Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2419 miejsce

Czy wiesz, co jesz?

Czosnek granulowany, w którym jest tylko 11,8 proc. czosnku czy parówki drobiowe o 46-procentowej zawartości mięsa drobiowego to codzienność na półkach sklepowych. Często większość składników w produktach żywnościowych stanowią substancje chemiczne. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, bo rzadko czytamy etykiety produktów. A powinniśmy, bo od nas zależy, co jemy na co dzień.

 / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Vleesfrigo_Smatch.JPGNa etykiecie dżemu z czarnych porzeczek firmy Łowicz czytamy „sporządzono z 30 g owoców na 100 g produktu”. Truskawkowy napój jogurtowy Danone zawiera 1 proc. truskawkowego wsadu owocowego. Swoją "owocowość" zawdzięcza głównie barwnikowi i aromatom. Zaskoczyć nas może również zawartość proszku kakaowego w Kakao Nestle Nesquik, którego jest jedynie 18 proc. To i tak lepszy wynik od carrefourowskiego kakao, w którym zawarte jest „minimum 10 proc. tłuszczu kakaowego”. Czosnek granulowany Knorr w mini kostkach to głównie substancje chemiczne wzmacniające smak i zapach, jak glutaminian sodu, inozynian disodowy i guanylan disodowy. Samego czosnku jest jedynie 11,8 proc.

Parówki drobiowe Morliny mają w sobie 46 proc. mięsa z indyka i 4 proc. mięsa wołowego. Resztę składu produktu stanowią substancje wzmacniające smak i zapach, ekstrakty przypraw, przeciwutleniacze, aromaty, substancje konserwujące, białka sojowe i kolagenowe. Na etykiecie produktu roi się od substancji oznaczonych literą „E”.

- Skoro dodatki są dopuszczone do użytku nie są szkodliwe, o ile są stosowane w odpowiednich ilościach do tych produktów, do których dopuszcza je przepis. Ze względów ekonomicznych nie da się w tej chwili produkować żywności bez konserwantów wiążących wodę i zabezpieczających przed zepsuciem. Jest oczywiście żywność produkowana bez użycia konserwantów, ale te produkty są wielokrotnie droższe. Tutaj wybór należy do konsumenta, który musi być poinformowany za pomocą etykiety, jakie substancje wchodzą w skład produktu - tłumaczy Grażyna Pasek, naczelnik Kontroli Artykułów Żywnościowych i Gastronomii z Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Warszawie.

Tylko, że konsumenci rzadko patrzą na etykietę produktu. Ufają nazwie umieszczonej na opakowaniu, która może wprowadzać w błąd. Czy szynkę zawierającą 60 proc. mięsa można dalej nazywać szynką?
- To jest ewidentne oszukiwanie konsumentów. Szynki o niskiej zawartości mięsa mają wiele spulchniaczy, wody itp. One norm typowo mięsnych nie spełniają. Technologia produkcji tych kiełbas to jak najszybciej, jak najwięcej. Mimo to, nie są szkodliwe dla zdrowia. A nazwa jest kwestią interpretacji. Producent jako takiego przestępstwa nie popełnia, bo szynka ta zawiera pewne ilości mięsa - tłumaczy Wiesław Rozbicki z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

Tylko
  • Tylko
  • 20.01.2012 18:03

Czas otworzyć oczy http://poznajprawde.prv.pl/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za wywołanie tematu i sporej dyskusji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

http://www.do.org.pl/umrzesz-bo-jesz/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo potrzebny artykuł. Stajemy się coraz bardziej wygodni (niekoniecznie bardziej zapracowani, bo problem dotyczy też niepracujących matek) i niemal gotowe potrawy mają powodzenie, nie lubimy słuchać o ich zgubnych skutkach. Tymczasem należy edukować, póki nie jest za późno - jak w Anglii, gdzie w szkołach serwuje się dzieciom frytki i burgery jako normalny obiad. I - co gorsza - dzieci to wolą!

