Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

24 miejsce

Czy warto mącić ciszę?

Czy warto zabierać głos publicznie? Z imienia i nazwiska? Za jaką cenę? W imię jakich wartości osoba prywatna naraża się na poważne nieprzyjemności? Pytam o to nie polityka. Pytam blogerkę.

Justyna / Fot. KustynaCzy warto zabierać głos publicznie? Z imienia i nazwiska? Za jaką cenę? W imię jakich wartości? Pytania tego nie stawiam politykom. Oni muszą funkcjonować publicznie. Ale jeśli robi to osoba prywatna i naraża się na poważne nieprzyjemności, to zasadne jest pytanie o to, dlaczego to robi? Wyjaśnienie – „Jestem blogerem” – jednym mówi dużo, innym niewiele. Dla jednych i dla drugich interesujący wydaje się wybór Justyny Kotowieckiej – blogerki najliczniejszej, gdyż liczącej bez mała 4 tysiące członków literackiej społeczności internetowej Kształty Słów.


Tadeusz Wojewódzki: Piszesz o problemach, a odbiorcy atakują Ciebie. Gdzie tkwi przyczyna tej anomalii?

Justyna: Piszę przede wszystkim o tym, co się dzieje tu i teraz. O tym, co dla mnie ważne. Zazwyczaj są tematy, wokół których jest dużo zamieszania, są kontrowersyjne i bardzo emocjonalne.

Wojewódzki: Czyli personalne ataki na Ciebie, zamiast walki na argumenty – to tylko emocje?

Justyna: Często zanim podejmę się jakiegoś tematu zadaję sobie pytanie, które postawił w swojej fraszce J. Sztaudynger. „Mówię. Krzyczę. Piszę. Czy warto było mącić ciszę?” Pojawiają się jednak problemy, tak jak słusznie powiedziałeś, które wciąż wymagają pewnego konkretnego działania. A tego brakuje. To pokazuję. Chodzi o to, aby zacząć dociekać, gdzie leży przyczyna niepowodzenia.

Wojewódzki: No tak, ale odpowiedź na pytanie o to dlaczego jest tak, a nie inaczej - wymaga myślenia….

Justyna: Myślenie samodzielne jest ostatnio deficytowe… Najczęściej narzuca nam się pewne schematy myślowe, a my jak te ryby połykamy haczyk i zaczynamy ograniczać się jedynie do twierdzeń narzucanych przez poprawność polityczną, zapominając, że każdy ma prawo do własnych poglądów.

Wojewódzki: No tak, ale Ty też bronisz pewnych schematów

Justyna: Wiek XXI to wieczne zmiany i burzenie starego porządku świata, ale przecież nie ma nic złego w obronie tradycyjnych wartości i modeli – choćby rodziny. Mnie jednak chodzi o schematy, jakimi posługują się ci, którzy zamiast rozwiązywać problemy czy podpowiadać ich rozwiązanie – winy szukają w tych, którzy te problemy pokazują. Nie czuję się atakowana, bardziej zawiedziona sposobem myślenia. Nauczyliśmy się pokazywać winnego palcami, bo tak wygodniej. Zawsze się znajdzie jakiś kozioł ofiarny. A problem nadal pozostaje i niszczy nas. Nie tylko rodziny, ale i całe społeczności. Zawiedziona jestem tym, że ludzie traktują fakt pokazywania przeze mnie pewnych problemów jako dolewanie oliwy do ognia.

Wojewódzki: A nie dolewasz? Pisanie w Norwegii o błędach polityki poprawności politycznej, to jak w Polsce pisać źle… No sama wiesz o czym….

Justyna: Ale to nie ja wymyśliłam tę politykę. Ja tylko pokazuję jej negatywne konsekwencje. I to w nich tkwi problem. Zawiedziona jestem tym, że dyskusja nie dotyczy poprawności politycznej, tylko mnie. Stawia mi się zarzut braku tolerancji, to raz, a dwa proszę zwrócić uwagę, że piszę w języku polskim na swoim blogu, tudzież Facebooku, zatem nie wkładam kija w mrowisko, lecz wyrażam poglądy we własnej blogosferze. Nie jestem autorytetem, tylko zwykłą kobietą, która głośno myśli.

