Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15180 miejsce

Czy wyjaśnianie jest synonimem robienia "wody z mózgu"?

Od niedawna tak. Ściślej mówiąc od czasu tzw. afery taśmowej, bo do tej pory wygodnym synonimem wszelakiego "wyjaśniania" było rozpoznanie stosowane w psychiatrii "pomroczność jasna", które rozpropagowano na użytek bieżący w czasach Wałęsy.

Polski W mediach zarówno tych papierowych, mówionych i oglądanych większość polityków mówiąc o tzw. aferze taśmowej nadużywa słowa "wyjaśnianie".

Na Boga! Co tutaj jest do wyjaśniania? Podsłuchano nielegalnie rozmowy ważnych w państwie polityków, którzy woleliby, aby te wypowiedzi nigdy nie przedostały się do mediów, gdyż pokazują prozę mechanizmów ustalania ważnych decyzji w rządzeniu państwem.

Rządzący będą udawać, iż nic się nie stało, przecież to była tylko luźna prywatna i miła pogawędka po godzinach pracy.

Natomiast strona druga, czyli rządzeni, chcą wierzyć i nadal udawać, że to tylko incydent, bo zaledwie tylko dwóch ministrów z całego rządu zachowało się nie tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Próbuje nam się wmówić, że przecież reszta władzy taka nie jest i przy wódce i dobrym żarciu nie ustalają ważnych decyzji dla kraju. Typowe myślenie życzeniowe, zupełnie oderwane od obserwowanej rzeczywistości.

Zatem "wyjaśnianie" będzie znaczyło dla każdego coś zupełnie innego, a efektem końcowym tych czynności wyjaśniających (sędziów we własnej sprawie) jest robienie wody z mózgu u innych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

Teraz już nic nie trzeba wyjaśniać. Wszystko rozejdzie się po kościach... wszak Polacy jeszcze przez kilka tygodni będą żyć, tzn. świętować euroawanse i roszady na szachownicy politycznego teatrzyku, a po tych woltach, przy braku wykrycia sprawców - nie będzie już szumu ani w mediach, ani w narodzie..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zadziwiające jest też to, że stworzono potężne narzędzie, jest trochę analiz dotyczących tego, jak to narzędzie funkcjonuje i jak wpływa na nasz mózg, a instrukcji obsługi - nie ma ;)
Ot, konflikt interesów. Celem jest przecież to, abyś zaklikał się do "dobranocy", a na dzień dobry zaczął klikać ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niekoniecznie musi to być "pożądana informacja". Być może wystarczy odpowiednie rozproszenie informacji i rozproszenie uwagi.

Przykładem dwa kanały telewizyjne kiedyś i 150 kanałów telewizyjnych teraz. I ręka na pilocie stukająca w klawisze, a wzrok przegląda obrazy jak w kalejdoskopie.

Weźmy dowolne hasło w wikipedii, które chcemy przeanalizować. Co kilka wyrazów natrafiamy na hiperłącze i musimy zdecydować: kliknąć czy nie kliknąć. Nawet jeśli mamy nawyk "niezauważania" linków, to i tak nieświadomie zatrzymujemy się na ułamek sekundy przy każdym. Jest wszak wyświetlany innym kolorem.
Pół biedy, gdy hasła szuka osobnik z wiedzą. Ale początkujący? Ma zestaw linków, z których niemal każdy jest zagadką, a pod każdym linkiem kryje się kolejny zestaw i tak w nieskończoność. Jak ma to sobie "poukładać" ergonomicznie, aby cokolwiek zrozumieć i już po chwili nie zrezygnować?

Zdecydowanie - natłok informacji i nieumiejętność poruszania się w tym natłoku, jest jak najbardziej na rękę "rządzącym".

Odkręcenie sprawy wydaje się ( z perspektywy mas) sytuacją beznadziejną. Ludzie chcą być rozpraszani, a rozpraszacze uzależniają. Co tylko pogłębia proces.

Jaka zatem rada..?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Poboczny wątek, ale w nawiązaniu do zasady GIGO, przytoczonej przez Artura. To chyba zależy od punktu widzenia, czy na pewno garbage to garbage (ang. śmieci)? Kiedyś już przytoczyłem na W24 pytanie profesora Garnuszewskiego, jakie zadał profesorowi Domżałowi, neurologowi, który zarzucał akupunkturzystom posługiwanie się starochińską wiedzą i pojęciami (które ten ostatni uważał za "garbage"), a brzmiało ono tak: jak to jest, że akupunkturzysta posługuje się "starochińskimi śmieciami", ale na koniec w większości wychodzi pozytywny skutek?

Na bazie tej dyskusji chciałem jednak zwrócić uwagę na inny aspekt karmienia tzw. opinii publicznej pożądanymi informacjami. Zauważcie Państwo, że w poprzednim systemie istniał cały aparat cenzurujący obieg oficjalnej informacji. Tzw. "prawdy obiektywnej" rządzący bali się jak ognia. A tu okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie, bo w dobie wolności słowa równie dobrze można dowolnie manipulować informacją, jak tylko się chce. No, powiedzmy sobie - w dość dowolny sposób.