Oglądałam niedawno film z Jamie Oliverem w roli głównej, który staje na głowie, by jego rodacy... na powrót nauczyli się gotować. Szczególnie dzieciom. Dopiero kiedy w brutalny sposób pokazał uczniom z czego powstają ich ulubione dania "z kurczaka", zrozumiały.

"Mamy do czynienia z kryzysem zdrowotnym i nowym rodzajem biedy, jakiego tu jeszcze nie było - przekonuje Jamie Oliver. - Mówię o ubóstwie polegającym na braku umiejętności, jak odżywić własną rodzinę. I to bez względu na zasoby portfela. To dotyczy zarówno niepracujących matek, jak i chłopaków z City ze złotymi kartami kredytowymi".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Producenci na wszelkie sposoby "ułatwiają" zycie klientowi, proponując coraz to nowe wyroby, które smakuja dokładnie tak samo, jak wszystkie inne, rózniąc sie tylko nazwą.
Żeby jednak zdrowo zywic siebie i rodzine, nalezy niestety (ukłon szczególnie do matek) poswiecic wiecej czasu na przygotowanie posiłków: np. ugotowac kakao z prawdziwego holenderskiego kakao, zamiast rozpuszczać "błyskawiczne" costam w wodzie lub mleku.
To samo z miesem i nabiałem - lepiej zrobic pieczeń, twarożek z normalnego sera, dosmaczyc jogurt po domowego, wykonac paste z jajek , itp. zamiast kupować gotowce.
To tyle do ogrodka dla leniwych.
Ubolewając nad jakoscią wędlin pomijamy powszechne i tragiczne w skutkach zjawisko pojenia dzieci Coca Colą i wszelkimi kolorowymi świnstwami, podczas gdy do dyzpozycji są wody mineralne;
również dawanie dziecku "na odczepne" pieniedzy na śmieciowe chrupki w wielu smakach jest wielce naganne, bo jedzenie smieciowe powoduje otyłość.
Temat - rzeka, ale wniosek nasuwa sie sam: jedzenie - im prostsze a nawet prymitywne - tym zdrowsze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za materiał pełen wypowiedzi innych osób. W dodatku mających coś do powiedzenia. W dodatku - na temat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dwie uwagi ode mnie.

1. Samo dopuszczenie na rynek pewnych substancji w określonej dawce nie oznacza, że jest to nieszkodliwe. Wiele autorytetów wskazuje na szkodliwość samych produktów, nie mówiąc już o dodatkowej chemii w nich zawartej.

2. Większość chorób bierze się z nadmiaru. Organizm otrzymujący rozsądne ilości pokarmu powinien sprawnie radzić sobie także z usuwaniem toksyn. Prawdziwy problem, gdy zaczyna odkładać nadmiar w organizmie, a wówczas dodatkowa chemia w pożywieniu to już prawdziwa bomba niszcząca.

Jedyna rada więc dla tych zmuszonych do żywienia się " ulepszaną" żywnością, to po prostu mniej jeść.
Ba, proste, no nie ? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Swego czasu był o tym materiał w Dużym Formacie, dużo lepiej przygotowany...

Komentarz został ukrytyrozwiń

dzieci nie mam ale na zdrowy rozum, zeby uodpornic dziecko na jakiś syf, trzeba to dziecko na nie wystawić... tak jak ze szczepionkami

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 15.05.2009 19:45

(+) Problem znany również w Niemczech. Ta sama (?) szynka za 7,- lub 39,- euro;... Niedawno, Stiftung Warenstest - niezależna organizacja, testująca dostępne na niemieckim rynku towary, obnażyła kilkanaście produktów, których nazwa wkazywala na istnienie nieobecnych składników. M.in. zupę instant z kurczaka bez śladowych nawet ilości drobiu, czy czekoladę nadziewaną truskawkami, zawdzięczającą smak truskawek sztucznym aromatom. Większość tych produktów wycofano ze sprzedaży.

Plusik za zwrócenie uwagi na problem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.