Facebook Google+ Twitter

Czy to sprawiedliwość czy sadyzm? Zagłosuj w sondzie "Polski"

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2008-03-21 19:45

Ma 49 lat, własną firmę budowlaną, żonę, syna, list pochwalny od niemieckiej policji. I do odsiedzenia wyrok za coś, co zdarzyło się 27 lat temu. - Zmarnowane mam życie - mówi, moszcząc się wygodniej na więziennym krześle. - A byłem pewien, że wymiar sprawiedliwości już nic do mnie nie ma.

Maj 2007 był bardzo ciepły. Prawie 30 stopni, bezchmurne niebo. Ryszard Ballin, Polak mieszkający od lat w Berlinie, przekraczał granicę w Kostrzynie. Jak co tydzień. Zapalony wędkarz, w Polsce nad Jeziorem Raczyńskim zbudował domek. Kiedy pogranicznik poprosił o dokumenty, okazało się, że Ryszard Ballin zapomniał prawa jazdy. Zaprosili go do środka strażnicy. - Otoczyło mnie kilku mundurowych, skuli mi ręce - wspomina Ballin. - Powiedzieli, że jestem zatrzymany na podstawie listu gończego. Nie bronił się, nie stawiał oporu. Był zszokowany. Przed oczyma stanął mu koszmar tamtej nocy sprzed 27 lat, o której starał się zapomnieć.

To był 30 stycznia 1979 r. Ryszard Ballin, syn Niemca i Polki, miał 19 lat, właśnie wygrał mistrzostwa Berlina w boksie. Przyjechał do Polski odwiedzić znajomych w Juliszewie, 25 km od Płocka. - Dwóch kolegów czekało na rynku miasteczka, zapakowaliśmy się do mojego forda taunusa i pojechaliśmy na zabawę do remizy - opowiada. Było ok. 3 w nocy, gdy postanowili wracać. Wziął jeszcze trzy dodatkowe osoby. Wszyscy byli "wypici". On także wypił. Szklankę wina, dwa piwa? Niewiele. Wystarczająco, by kontrola wykazała 0,6 promila alkoholu.

Z uzasadnienia wyroku: "W czasie jazdy pasażerka Grażyna Lisiecka zwróciła oskarżonemu uwagę, że jedzie zbyt szybko. Oskarżony nie zmniejszył prędkości i nadal jechał ok. 70 km/h; oświadczył: Ja wam pokażę, jak się jeździ po niemiecku". Trasa z Wiączemina do Juliszewa to 13 ostrych wiraży. Przedostatni zakręt w lewo, asfalt jest mokry, koła tracą przyczepność. Ford uderza bokiem w przydrożne drzewo. - Ocknąłem się na łące, 15 metrów od samochodu. Pamiętam, że klęczałem przy koledze, jeszcze oddychał. Potem wszystko mi się urwało.

Cały artykuł przeczytasz na stronach internetowych dziennika "Polska".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Nie doszło by do obecnej sytuacji, gdyby w polskim prawie istniał przepis wymagający doręczenia pism sądowych OSOBIŚCIE osobie zainteresowanej. Teraz sąd wysyła na ostatni znany adres i ,,po kłopocie"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.