Facebook Google+ Twitter

Czy zachęcać do czytania?

W tym wypadku bicie na alarm już niewiele pomoże – wszyscy bowiem przywykliśmy do huku dzwonów, obwieszczających czytelniczą katastrofę.

Tegoroczne dane Głównego Urzędu Statystycznego nie powinny nikogo zaskoczyć: na książki wydaliśmy o 5% mniej niż w 2013 roku. Łącznie przez 12 miesięcy przeciętny Polak wysupłał ze swojego portfela 20,88 zł. Czyli około 3-4 razy mniej niż kosztuje miesięczny abonament za kablówkę.

Czas na książkę?
Skoro mieliśmy kampanię promującą picie mleka, dzięki której kości naszych dzieci miały być zdrowsze, a same dzieci większe, to może czas na kampanię społeczną poświęconą czytelnictwu? Na niej też mogłyby skorzystać nasze pociechy – ale nie tylko one. Czytanie książek faktycznie poszerza horyzonty, zwiększa zasób naszego słownictwa, pomaga w nawiązywaniu kontaktów, zwalcza nudę, rozwija wyobraźnię. Niezależnie od wieku. Wydawałoby się, że mając pod ręką tak wygodne narzędzie do samorozwoju, będziemy sięgać po nie nieustannie.
Nie czas i miejsce tutaj na roztrząsanie przyczyn obecnego stanu rzeczy. Mądrzy ludzie wskazują kilka przyczyn: za drogie książki, za mało księgarń, brak interesujących pozycji na rynku. Ja z żadną z nich się nie zgadzam.
Warto zastanowić się za to, czy podjęcie próby promocji czytelnictwa przyniosłoby poprawę sytuacji. A jeśli miałoby przynieść, to jak powinna wyglądać dobrze zaplanowana kampania?

Prolog
Teoretycznie o książkach można usłyszeć w wielu audycjach radiowych, w telewizyjnych ramówkach swoje stałe miejsce mają programy prezentujące wydawnicze nowości, w Internecie aż roi się od blogów z recenzjami. Czy zatem faktycznie jest sens organizować jeszcze dodatkową kampanię? Tak – gdyż działania prowadzone do tej pory są działaniami kierowanymi przede wszystkim do zdeklarowanych, regularnych czytelników. Oni wiedzą, jakie książki ukazują się na rynku, rozpoznają ich autorów, uczestniczą w imprezach. Tyle że dobrze byłoby spróbować dotrzeć do tej części społeczeństwa, którego podobnego rozeznania nie ma. Niewiele jest światowych marek, które mogą pozwolić sobie na zachowawczą strategię marketingową, opartą na docieraniu do wyłącznie tych samych klientów. To ekspansja i stałe rozszerzanie grupy docelowej jest naturalnym mechanizmem marketingowym.
Tymczasem niektóre programy jak gdyby celowo zamykają się na nowych odbiorców, utrwalając stereotyp książki jako dobra luksusowego, a czytelnika – jako intelektualisty. Takie wrażenie można odnieść, przysłuchując się co poniektórym recenzentom, zajmującym się tylko poważnymi utworami, dotykającymi spraw wielkiej wagi. A skoro w kinie jest miejsce i na beztroskie komedie, i na filmy animowane, i na dramaty – to czemu nie pokazać takiej różnorodności także wśród książek?
Potrzeba wyjścia na zewnątrz, wyjścia do ludzi, zaprezentowania innej twarzy książki – przystępnej, rozrywkowej, lekkiej. Na pewno można mówić o książkach prostym, zrozumiałym językiem. Próby takie podjął już m.in. Polsat, prezentując wybrane tytuły w krótkich, kilkunastosekundowych migawkach, będących dynamicznymi animacjami i z czytanym z offu tekstem, opartym na grze słów oraz skojarzeń.

Bohater zbiorowy
Do kogo miałaby być kierowana kampania? Różne badania wskazują, że miłość do książek wynosi się z domu rodzinnego. Jeśli ktoś czytał wiele będąc jeszcze dzieckiem, to niemal na pewno czytać będzie w późniejszych etapach swego życia. Czy zatem ukierunkować się na młodych odbiorców, czy raczej na ich rodziców, odpowiedzialnych za los swoich podopiecznych? Pierwsze rozwiązanie wydaje się trudniejsze przede wszystkim dlatego, że dzieci czy młodzież posiada ograniczony budżet i jest jeszcze pełnoprawnym konsumentem. Sensowniejsze są więc próby dotarcia do ich rodziców. Uświadamianie ich, jak ważną rolę w życiu młodego człowieka pełni lektura. Są naukowe dowody, wskazujące na silną pozytywną korelację między ilością czytanych książek a dobrymi stopniami i łatwością w zdawaniu najprzeróżniejszych testów bądź egzaminów. Jeśli udałoby przekonać się dorosłych, że warto zainwestować w 1 czy 2 książki miesięcznie dla swoich dzieci lub wnuków, to z pewnością taka kampania miałaby sens. Oczywistym jest, że umiejętnie sformułowane hasło reklamowe oraz wykorzystywane w kampanii argumenty pomogłyby także w zainteresowaniu literaturą samych dorosłych.
A co z seniorami? Dla nich książki mogą być doskonałym sposobem na spędzanie wolnego czasu oraz skutecznym medykamentem przeciwko wielu schorzeniom podeszłego wieku: samotności, znużenia czy kłopotów z pamięcią. Słowo pisane ma wielką moc oddziaływania na wyobraźnię, wnosi wiele ożywienia i stymuluje neurony do pracy, co ma niebagatelne znaczenie dla utrzymania umysłowej sprawności. I znowu chodzi po głowie wątpliwość, czy ewentualną kampanię społeczną skierować bezpośrednio do ludzi 65+ bądź do ich dorosłych dzieci.