Wojewódzki: Nie tak dawno temu na łamach „wpolityce.pl” pisano o wyroku sądu niemieckiego dla dziennikarza, który krytykował islam. To element polityki poprawności politycznej. I ta sama bajka. Nie stawia się pytania o źródła zagrożeń europejskich wartości, tylko atakuje i skazuje człowieka, który pisze o problemie. Czyli problem ma znacznie szerszy zasięg.

Justyna
: To jest właśnie kwestia sposobu myślenia. Już nie tylko na poziomie tzw. przeciętnego obywatela, ale systemu. Taki sposób myślenia wpisuje się w system funkcjonowania państwa i to jest przerażające. Dlatego uważam, że w moim prywatnym interesie jest pisanie o tym. To jest kwestia dobra moich najbliższych, mojej rodziny, mnie. Udawanie, że nie ma problemu jest w moim rozumieniu obowiązków rodzinnych grzechem zaniechania. Nie oznacza to jednak wcale, że zamierzam poddać się biczowaniu zwolennikom „niedolewania oliwy do ognia”, co w praktyce oznacza szukanie winnych w ludziach mówiących o problemach, a nie przyczynach problemów. Nie jestem politologiem, ani psychologiem, ale logiczne jest dla mnie to, że skoro ja mam okazywać tolerancję i szanować poglądy innych, to tym samym ci, którzy mają odmienne zdanie powinni okazać to samo w stosunku do mnie. Uszanuj moje zdanie, skoro ja szanuję twoje pomimo, że się z nim nie zgadzam. Porozmawiajmy o problemie, a nie naszych przekonaniach obrażając się wzajemnie.

Wojewódzki: Jaka jest Twoja metoda na odparcie ataku? Czy nie jest Ci przykro, albo czy nie masz ochoty zamiast pisania zająć się np. - tak popularnymi w Norwegii -robótkami ręcznymi?

Justyna: Nie umiem robić na drutach, choć zawsze chciałam. Pisanie jest stanem umysłu. Kocham litery, które układam w wyrazy i całe zdania. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak ważne jest słowo. Może ono zabić lub uskrzydlić drugiego człowieka. Dla mnie to również kontakt z ojczystym językiem, który jest bardzo bogaty i piękny. Nie ma drugiego tak plastycznego jak polski. Można spokojnie powiedzieć, że słowami maluję obrazy, które są odzwierciedleniem mojej duszy, myśli, emocji, które towarzyszą mi tu i teraz, bo życie jest przewrotne i za kilka lat mogę zwyczajnie własnych myśli nie pamiętać. I wtedy nastąpi całkowita cisza.

Wojewódzki: Boisz się tego?

Justyna: Tak. Bardzo. Kolekcjonuję też zdjęcia. Wywołuję te najważniejsze i układam w albumy. Wiersze, felietony, artykuły prasowe, internetowe i inne popełnienia twórcze składuję na blogu, te co ważniejsze drukuję. Boję się nieistnienia.

Wojewódzki: Wspomniałaś o blogu, jaki on jest?

Justyna: Pełny kobiety ze wszystkimi wadami i zaletami. Czasami jest spokojny, przesiąknięty romantycznymi wierszykami o miłości, a innym razem czytelnik zastaje mnie w felietonach zapłakaną i zdenerwowaną. Blog to publiczny pamiętnik, dlatego trzeba mieć niemało odwagi, aby się ukazać takim, jakim się jest naprawdę.

Wojewódzki: Wspomniałaś też o wierszach, jakie one są? Czy również w nich poruszasz trudne tematy?

Justyna: Tak. Dość często. Niemniej wiersze są wdzięczniejsze. Wiele treści w nich można ukryć, nie dopowiedzieć, użyć metafory i zostawić czytelnika z własną interpretacją. Lubię też pisać o emigracji i wszystkich aspektach z nią związanych, przyrodzie, uczuciach jak i o rzeczach zupełnie zwykłych, wręcz banalnych.

