Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11358 miejsce

Czy zabytek się opłaca?

Wydawać by się mogło, że zabytki, czy ważne historycznie budynki są pod specjalną ochroną. Czemu zatem coraz częściej przegrywają z buldożerami. Prawda jest smutna. Zabytek się nie opłaca.

 / Fot. InternetDziałki znajdujące się w atrakcyjnych lokalizacjach są dziś na miarę złota. I jest ich coraz mniej. Na niektórych stoją bloki mieszkalne, na innych biurowce, centra handlowe. Kupno takiej działki mija się z celem.

I tu pojawiają się działki, na których znajdują się zabytkowe lub historyczne budynki. Inwestor czasem już z góry wie, że nie opłaca się ich remontować. Dodatkowo często trudno znaleźć pomysł na to, by taki obiekt zagospodarować. Wszystko po prostu jest za drogie.

Problem z głowy

Sposoby na rozwiązanie takich problemów są dwa. Zabytkowy budynek można pozostawić samemu sobie. Po prostu cierpliwie poczekać, aż czas zrobi za nas to, na co nie pozwala konserwator.

Jeszcze gorszy los spotyka budynki, które czekają na wpis do rejestru. Wtedy dla nieuczciwego dewelopera to często walka z czasem. To dlatego w gazetach możemy przeczytać sensacyjne historie typu – nocą przyjechał buldożer i zrównał wszystko z ziemią. Przez chwilę jesteśmy oburzeni, sprawa jest nagłaśniana, konserwator potępiany, a wszystko po to, by za chwilę sytuacja powtórzyła się znowu. A było ich wiele.

Burzone po cichu Koszary

Chyba najgłośniejszą historią w Warszawie było wyburzenie zabytkowych koszar przy Łazienkach. Media obiegły wtedy zdjęcia kupy gruzu z czerwonej cegły, pamiątki po budynku, który powstał na przełomie XIX i XX wieku. Warto dodać w całkiem niezłym stanie.

Deweloper burzył po cichu. Pozostawił ściany od ulicy, tymczasem pozbywał się systematycznie tyłu budynku. Gdy w końcu zainteresowano się sprawą nie było czego ratować. Zaalarmowano Policję i konserwatora, jednak deweloper nie oglądając się na to, już oficjalnie dokończył wyburzanie.

Gdy działkę sprzedawano założenie było takie, że przy zachowaniu budynku powstaną w nim luksusowe apartamentowce, potem widocznie okazało się, że taniej jest wybudować nowe. Dziś mimo, że sprawa jest nadal niewyjaśniona deweloper szykuje się do ich budowy.

Bitwa o Parowozownię

Podobna historia wydarzyła się na warszawskiej Pradze. Najpierw sprzedano działkę z zabytkowym budynkiem, a potem gdy okazało się jakie plany ma deweloper zaczęła się walka o wpisanie budynku do rejestru zabytków. Była to walka z czasem, którą wygrał deweloper. Po XIX-wiecznej Parowozowni przy ulicy Wileńskiej nie pozostał nawet ślad. Dziś jest tam tani market.

Burzenie weekendowe

I w końcu historia z ubiegłego roku, kiedy to deweloper zburzył zabytkową kamienicę przy ulicy Zajęczej, choć w umowie sprzedaży obiektu było zastrzeżenie, że budynek ma zostać zachowany i odremontowany. Po fakcie media pisały, że długie weekendy są dobrym czasem na pozbywanie się zabytków. Urzędnicy mają wolne, warszawiacy wyjeżdżają za miasto, zatem łatwiej jest wtedy wjechać koparką i nie wzbudzić sensacji. Tu inwestor był szczególnie bezczelny, ponieważ budynek był wpisany do rejestru.

Czy komuś zależy?

