Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

34995 miejsce

Czy trudno jest nie udawać

Myśl ważna, ale nie moja: „Dobrze jest mieć autostrady, ale smak nadają życiu dopiero ścieżki, którymi można sobie od nich odbiegać.”

Ten żółwik może schować się w swoją skorupę, a my? / Fot. Alicja PionkowskaOstatnio przy okazji świąteczno-noworocznych spotkań „napadły” mnie małe… refleksje.
Przypuszczam, że chyba wiele z nas miewa do czynienia z: udawaniem, napinaniem się, towarzyskim, albo „pracowym” przymusem, koniecznością posiadania różnych „modności”, itp. – bo tak wypada. Jasne, że sytuacje są różne. Mam na myśli naszą codzienność, rozmówki w pracy, wśród raczej dalszych znajomych, na spotkaniach mniej i bardziej ważnych.
Przed świętami byłam przeziębiona, marnie się czułam, fatalnie wyglądałam, ale to dla zapraszających, urządzających itd. nie było przeszkodą, bo usłyszałam – „Jakoś pozbieraj się, przecież musisz być”, „… no tak, rozumiemy, ale zapraszamy, będzie miło”, „Przyjdź będzie ten i ta…”, „Weź coś na katar i przyjdź, będzie fajnie”, „…no chyba jednak wpadniesz, czekamy” itd.

Jak było dalej?


Sytuacja jest taka – przede wszystkim większość tych osób lubię i szanuję i nie chcę im zrobić przykrości, tym bardziej, że wcześniej obiecałam i chciałam być. Poza tym, że ludzie fajni - to wieloletnia współpraca, różne zobowiązania…

Co robię? Przecież to świąteczność, nie wypada nie pójść, odmawiać, zwykle jednak jestem. Biorę coś na katar, na parę godzin zatrzymuje się ta paskuda gdzieś poza nosem, aby potem zaatakować ze zdwojoną siłą, ale… idę. Staram się jakoś uślicznić, choć oczy nie takie, mina byle jaka, nic mi nie pasuje, nie wiem w co się ubrać,bo wszystko jest beee, głowa kwadratowa, nos nie mój, w gardle durne „coś” uwiera, ale wymuszam uśmiech do bladej brzyduli w lustrze (ratunku! to ja?!) i… idę, jadę, zdążam ku wyznaczonym celom.
Po przyjściu „tu i tam” parę miłych, parę trudnych chwil z kręceniem w nosie zatrzymanego kataru, uścisków (niestety z moimi bakteriami, ale nie udało się uniknąć!), życzenia, uśmiechy i nareszcie... mogę wyjść. Jeszcze mnie ktoś ściga pytaniami: ”Już idziesz?”,” Dlaczego, jeszcze wcześnie, potem idziemy do…?”, „Koniecznie wpadnij po świętach”. Gdzieś mi jeszcze brzmi „A może razem Sylwestra?” Nieeee… tylko do domu, do łóżka, aspiryna i spać. Zdołałam być tylko na dwóch spotkaniach, a były w planie jeszcze dwa .

Dlaczego tak, a nie inaczej?


Dlaczego tak postąpiłam: poszłam, udawałam, że jest wszystko ok, a nie czułam się sobą, a w dodatku naraziłam swoje zdrowie, a innych też. Za to czułam się, wyżęta z wszelkiego towarzyskiego dowcipu, zmęczona, brzydka, a nawet ktoś „czule” zauważył – „Jesteś taka mizerna, pewnie przemęczona pracą.” No cóż, wydało się. Nie powinnam była w ogóle wychodzić z domu, chociaż nie miałam gorączki, ale było mi naprawdę źle. Wiadomo – katar może zwalić z nóg.

Różne udawanie tylko czasami może się powieźć, ale na ogół to krótki dystans i w końcu ktoś to jednak dostrzeże. Nie warto udawać – zwłaszcza przed sobą. Nie tylko w tej opisanej sytuacji, ale w ogóle – NIE WARTO.

Jednak – jak rozejrzymy się wokół – ciągle coś udajemy. Powody? Różne i każdy ma własne. Boimy się być sobą? Boimy się ocen? Czegoś się wstydzimy - np. że mamy gorsze samopoczucie i gorzej wyglądamy, albo nie mamy odpowiednich ciuchów, modnych perfum, butów, nie jedziemy na narty w Alpy, albo nie lubimy nart, ani sushi, nie mamy ochoty iść na Sylwestra i wolimy ten wieczór spędzić z ukochaną osobą w domu na kanapie przy telewizorze, wypić razem noworoczne bąbelki, a może wolimy inne wino? Ja wolę. Wcale się tego nie wstydzę, po prostu lubię w tę noc być w domu. Nie wszystkie wyjścia na Sylwestra są udane. Wolę zabawę np. w karnawale.
Sama siebie przyłapałam jednak na tym, że „zabakteriona”, usmarkana zmusiłam się do wyjścia z domu i udawania, że jest wszystko w porządku. Co z tego wynikło? Przeziębienie mocno przeciągnęło się – za to dostałam parę sympatycznych maili z troskliwym pytaniem „Jak się czujesz?”


Mądra myśl, ale nie moja


Przypomniała mi się mądra i fajna myśl: „Dobrze jest mieć autostrady, ale smak nadają życiu dopiero ścieżki, którymi można sobie od nich odbiegać.” To powiedział prof. Tadeusz Kotarbiński. Od siebie dodam, że zdecydowanie wolę te… ścieżki – są moje i bez udawania. Dlaczego czasami musi być inaczej? Może powiem tak – i wiem i… nie wiem. Na pewno każdy sam to wie. :)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.