Wojewódzki: Podstawą szczęścia jest wolność, a wolności - odwaga i Ty tę odwagę masz?

Justyna: Jestem autentyczna, bardzo emocjonalna i nie lękam się popełnić błędu. Mój sposób postrzegania otoczenia możliwe, że jest zupełnie inny od Twojego. Zapraszam Cię do siebie. Rozgość się, ale nie wchodź z buciorami. Tu warto podkreślić, że czytelnicy są uważni. Śledzą każdą wypowiedź, często biorąc ją zbyt dosłownie. Należy jednak pamiętać, że słowa nie są w stanie oddać rzeczywistości. Mogą tylko na nią wskazywać.

Wojewódzki: Co masz na myśli?

Justyna: Często dostaję zapytania, czy u mnie wszystko w porządku, czy się nie rozwodzę albo czy nie nęka mnie depresja. Podmiot liryczny właściwie nie istnieje. Trudno sobie wyobrazić, że kobieta, która pisze o samobójstwie w krainie wiecznego deszczu może być w tej samej chwili najszczęśliwszą osobą na świecie.
Z drugiej strony to fajne. Jest dowodem tego, że czytelnicy są uważni i empatyczni, niemniej wiersze to nie tylko opis sytuacji, ale też twór naszej bujnej wyobraźni. A jak wiadomo, ona nigdy nie milknie.


Wojewódzki: Tak więc Twoja ostateczna odpowiedź na pytanie o to czy warto mącić ciszę brzmi….

Justyna: Mówi się, że człowiek umiera w wieku 25 lat choć żyje ponad 70. Ja boję się, jak wspomniałam wcześniej nieistnienia, dlatego piszę, mówię, krzyczę. Jestem zwyczajna. Popełniłam wiele błędów. Upadłam niejednokrotnie. Mogłabym zamknąć się w sobie i nie powiedzieć już nic, niemniej kocham siebie i ludzi. Dlatego, odpowiadam, że warto. Dla mnie. Dla Ciebie. Dla innych. Z miłości do świata warto! Z szacunku, że się oddycha. Za dar myślenia. Odczuwania. Obojętność zabija nas. A ja - nie przepraszam – chciałabym, ale nie umiem przejść w ciszy obok tego, co dzieje się tu i teraz.

Dziękuję za rozmowę

Tadeusz Wojewódzki


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (21):

Sortuj komentarze:

Święte słowa Basienko

Komentarz został ukrytyrozwiń

"deficyt intelektualny" określenie b. mi się podoba. ten deficyt jest przyczyną zaniku samodzielnego myślenia. Czytelnictwo padło. Za to kwitną sms. i krótkie hejty. Hochsztaplerów co niemiara w internecie, że nie wspomnę o wykładowcy K K. który właśnie rzeką rzekomych informacji formuje niemyślenie słuchacza. Po co myśleć wystarczy posłuchać takiego...wykładu... i masz owy deficyt intelektualny wypełniony papką, gonitwy myśli i sprintu interpretacji niczym krzywe zwierciadło, insynuacji, sugestii ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Basiu- mówiliśmy wcześniej o systemie. Czy i na ile winę za zjawisko powszechnej obecności "deficytu intelektualnego" - ponosi system. Jego częścią jest edukacja. Tyle tylko, a może aż.... Indywidualnie - można w każdym systemie edukacji - "robić swoje". Tyle tylko, że powraca sakramentalne pytanie: Za jaką cenę? oraz "Jak długo? "

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czyli myślenie koncentruje się na podmiotach zamiast na przedmiocie problemu. Czy tak?