Nie chcę jednak tekstu zakończyć jedynie wylewaniem żali. Bo trzeba powiedzieć, że nie każdy tak postępuje. Za wyburzanie deweloperowi grozi jedynie grzywna i nie ma co liczyć na to, że ktoś zrównanie z ziemią zabytku pójdzie do więzienia (choć niby w prawie to jest przewidziane). Prawda jest taka, że jak każda inna firma, tak również deweloper musi brać odpowiedzialność za to, co robi. Pamiętać o tym, że nie jest jedynie firmą oderwaną od miasta w którym funkcjonuje, od jego przestrzeni publicznej, w końcu od jego historii.

O udanych rewitalizacjach, renowacjach czy remontach historycznych budynków (nie tylko zabytków) mówi się rzadziej. W końcu nie ma tu żadnej sensacji. Tu jest ciężka praca. Bo tak jak wspomniano na początku, przywrócenie dawnej świetności budynku z XIX czy początku XX wieku to ciężka praca i nakład finansowy. A jednak niektórym się opłaca.

Rewitalizacja na Okólniku

Pierwszym przykładem jest dla mnie zbudowana w neoklasycystycznym stylu Kamienica Ordynacka z początku XX w. Trzeba skręcić z Nowego Światu i zajrzeć na Okólnik. Prace tam dopiero trwają. Jeśli uda Wam się zajrzeć do wnętrza zobaczycie odrestaurowane klatki schodowe, piękną windę w stylu art deco, drzwi wejściowe do mieszkań w tym samym stylu i odnowione dziedzińce, wszystko nawiązujące do historycznego wyglądu tego miejsca .

Nikt nie wymaga od deweloperów prac społecznych. Na takich działaniach mogą skorzystać dwie strony. Warszawa zyskuje kolejny historyczny budynek, o który ktoś dba, a deweloper dobudowuje poddasze, w którym znajdą się kameralne apartamenty i rewitalizuje elewację. Wie bowiem, że bardziej niż w szklanym klocku postawionym na gruzach zabytku przyszli mieszkańcy będą woleli zamieszkać w zabytkowych wnętrzach, o które zadbał. Gdzie w każdej cegle zamknięta jest historia, jak na przykład to, że mieszkał tu dwukrotny premier II RP Władysław Grabski. I w wyjątkowej okolicy, bo za sąsiadkę ma się tu przecież Złotą Kaczkę z sąsiadującego z Kamienicą Zamku.

Historyczne detale na Poznańskiej

Mogą być mieszkania w zabytkowych wnętrzach, mogą też być luksusowe pokoje hotelowe lub jak pisze na swojej stronie deweloper ekskluzywne butiki dla tych, którzy „są poza domem”. Wszystko to znajduje się w XIX wiecznej kamienicy przy ulicy Poznańskiej. Kamienica była m.in. siedzibą tajnych zebrań młodzieży walczącej o niepodległą Polskę, następnie przedwojenną siedzibą ambasady radzieckiej i jedną z siedzib Wermachtu. Bujna historia jak na jeden budynek. W latach 2007-2012 Kamienica przeszła remont, ale w nowoczesnych wnętrzach zachowano historyczne detale. Są dosyć ciekawe ponieważ do secesyjnych zdobień Rosjanie dobudowali zdobienia w stylu socrealistycznym i tak przy kwiatowych ornamentach znajdziecie tu figury robotników.

Można inaczej

Co zatem różni powyższych deweloperów od tych, którzy nocą bądź w weekendy burzą historyczne budynki na swoich działkach. Moim zdaniem właśnie odpowiedzialność i przemyślany sposób działania. A co możemy zrobić skoro kara grzywny nie zmieni ich postępowania? Piszmy o tych, którzy dbają o nasze dziedzictwo. Choć sensacja pewnie bardziej przyciągnie czytelnika, to wyłapujmy takie warszawskie (ale nie tylko) perełki i pokazujmy, że można inaczej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Powinniśmy też pisać i piętnować każdy taki przypadek, kiedy dla kogoś ważniejsze są pieniądze niż dziedzictwo narodowe. Jeżeli publiczne napiętnowanie zniszczenia zabytku skutecznie zepsuje firmie wizerunek, to być może inni się zastanowią. Najgorszą postawą jest nic nie robić. Poczucie bezkarności jest jak rak.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.