Facebook Google+ Twitter

Czy znacie "Legendy wrocławskie i dolnośląskie"?

"Legenda, jeśli nie mówi prawdy o czasach, o których prawi, mówi wiele o ludziach i czasach, które legendy tworzyły i rozwijały" - możemy przeczytać we wstępie do "Legend wrocławskich i dolnośląskich" Krzysztofa Kwaśniewskiego.

okładka / Fot. Wydawnictwo PoznańskieJak powszechnie wiadomo o większości polskich miast i miejscowości krążą jakieś legendy. Najbardziej znane są legendy warszawskie (o Warsie i Sawie, o bazyliszku, o Złotej Kaczce czy o Syrence) i krakowskie (o smoku wawelskim, o Wandzie, co nie chciała Niemca czy o hejnale mariackim). Sytuacja komplikuje się, gdy myślimy o Wrocławiu. Mnie nie przychodzi do głowy ani jedna legenda. Na pewno wrocławianie znają ich całe mnóstwo, ale gorzej jest z mieszkańcami innych miast. We wzbogaceniu wiedzy na temat wrocławskich legend pomocna może być publikacja Krzysztofa Kwaśniewskiego.

"Legendy wrocławskie i dolnośląskie" to obszerny zbiór podań i legend o grodzie Wrocisława i okolicach. Zostały one zebrane i opracowane przez Krzysztofa Kwaśniewskiego. Książka składa się ze 182 rozdziałów, jednak nie oznacza to, że zawiera 182 legendy, gdyż niektóre podane są w kilku wersjach (może być ich nawet ponad 200).

Książką została podzielona na dwie części - "Legendy i podania wrocławskie" oraz "Wybór podań i legend dolnośląskich". W pierwszej części można poczytać m.in. o powstaniu Wrocławia, jego zabytkach i mieszkańcach, a także hagiograficzne opowieści o świętych - m.in. św. Jadwidze Śląskiej.

Na początku można poznać pochodzenie stolicy Dolnego Śląska. Jak wspomina Krzysztof Kwaśniewski: Nazwa Wrocławia jest jedną z nielicznych nazw miejscowych, pochodzących od imienia założyciela, w tym wypadku Wrocisława. Jedna z legend o powstaniu tego miasta jest w formie sielskiego wiersza:

Wrocław, jak mówią dzieje, Wracisław założył
Za czasów bardzo dawnych, płytami wyłożył,
Murami, basztami obwiódł obronnymi
I okopał rowami wodą zalanymi.
A tak ubezpieczywszy miasto naokoło
Obdarzył przywilejem, by sobie wesoło
Żył każdy, kto osiądzie z słowiańskiego rodu.


W drugiej części książki znalazły się podania dolnośląskie - obejmujące: Pogranicze wielkopolskie, Pogranicze Śląska Opolskiego, Ziemię Kłodzką, Sudety i Przedgórze, Obszar centralny, Pogranicze łużyckie. Jedna z nich dotyczy bazyliszka ze Świdnicy. Okazuje się, że nie tylko Warszawa miała swojego bazyliszka. [i]Było to stworzenie podobnemu do ogromnego koguta, ale z błoniastymi smoczymi skrzydłami, jaszczurczym ogonem, orlim dziobem i tygrysimi pazurami.[/b] Miał straszliwe, zielone oczy, a na głowie purpurową koronę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.