"W i n n a jest edukacja?" nie przyczyną jest edukacja. O ile w ogóle.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Winna jest po części edukacja. Jeśli ważniejsza jest wiedza encyklopedyczna od myślenia problemowego, to pytanie "Dlaczego?" wypierane jest skutecznie przez "Kto?" i "Kiedy?"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale widzisz, dziś na portalu dość często przypominany Grzegorz Miecugow, był autorem kontrowersyjnego poglądu, że to widz jest winien. Bo nie wymaga.

Ja nie jestem pewien. Co więcej, nie wydaje mi się istotne, czy zagłębianie się w problem o tym, co było pierwsze - jajko czy kura, przybliża nas do konstruktywnej postawy.

Miecugow robił swoje. W komercyjnej stacji znalazł niszę, gdzie wyśmiewał polityków (są zarzuty z wielu stron, że nieobiektywnie, tak jakby mogło być "obiektywnie" w ogóle) oraz zadawał pytania ludziom, którym, jak mówił, pytania "warto zadawać", czyli "nie-politykom" ( Inny punkt widzenia)

Ale to poprzez politykę zmienia się świat bezpośrednio...

Pytanie brzmi zatem: w jaki sposób nauczyć widza wymagać..?
Dziecko stawia bez przerwy pytanie "dlaczego?" Uczeń przestaje. Dlaczego? ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy można systemowo zagwarantować jakiejś społeczności istotna obecności samodzielności myślenia? Znamy taki precedens z historii Europy XX wieku? Jego zaprzeczenie. I owszem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Otworzyłeś tym akapitem "puszkę z Pandorą" - jak mawia nasz prezydent-noblista ;)

Zdolność w ogóle - to jedno, a uleganie własnym "bias-om" i zakotwiczenie się we własnej "wierze", jakakolwiek by ona nie była - to drugie. Jesteśmy leniwi "z biologii", a myślenie jest energetycznie kosztowne ;)
Media w tym wszystkim - to jeszcze inna para kaloszy.

A i tak wszystko to przecież "tylko" opis faktycznego stanu rzeczy. Dla myślącego człowieka dość oczywisty. Bardziej interesujące są ewentualne środki zaradcze, o wymiernej, "systemowej" skuteczności. To równia pochyła, czy można trend jeszcze odwrócić..?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sedno poruszonego tutaj problemu tkwi w samodzielności myślenia. Samodzielność myślenia należy dzisiaj do rzadkości. W przeciwieństwie do form służących wymianie samodzielnych myśli - takich, jak dyskusja czy komentarz. Im deficyt intelektualny /brak umiejętności samodzielnego myślenia/ jest głębszy, tym dyskusja jest mniej merytoryczna, a bardziej emocjonalna. Ludzie zamiast mówić - krzyczą. Nie dlatego, że są głusi laryngologicznie lecz intelektualnie. Mają znikomą, a często wręcz zerową – zdolność obiektywnej oceny wartości merytorycznej rozmówcy. Dyskusja zamienia się w tej sytuacji w rywalizację głośności artykułowanych dźwięków oraz sumienności wypełniania rygoru nie dopuszczenia drugiej strony do głosu. Media – relacjonujące przebieg publiczny takiego zdarzenia, a dotknięte tą samo dolegliwością – deficytu intelektualnego – donoszą, że „zdania w dbacie były podzielone”. I taka informacja jest prawdziwa o ile uzupełni się ja wyjaśnieniem, że opisany „ewent” nie był debatą, a uczestnicy nie wymieniali się swoimi zdaniami /posiadanie takowych wymaga samodzielności myślenia/ lecz „faknewsami”.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Mącić ciszę" - w skuteczności byłoby pewnie porównywalne do "trąb jerychońskich".
Problem polega na tym, że nie ma ciszy. Nie ma zatem czego mącić. Przeciwnie, "hałas" jest wielki. Można, a nawet trzeba, "co najwyżej" dokładać do niego swoje "trzy grosze".

Na szczęście przekazy wypełniające "ciszę" mają charakter bardziej "dyskretny", niż ciągły, a przez to można się precyzyjnie "dostroić" do nadawcy. Czyli mówiąc po ludzku - wybrać.
I na szczęście - jest jeszcze z czego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.