Facebook Google+ Twitter

Czy warto umieć się wysławiać? Jaki przykład dają politycy?

Język powinien być pielęgnowany. Taką opinię ma chyba większość społeczeństwa (a przynajmniej ta część, która ma w ogóle opinię w tej kwestii). Jednak w praktyce jest różnie, najczęściej źle.

Dlaczego? W dużej mierze dzięki telewizyjnym wypowiedziom polskich parlamentarzystów, którzy raczej nie stanowią dobrego przykładu, jak mówić i w ilu językach. Nieudolność językowa członków parlamentu, brutalizowanie dyskusji nawet na poziomie dyplomacji nie przystoi posłom czy senatorom, a członkom rządu przede wszystkim. Słynne już „omowanie” wicepremiera Giertycha staje się wręcz irytujące. W końcu mówimy o ministrze edukacji. Kto jak kto, ale taka osoba musi choć zbliżyć się do poprawności, bo wypowiadając wręcz z naciskiem: „muszom, chcom, potrzebujom” naraża się na zarzut braku kompetencji w podstawowej materii procesu edukowania.

O poziomie dyskusji w polskiej polityce powiedziano już wiele. Bo jest o czym mówić. Określenia rodem z ulicy czy podrzędnego baru wypływały z ust jednych z najważniejszych osób w kraju: „bura suka” - Ludwika Dorna, kolejnego wicepremiera naszego rządu, „łże elity” czy „wykształciuchy”- to już samego premiera... Jedna z działaczek koalicyjnej partii twierdzi, że chciałaby być molestowana, inna uważa, że tysiąc dwieście to za mało, by dać się molestować. Wspaniałe to wywody. Jakie odkrywcze. Choć w przypadku niektórych osób to ja wolę nie wiedzieć, co w ich głowach się kryje.

Jak łatwo niektóre słowa przechodzą przez gardła polityków... Ktoś, kto w latach 80. walczył po stronie Solidarności mówi, że on dziś stoi tam, gdzie stał wtedy, a ci, co są mu przeciwni (wśród nich osoby z antykomunistycznej opozycji) wybrali stronę ZOMO. Jeszcze jeden z wicepremierów oświadcza, że byliśmy w Polsce świadkami zamachu stanu (na szczęście nieudanego). Słowa pełne patosu i powagi zaczynają brzmieć wręcz śmiesznie. Jeśli się ich nadużywa albo wypowiada niestosownie do sytuacji (co często robią polscy politycy), to opinia publiczna odbiera je jako pustosłowie, nic nieznaczące hasła.

Chciałem jeszcze wspomnieć o językach obcych. Wypowiedź po angielsku usłyszałem kiedyś z ust premiera Giertycha. Nie potrafię sobie przypomnieć takiej sytuacji w przypadku prezydenta, premiera czy pozostałych wicepremierów. Angielszczyzna premiera numer jeden obecnej koalicji zamknęła się (w mojej pamięci) w słowach „yes, yes, yes”, premier numer dwa (lub prezydent, niestety nie pomnę, który z braci Kaczyńskich) kiedyś do „yes” dorzucił „no”. Smutno mi, kiedy europejscy parlamentarzyści przyjeżdżają do naszego kraju i mówią płynnym angielskim, a my serwujemy im albo tłumacza, albo gustowne słuchawki. Bez cienia ironii stwierdzam, że jest mi przykro, gdy mam przed oczami taki właśnie widok. No ale cóż, może tylko wśród „wykształciuchów” powinni znajdować się poligloci.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.