Osnowa fabuły
Kolejnym krokiem powinno być ustalenie, wokół jakich wątków snuć się będzie nasza opowieść. Co tak naprawdę oznacza „promocja czytelnictwa”? Zachęcanie do lektury? Przekonywanie do regularnych zakupów w księgarniach? Czytanie dzieciom przez 20 minut dziennie? Częstsze odwiedziny w bibliotekach? Organizowanie amatorskich wieczorków czytelniczych?
Odpowiedź na to pytanie zależeć będzie od tego, kto podejmie się trudu organizacji kampanii. Inaczej narrację poprowadziłoby zapewne wydawnictwo, mające interes w promowaniu swoich nowych pozycji. Po inne wątki sięgnie Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, które chciałoby z pewnością zwiększyć frekwencję wśród swoich odwiedzających.
Czy kampania z założenia promująca tak szczytny i szlachetny cel, mogłaby wzbudzać kontrowersje? Wyobraźmy sobie spoty telewizyjne, przekonujące rodziców, że książki to doskonały sposób, by zająć czymś dzieci, uwolnić się od ich towarzystwa i zyskać nieco czasu dla siebie. Albo billboardy, które obiecują seniorom, że czytanie książek pomoże im w nawiązaniu nowych znajomości? Równie zaskakujące byłoby zaproszenie do współpracy grupy mało kojarzonej z książkami, ale mającej autorytet u wybranej grupy docelowej – na przykład piłkarzy. Mogliby oni z powodzeniem przekonywać młodzież, że książki „poszerzają pole gry” i pomagają w osiągnięciu sukcesów, także tych z obszaru fizycznej aktywności. Takie nietypowe działanie pozwoliłoby dotrzeć do nowej grupy odbiorców. Daje też możliwość poszerzenia go o akcję skierowaną do młodzików, jakich w polskich klubach są dziesiątki tysięcy: niech podejmą wyzwanie i spróbują napisać historię swojej drużyny. Mogą pobawić się w młodych kronikarzy – pisząc nie kolejne szkolne wypracowanie, a opowieść swojego życia, coś, o czym myślą od rana do wieczora.

Epilog
Jest całkiem spora szansa na wdrożenie ciekawej kampanii społecznej. I to na dodatek przy znacznym finansowym wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ogłoszono właśnie konkurs poświęcony promocji czytelnictwa. Jednym z priorytetów jest właśnie ogólnopolska kampania. Kto ma jakiś pomysł – niech nie waha się ani chwili, a sięga po klawiaturę i rozpocznie pisanie przełomowego wniosku, który sprawi, że po książki ruszą całe rzesze nowych czytelników.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

"Komuniści" bynajmniej nie zachęcali do czytania czegokolwiek. Raczej wskazywali dość precyzyjnie lekturę ;) W przeciwieństwie do dzisiejszych zachęt. Nie sądzę też, aby w PRL czytano "powszechnie", poza tak zwaną "inteligencją", której przecież dziś mamy n-razy więcej ;)
Książka była niezłym towarem po prostu.


/Przecież ciemnotą lepiej się zarządza./

Dokładnie.
Można jej nawet wcisnąć "statystyczną obróbkę danych". Wraz z interpretacją. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zachęcać do czytania? Tylko po co?! Przecież ciemnotą lepiej się zarządza.
Komuniści zachęcali... I jak na tym wyszli?

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Próby takie podjął już m.in. Polsat, prezentując wybrane tytuły w krótkich, kilkunastosekundowych migawkach, będących dynamicznymi animacjami i z czytanym z offu tekstem, opartym na grze słów oraz skojarzeń./

Nieśmiało zauważę jednak, że sama książka jest dokładnym przeciwieństwem jej reklamy: "krótkich, kilkunastosekundowych migawek" i "dynamicznych animacji".
Jest przeciwieństwem jakiegokolwiek i w najogólniejszym stopniu rozumianego "skrótu".
A świat na skrótach i uproszczeniach stoi. Myślowych - w szczególności.

Zatem czy antytezą można skutecznie zareklamować tezę? Wątpię.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.