Mój pochodził z 1987 r. Producenci wycisnęli z tego dwusuwa  prawie 50 KM, ważył 115 kg. Wyglądał jak... jak kupa złomu po prostu, ale za to jak jeździł!

 

Zima,  dzień wolny, za oknem biało. Sięgam po słuchawkę telefonu: „Jacuś masz czas? To co? Jeździmy?” Kolega   „endurowiec” przydaje się z co najmniej dwóch powodów: po zabawie w śniegu miło wypić piwo w dobrym towarzystwie, a po drugie jedno z podstawowych praw poruszania się po terenie mówi, iż nie wypuszczamy się w teren samemu. Powód jest jeden – w przypadku jakiegoś nieszczęścia, ten drugi zawsze może pomóc. Jazda po terenie to niesamowita zabawa, ale trzeba brać pod uwagę, że przewrotka to chleb powszedni,  a przy przewrotce zawsze może się zdarzyć coś poważniejszego niż urażona duma czy siniak.ogrzewanie rąk za pomocą gorącego silnika fot. Piotr May

Czekając na dojazd kolegi zaczynam etap pierwszy: skok w ciuszki. Bielizna termiczna, dres, na to ochraniacze, skóry, dwie pary rękawic. Ok. jestem ubrany. Jeszcze tylko odpalić motocykl. O ile ubranie się, mimo że zajęło mi sporo czasu, nie było tak bardzo trudne, to odpalenie CeZetki należy do dość wyczerpujących zajęć. Na dwie godziny jazdy na tym motocyklu, wypada dwie godziny grzebania przy nim. Odpalanie zaczynam od zalania gaźnika, z cylindra zlewam pozostałość paliwa po ostatnich jazdach, czyszczę świece. Po tych czynnościach przystępuję do ”kopania” (jak na wyczynówkę przystało CeZetka nie posiada czegoś takiego jak rozrusznik) Kopię raz, drugi, czwarty, zero efektu. Pewnie zapłon się przestawił. Normalka. Zaczynam zabawę. Ustawiam zapłon „na oko”   i kopię aż do skutku. Musi się udać. Myślicie, że łatwo „kopnąć” jednocylindrowego dwusuwa 380 - do tego ubrany w pełne ciuchy motocyklowe, z dodatkiem bielizny w ilości „na cebulkę”? Oj, nie łatwo. Po co odpalam go ubrany w ciuchy, zapytacie? Ano po to, żeby po odpaleniu jechać. Nie mogę go zostawić. Ostygłby. Wtedy zabawa zaczęłaby się od początku.

  na pierwszym planie moja

Motocykl odpalony, słyszy to cała dzielnica. Ptaki i dzieci uciekają, a dorośli przystają i patrzą z niedowierzaniem na moje monstrum. Niektórzy zatykają uszy. Moja CeZetka to wyczynówka, nie ma tłumika na wydech. To, co wygląda jak tłumik, to pusta rura, której zadaniem jest wyciśniecie z silnika jak najwięcej mocy, a nie tłumienie dźwięku. Zresztą, w tym motocyklu hałasuje wszystko, nie tylko wydech.  Kolega przyjechał, no to jedziemy w teren. Niestety, mieszkam w mieście. Do najbliższych terenów  niemały kawałek. Trzeba przedrzeć się jakoś przez kilka ulic. Wadą mojego motocykla jest to, iż nijak nie daje się go zarejestrować. Jak każdy wyczynowy motocykl, nie posiada lamp, no i ten hałas. W przypadku kontroli policji, mogę liczyć tylko na cud. Niestety tym razem znów stanęli nam na drodze. Krótkie wyjaśnienie gdzie i po co jedziemy. Zaciekawieni motocyklem policjanci, każą szybko uciekać z miasta. Znowu przychylność policji uratowała mnie od mandatu, a motocykl od parkingu policyjnego. czas do domu fot. Piotr May

W końcu męka dojazdu się skończyła. Jesteśmy w lesie. Śniegu pełno. Wjeżdżamy na znane nam pagórki. Ludzi nie ma. Cisza spokój, tylko dwóch wariatów na motocyklach wywołuje burzę śnieżną. Śnieg wystrzeliwuje w górę spod tylnego koła praktycznie bez przerwy. Co chwila któryś z nas się przewraca na kolejnym zakręcie.  Wyskakujemy w górę na pagórkach, przewracamy się lądując. Zabawa zdaje się nie mieć końca. Zaczyna zmierzchać. Niestety, musimy kończyć. Nie mam świateł, a jeszcze do domu trzeba jakoś dojechać.



W domu ciepłe piwo z miodem grzeje nasze zmarznięte kości. Za tydzień znów będzie sobota...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Mirnalu w maju to ja juz zasuwam swoim cichobieżnym turystykiem :-) A tak przy okazji, dziekuje za plusy, i powiem wam że hałas był głównym powodem sprzedaży tego motocykla. Na szczeście istnieją motocykle które nie hałasują tak bardzo jak moja CeZetka a też potrafią po śniegu jeździć :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A to prawda - kiedy wiosną słyszę jak zasuwa motor bez tłumików po Świętojańskiej i nie ma sily na takiego, to spada autorytet "władzy" w moich oczach. Ale w maju, to nasz kolega Piotr chyba nie szaleje po ulicach strzelając w rurę?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj, nie jestem ja Twoją koleżanką:) ! Mieszkam pod lasem i takich jak Ty rajdowców z chęcią bym z dubeltówki ustrzeliła! Ale artykuł z przyjemnością przeczytałam i plusik wstawiłam, bo hałas mi nie przeszkadzał :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plusik za tęsknotę do wyczynów zimą na (brakującym) śniegu... I za tekst z pełną dramaturgią, że nawet można przeoczyć pozaprawne przekomarzania się z "wladzą"... Chyba nie czytają, bo nie byliby chyba już tak wyrozumiali...

Komentarz został ukrytyrozwiń

dobre:) uśmiałem się i sporo dowiedziałem! czekam na kolejną relację z drogowych podbojów +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.