Weźmy np. sprawę katastrofy smoleńskiej. Wydawałoby się, że nie jest możliwe, aby funkcjonowały przez ponad cztery lata bezkarnie skrajnie przeciwstawne "prawdy", a jednak jest to faktem. Komuszym cenzorom coś takiego nie mogło się nawet przyśnić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/A "Jesteś tym, co jesz" jest chwytem marketingowym pani Gillian McKeith../

No właśnie. Problem polega na braku niuansowania i braku pogłębionej refleksji. Zostaje slogan, który bywa mylnie interpretowany.

Tych sloganów jest zresztą mnóstwo, choćby nie mniej popularny: "garbage in, garbage out", który stoi zresztą poniekąd w opozycji do pierwszego.
Dopiero przebicie się przez warstwę sloganu i warstwę popularnych wyjaśnień, czyli ich należna weryfikacja, może prowadzić do wniosków. Niekoniecznie zawsze przyczynowo skutkowych ...

Wracając do posłuszeństwa, jako ewentualnej przyczyny zmniejszenia się mózgu... biorąc pod uwagę także powyższe, chyba należałoby napisać - bezrefleksyjne posłuszeństwo.

Co ciekawe, zaobserwowano, że większa aktywność mózgu, mierzona powierzchnią aktywnych obszarów w odpowiedzi na bodźce, nie przekłada się wcale na powiększanie "wiedzy". "Wiedza" to nie tylko "dane". To także całe "schematy" skojarzeń, przechowywane w "pamięci stałej". A te są wynikiem spokojnej, linearnej refleksji, której przykładem jest lektura książki. W każdym razie chodzi o brak rozpraszaczy jako warunek konieczny efektywnej nauki, jako że nasza pamięć krótkotrwała ma określoną, niewielką pojemność, która dzisiaj jest właściwie non stop przeciążana. W efekcie zakłócone zostają procesy przenoszenia z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej, a i to co przenosimy, jest schematem "płytkim".

Tak a propos, mówimy, że ktoś ma "wielką wiedzę" na przykład. Ale czy odnosimy się przy tym do "prawdy" ?
Przecież można wiedzieć nieprawdę, nieprawdaż ? ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze, ja nie postrzegam tłuszczu jako zgrozy [uśmiech] i jeszcze nie zwariowałam na punkcie obniżania swojego cholesterolu. A "Jesteś tym, co jesz" jest chwytem marketingowym pani Gillian McKeith, choć uczciwie przyznaję, że całkiem sensownie podpowiada szczególnie osobom, które z biologią nie są za pan brat.

Natomiast tłumaczenia powodu zmniejszania się mózgu człowieka są rewelacyjne i najbardziej podoba mi się koncepcja ostatnia.
Ale, ale!
Czy posłuszni są głupi? (posiadają mniejszy mózg)
Czy obserwowany wzrost agresji zawdzięczamy mądrzejszym, bo mają większy mózg?
Czy na zanikanie neuronów nie wpływa brak konieczności poszukiwania pokarmu, schronienia, walki o partnera i terytorium, i w ogóle o przeżycie?
A może przeładowanie informacyjną sieczką paraliżuje mózg, dlatego ulega atrofii?
Wot zagwozdka!

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Przecież 73% mózgu to właśnie woda.../

Pani Grażyno, a jak już tę wodę odparujemy, to w pozostałej suchej masie nieco ponad 50% stanowi, o zgrozo paskudna - tłuszcz.
Tak więc popularne stwierdzenie, że jesteś tym, co jesz ( skądinąd infantylne), powinno nabrać stosownego znaczenia, nieprawdaż ? ;)

Jak już o mózgu w kontekście artykułu mowa, to mózg homo sapiens zmniejszył się w epoce agrarnej o ca. 150 cm3, z ok 1500, do 1350. Niektórzy dowodzą, że spora część straty nastąpiła tylko w ostatnim stuleciu. Jedni twierdzą, że stajemy się głupsi, inni argumentują, że wcale nie, ponieważ wykorzystujemy mózg efektywniej, a jeszcze inni twierdzą, że mózg się zmniejszył, bo jesteśmy ... bardziej posłuszni. Ku uwadze! ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odwracanie kota ogonem mają opanowane idealnie. Prawie tak samo jak Mosiek, któremu doniesiono, że jego Salcie gwałcą nieopodal w lesie, a on donosicielom odrzekł: wielki mi las! Zaledwie kilka drzew.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tia...wodę z mózgu, heh.
Przecież 73% mózgu to właśnie woda, a jej podaż jeszcze bardziej podnosi sprawność tego organu (o ok. 13%).
Myślę, że "sędziowie we własnej sprawie" robią z naszych mózgów śmietnik przez podrzucanie bezwartościowych informacji, które łykamy niczym gęsi kluski. Ot, choćby roztrząsanie kwestii - kto podsłuchiwał, a nie o czym rozmawiano.
Pierwsze jest ciągle wałkowane, a o drugim zaczynamy zapominać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czasem tak sobie myślę, że nasza elyta ma prawo traktować nas za ćwierćinteligentów... Oni "na żywca" takie androny nam wciskają, że aż się dziwię i zastanawiam się nad tym, jak to jest, że nie ma żadnych reperkusji z tego powodu... To jak oni mają nas, społeczeństwo, traktować inaczej? Przecież w takim układzie rzeczywiście musimy w ich oczach wyglądać jak stado głupich baranów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.