Facebook Google+ Twitter

Czy warto odwiedzić Muzeum Chopina? (cz. 1)

Czy muzeum może być ciekawe? Jakie przewagi ma nowoczesne muzeum nad takim sprzed 100 lat? Czy wystawy powinni organizować pasjonaci? Refleksji na ten temat powinna dostarczyć wizyta w warszawskim Muzeum Chopina.

Bogdan Zdrojewski z dumą zapowiadał otwarcie Muzeum Chopina, jako jednego z najnowocześniejszych w Europie. Tym bardziej chciałem je zwiedzić - ze względu na samego kompozytora i na spodziewany pokaz interaktywnej sztuki wystawienniczej. Muszę jednak napisać parę gorzkich słów, również i to, że nikomu nie poleciłbym wizyty w tym miejscu. Dobre muzeum powinno przemawiać do wyobraźni i zostawiać przynajmniej tyle wrażeń, co film biograficzny... Mam nadzieję, że może Muzeum Chopina zacznie ewoluować w dobrą stronę (moje wspomnienia pochodzą z 29 maja 2010 r.) i że planowane Muzeum Sztuki Nowoczesnej nie będzie podobnym tworem.

Osoby, z którymi byłem w Muzeum obawiały się, że będę je zwiedzał na klęczkach. Miały przeczucie... sami organizatorzy o to zadbali, dając plastikowe karty (do uruchamiania niektórych prezentacji) na zbyt krótkich smyczach w stosunku do położenia czytników. Oczywiście, profani mogą zdjąć karty z szyi.

Ale - po kolei, najpierw, z zimną krwią, trzeba kupić bilety. Podejrzenia, że do Muzeum nie można wejść ot tak, sprawdziły się. Po kilku próbach dodzwonienia się do kasy, miła pani poinformowała, że bilety są do nabycia wyłącznie przez stronę internetową, dodała przy tym, że rezerwacja kilku sztuk w wybranym przez nas terminie nie jest bez szans. Wprawdzie, za pierwszym podejściem (kiedy szukałem tylko telefonu do kasy), zamawianie internetowe nie rzuciło mi się specjalnie w oczy, teraz - poinstruowany, że być musi - w końcu je odnalazłem. Zamawiam. Pierwsze zdziwienie: Płatność wyłącznie kartą. No... najprzyjaźniejsze dla zwiedzających to nie jest - pomyślałem. Tak się składa, że z racji zawodowych świetnie wiem, jak wyglądają źle funkcjonujące sklepy internetowe... więc byłem czujny. Na wszelki wypadek kopiowałem wszystkie istotne ekrany zamawiania do Worda... spodziewając się, że mogę nie otrzymać żadnego potwierdzenia zamówienia biletów. Całkiem słusznie - ani potwierdzenia rezerwacji, ani potwierdzenia płatności - nie było.

Wizyta (prawdopodobnie) zarezerwowana. Teraz do pokonania problem lokalizacji Muzeum. Strona internetowa podawała jako adres tylko Pałac Ostrogskich. No OK, niech Google Maps powie, gdzie on się dokładnie znajduje... I co mówi? Że Okólnik 1. A Wikipedia? Że Tamka 41. Niby niedaleko, ale coś trzeba wybrać... zwłaszcza jak się ma napięty program dnia, a zwiedzanie ma się zacząć o ściśle określonej godzinie. Padło na Okólnik. Jest Pałac, są schody na półpięterko i drzwi, które okazują się wejściem do Muzeum... ale - Kasy nie tutaj, od Tamki - mówi obsługa. Schodzimy na Tamkę, okrążamy Pałac, a kas nie widać. O! Są kasy, tylko nie w Pałacu, ale obok. Byliśmy po prostu mało spostrzegawczy.

Czy mają Państwo jakieś potwierdzenie zamówienia? - nie od rzeczy pyta kasjer. Ależ tak, przezorność się opłaciła - wydrukowałem sobie skopiowane ekrany. Już, już mamy dostać karty zwiedzających, ale dowiedzieliśmy się, że za kartę trzeba zapłacić 20 zł kaucji, a nie przewidując takich atrakcji (w końcu bilety już były kupione), nie zabraliśmy ze sobą portfeli. W końcu jakoś się uskładało potrzebną kwotę... która być może nie była konieczna, a na pewno nie ściśle związana z wydaniem kart, bo przy ich zwrocie kasjer upewnił się rozbrajająco - czy zostawiali Państwo kaucję?

Mamy karty. Staramy się wedrzeć, ale obsługa znowu nas zawraca. Przy wejściu trzeba było przytknąć kartę magnetyczną do czujników dla osób wchodzących (dla wychodzących też są - jedne i drugie na wszelki wypadek nieopisane).

Czego się spodziewałem, oprócz feerii multimediów i nadzwyczajnych wrażeń muzycznych? Świetnych nagrań Chopinowskich - takich wykonawców, których nie znałem. W szczególności prauczniów Chopina - Koczalskiego, Rosenthala. U nich, zapewne, można dostrzec prawdziwego ducha kompozytora. Myślałem, że we wszelakich nagraniach będzie można przebierać - i jeśli chciałbym np. jedną wizytę w Muzeum poświęcić tylko mazurkom albo tylko walcom, to miałbym program wypełniony na wiele godzin. A tu - skromniutko. Sama pokawałkowana McSztuka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Fryderyk Ch.
  • Fryderyk Ch.
  • 20.09.2010 08:03

zrzędzisz Pan

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.